
Nie było uderzenia w wolność słowa, tylko walka o zdrowie człowieka i błąd przy rejestracji zgłoszenia. TV Republika przedstawiła pojawienie się patrolu u Adriana Stankowskiego jako kolejną odsłonę rzekomej nagonki. Oświadczenie policji i dokumentacja ratunkowa pokazują jednak zgoła inny obraz wydarzeń na warszawskiej Ochocie.
Piątkowa wizyta funkcjonariuszy w mieszkaniu Adriana Stankowskiego, pracownika TV Republika, wywołała natychmiastową histerię na antenie tej stacji. Publicysta mówił o zorganizowanym spisku, nękaniu i zapowiedział zawiadomienie do prokuratury. Komenda Stołeczna Policji studzi emocje: zawiniła literówka dyspozytora numeru 112, a służby ratowały kobietę w sąsiednim bloku.
Szukali chorej kobiety, trafili do publicysty TV Republika
W piątkowe popołudnie na warszawskiej Ochocie zdarzył się incydent, który w ciągu kilkudziesięciu minut urósł na antenie TV Republika do rangi zorganizowanego zamachu na niezależność mediów. Pod drzwiami Adriana Stankowskiego – jednego z komentatorów stacji Tomasza Sakiewicza – pojawił się patrol policji. W środowisku stacji natychmiast uruchomiono alarm o "kolejnej prowokacji i politycznym nękaniu".
Zdarzenie rozpoczęło się od pukania do drzwi mieszkania publicysty TV Republika. Funkcjonariusze policji poinformowali, że realizują zgłoszenie z numeru alarmowego 112, dotyczące kobiety o imieniu Lena, która pilnie potrzebuje pomocy medycznej.
Stankowski natychmiast włączył nagrywanie, zaprzeczając, by ktokolwiek o takich personaliach przebywał w jego lokalu. Gdy oświadczył, dla jakiej stacji pracuje, jeden z interweniujących policjantów rzucił w rozmowie uwagę, że "niewykluczone, że tu może być jakaś prowokacja", zastrzegając jednocześnie, że patrol działa wyłącznie w oparciu o treść zlecenia ze stanowiska kierowania.
Dla komentatora TV Republika sprawa wydała się oczywista.
"Znany schemat. Tak samo było u Sakiewicza i 15 innych osób. To ja panów zawiadamiam o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Jutro adwokaci złożą w tej sprawie stosowne zawiadomienie, ponieważ ktoś posługuje się moimi danymi osobowymi, ktoś znał mój adres zamieszkania" – grzmiał przed kamerą Stankowski.
Co znamienne: kiedy Stankowski włączył nagrywanie w telefonie, funkcjonariusze poinformowali go, że oczywiście ma prawo nagrywać interwencję, ale nie ma prawa publikować ich wizerunku. Nagranie trafiło jednak na antenę stacji, wizerunek funkcjonariuszy został upubliczniony. Nie wiadomo, czy policja zdecyduje się na podjęcie środków prawnych. Z tego powodu nie decydujemy się na podawanie dalej nagrań Stankowskiego.
Zobacz także
Komenda Stołeczna Policji odpowiada: to był błąd operatora 112
Gdy stacja zaczęła nagłaśniać sprawę jako kolejny dowód na prześladowanie swoich ludzi, oświadczenie wydała Komenda Stołeczna Policji. Tłumaczy, że zamieszanie wynikało ze zwykłej literówki popełnionej na etapie rejestracji zgłoszenia.
"Interwencja służb ratunkowych w dzielnicy Ochota nie miała nic wspólnego z prowokacją. Pomyłka nastąpiła w adresie zarejestrowanym przez Centrum Powiadamiania Ratunkowego, którego operator błędnie wpisał literowe oznaczenie budynku. W efekcie zarówno Straż Pożarna, Pogotowie Ratunkowe oraz Policja skierowały swoje zespoły interwencyjne pod błędnie wskazany adres. W rzeczywistości wymagająca udzielenia pomocy osoba przebywała w sąsiednim budynku" – poinformowała stołeczna policja.
Policja wyraźnie podkreśliła również, że funkcjonariusze w żadnym momencie nie weszli do mieszkania pracownika TV Republika. Po uzyskaniu informacji, że trafili pod zły adres, mundurowi błyskawicznie skontaktowali się ze zgłaszającą, ustalili prawidłową klatkę i udali się pod właściwe drzwi.
Co najważniejsze – pomoc dotarła na czas. Potrzebująca wsparcia medycznego kobieta została zaopatrzona przez ratowników i w asyście radiowozu przetransportowana do szpitala.
Napięcie na linii stacja – służby trwa
Problemy Republiki z policją narastają. W maju TV Republika grzmiała po akcji w domu Sakiewicza, gdy policja skuła jego asystentkę. Kilka dni później okazało się, kto naprawdę stał za zgłoszeniami – pisaliśmy o tym w materiale fałszywe alarmy u szefa TV Republika, gdy policja zatrzymała 53-letniego mężczyznę.
Działania samych funkcjonariuszy również zostały prześwietlone. Jak informowaliśmy, interwencja w domu Sakiewicza i śledztwo ws. działań policji są już zamknięte – prokuratura umorzyła postępowanie, nie dopatrując się przestępstwa. Stacja nagrabiła sobie też paskiem w trakcie relacji, gdy na wizji ujawniono dane funkcjonariusza.
W tle tych wszystkich wydarzeń toczy się też walka stacji o pieniądze. Jak analizowali dziennikarze InnPoland, Republika i Sakiewicz zostali na lodzie – wpłaty z samorządu spadły o ponad 2 mln zł rok do roku.





