
W sieci zawrzało od memów, porównania do słynnej „czapki z Peru” nasuwają się same. Tyle że za zdjęciami Donalda Tuska w tradycyjnym indyjskim nakryciu głowy kryje się jedna z najważniejszych misji gospodarczych ostatnich lat. Gdy kamery skupiały się na dyplomatycznym folklorze, w Delhi i Hanoi toczyły się gry o miliardy dla Polski.
Na każdego dolara zarobionego przez polski biznes w Wietnamie przypada aż czternaście dolarów, które płyną w drugą stronę. Nierównowaga to mało powiedziane. Donald Tusk i Andrzej Domański polecieli do Delhi i Hanoi z celem stworzenia nowych silników wzrostu dla polskiej gospodarki. Czy ta misja się powiedzie? Sprawdźmy.
Turban, mem i prawdziwa stawka wyjazdu
Kiedy Donald Tusk podczas oficjalnych powitań w Indiach założył tradycyjny turban, owszem, było to niezwykle memiczne. Komentatorzy natychmiast odgrzebali skojarzenia ze słynną "czapką z Peru" sprzed lat, redukując poważną wizytę dyplomatyczną do wymiaru mema. Pisaliśmy o tym w tekście Tusk ma pamiątkę z nowej podróży życia – na zdjęciu z Indii memy będą robić latami.
A jeśli zdejmiemy turban? Zobaczymy jedną z najważniejszych polskich operacji gospodarczych tej dekady. Premier nie poleciał do Azji sam – na pokładzie rządowego samolotu znaleźli się minister finansów i gospodarki Andrzej Domański, wiceszefowie resortów aktywów państwowych i spraw zagranicznych oraz reprezentanci blisko 100 polskich spółek z najbardziej zaawansowanych sektorów technologicznych, kosmicznych i obronnych.
Plany tej ofensywy opisywaliśmy już na starcie podróży: Tusk wrócił do Indii po 16 latach i ogłasza ofensywę, przywitali go jak gwiazdę.
Co chcemy sprzedawać do Indii i Wietnamu?
Celem podróży były dwa kraje o kolosalnym znaczeniu: Indie – najludniejsze państwo globu i piąta gospodarka świata o ambicjach technologicznego mocarstwa – oraz Wietnam, stumilionowy "azjatycki tygrys", rosnący w tempie przekraczającym 6 proc. rocznie.
W 2025 roku handel Polski z Wietnamem wyniósł 8,176 mld dolarów. Z tego nasz eksport to zaledwie 527 mln dolarów, podczas gdy import wietnamskich towarów do Polski sięgnął 7,649 mld dolarów. Efekt? Deficyt Polski na poziomie aż 7,122 mld dolarów.
Z Wietnamu kupujemy przede wszystkim elektronikę użytkową, smartfony, części komputerowe, monitory, ale też odzież, obuwie i kawę. W drugą stronę płynie głównie polska wieprzowina i drób, produkty chemiczne, leki, kosmetyki oraz maszyny rolnicze i górnicze. Podobnie wygląda relacja z Indiami: importujemy substancje czynne do produkcji farmaceutyków, tekstylia i metale, wysyłając głównie wyspecjalizowane urządzenia przemysłowe.
Celem Polski jest co najmniej podwojenie wymiany handlowej z Indiami do 2030 roku, przy czym wzrost musi nastąpić po stronie polskiego eksportu. Z kolei z premierem Wietnamu Le Minh Hungiem ustalono utworzenie wspólnego komitetu, którego zadaniem jest osiągnięcie wzajemnych inwestycji o wartości 6 mld dolarów do 2030 roku.
Hit wizyty. Polska zbrojeniówka wchodzi w miejsce Rosji
Wietnam przez dekady opierał całe swoje bezpieczeństwo na sprzęcie radzieckim i rosyjskim. Dziś jest to przestarzały złom bez dostępu do części zamiennych. Kreml nie jest w stanie realizować dostaw ani serwisować wietnamskich maszyn, a dalszy handel z Rosją grozi Hanoi sankcjami ze strony Waszyngtonu. Wietnamczycy rozpoczęli więc gwałtowną dywersyfikację uzbrojenia.
Są zainteresowani transporterami Rosomak, Krabami, obroną wybrzeża, niszczycielami min, amunicją, serwisem poradzieckich samolotów i nowoczesnymi rozwiązaniami z WB Electronics.
To nie jest wiadomość, która spadła z nieba. Jak informowali dziennikarze INNPoland, Borsuki i Rosomaki trafią na eksport, a polska pancerna fauna kusi Saudów – wśród zainteresowanych od miesięcy wymieniano Słowację, Arabię Saudyjską i właśnie Wietnam.
Z kolei wizyta w Indiach miała charakter na wskroś technologiczny. W Bengaluru – technologicznej stolicy tego kraju – delegacja promowała polskie rozwiązania z zakresu technologii podwójnego zastosowania (dual-use).
Zainteresowanie wzbudził polski sektor kosmiczny. W rozmowach uczestniczyły m.in. Creotech Instruments oraz ICEYE – polsko-fiński potentat w dziedzinie mikrosatelitów radarowych SAR, które pozwalają na prowadzenie obserwacji Ziemi bez względu na porę dnia czy zachmurzenie. Ta branża rośnie w Polsce bardzo szybko, o czym pisaliśmy przy okazji informacji, że centrum ESA w Polsce powstanie.
Tusk przypomniał o locie polskiego astronauty Sławosza Uznańskiego-Wiśniewskiego oraz Indusa Shubhanshu Shukli w misji Axiom-4 na stację ISS, wskazując, że współpraca na orbicie musi przenieść się na grunt komercyjny.
Toczyły się też rozmowy o pozyskiwaniu minerałów krytycznych, surowców strategicznych oraz gazyfikacji węgla.
Zobacz także
Czy Polska sprowadzi pracowników? Fakty kontra mity
Wokół podróży narosło sporo teorii spiskowych, sugerujących przygotowania do masowego sprowadzania pracowników z Azji. Ale delegacja rządowa nie podpisała żadnego dokumentu regulującego nabór pracowników fizycznych.
Wietnam – który już wcześniej zniósł wymóg wizowy dla polskich turystów – zapowiedział, że rozważa wprowadzenie pełnego, bezterminowego ruchu bezwizowego dla obywateli RP. Za kilka miesięcy ruszy bezpośrednie połączenie lotnicze z Warszawy do stolicy Wietnamu.
Premier Wietnamu podkreślił wolę rozmów o wizach biznesowych – dedykowanych kadrze menedżerskiej i inwestorom realizującym wspólne kontrakty. Z kolei porozumienie edukacyjne zwiększa pulę wzajemnych stypendiów uniwersyteckich z 20 do... 50. Jak autoironicznie podsumował szef polskiego rządu: to wzrost o 250 proc., ale "ze skali bardzo małej na małą".
Poparcie dla wejścia Polski do G20
Wizyta w Indiach przyniosła jeszcze jeden, kluczowy punkt w obszarze prestiżu międzynarodowego. Minister Andrzej Domański przekazał, że władze Indii oficjalnie poparły uczestnictwo Polski w pracach elitarnej grupy G20.
Turban założony w Indiach i wieńce w Hanoi były jedynie wymaganą etykietą. Prawdziwą stawką tej podróży jest walka o to, by polskie fabryki, stocznie i firmy technologiczne nie zostały zamknięte w europejskim zaścianku. Jeśli zapowiedziane na grudzień kontrakty na Kraby i Rosomaki dojdą do skutku, podróż Donalda Tuska do Azji zapisze się w historii jako jeden z najbardziej dochodowych wyjazdów polskiego premiera po 1989 roku.





