Europa czeka na porażkę Trumpa
Europa czeka na porażkę Trumpa. Ale to może być... najgorszy możliwy scenariusz. Fot. naTemat

Wielu zaciera ręce na myśl o tym, że opozycja odbije amerykański Kongres i zablokuje nieobliczalnego prezydenta. Tyle że osaczony Donald Trump i pogrążony w wojnie domowej Waszyngton wcale nie oznaczają spokoju. Wbrew pozorom to dla Polski nawet groźniejszy scenariusz, niż pełnia władzy w rękach nieobliczalnego prezydenta USA.

REKLAMA

Ten schemat w Polsce znamy niemal na pamięć: przekonany o własnym jedynowładztwie prezydent zderza się ze zdeterminowaną, wrogą mu większością parlamentarną, a codzienne zarządzanie państwem zamienia się w niekończącą się wojnę podjazdową. W Stanach Zjednoczonych ten mechanizm wkrótce może osiągnąć apogeum.

Paraliż zamiast kompromisu

Wybory połówkowe (midterms) to moment, w którym amerykańscy wyborcy w połowie kadencji prezydenta decydują o obsadzie całej Izby Reprezentantów oraz jednej trzeciej Senatu. W europejskich salonach wielu komentatorów z nieukrywaną nadzieją czeka na sukces Partii Demokratycznej, licząc na to, że związanie rąk Donaldowi Trumpowi przywróci przewidywalny ład na świecie.

To błąd. Amerykański system checks and balances (hamulców i równowagi) w warunkach głębokiej polaryzacji nie przynosi kompromisu – przynosi paraliż. A supermocarstwo, którego uwaga zostaje całkowicie zassana przez wewnętrzne rozliczenia, staje się skrajnie niebezpieczne dla swoich sojuszników.

To, że taki scenariusz jest realny, pokazują ostatnie badania. Jak pisaliśmy w tekście nowe sondaże nie pozostawiają wątpliwości, Nawrockiemu wali się zaplecze, w sondażu Siena dla "NYT" Demokraci prowadzą już 11 punktami procentowymi.

Mit o usunięciu prezydenta USA i koszmar pod przysięgą

Wbrew powszechnym opiniom ewentualna wygrana Demokratów nie oznacza szybkiego końca rządów lokatora Białego Domu. Owszem, procedura impeachmentu w zdominowanej przez opozycję Izbie Reprezentantów ruszy zapewne błyskawicznie, ale jej finał w Senacie jest z góry przesądzony.

Do skazania i pozbawienia prezydenta urzędu potrzeba kwalifikowanej większości dwóch trzecich głosów (67 senatorów). Żadna partia nie ma szans na osiągnięcie takiego wyniku, a lojalność republikańskich senatorów wobec bazy MAGA wyklucza masowe poparcie dla wniosku Demokratów.

Prawdziwy cios w administrację Trumpa zostanie wymierzony zupełnie inną bronią. Jak wskazuje konstytucjonalista prof. Michał Urbańczyk z UAM, będą to komisje śledcze i przesłuchania pod przysięgą. W prawie amerykańskim krzywoprzysięstwo (perjury) przed komisją Kongresu to przestępstwo federalne traktowane śmiertelnie poważnie. Tam urzędnik nie może zasłonić się niewiedzą czy niepamięcią.

Przejęcie komisji przez Demokratów oznacza, że kluczowi współpracownicy prezydenta tygodniami będą gromadzić dokumenty i zeznawać z udziałem adwokatów, zamiast zarządzać państwem. Każda ryzykowna decyzja wykonawcza zostanie zamrożona ze strachu przed odpowiedzialnością karną, a Senat natychmiast zablokuje prezydenckie nominacje konserwatywnych sędziów w sądach federalnych.

Do tego dochodzi groźba tzw. government shutdown – blokady ustaw budżetowych przez Izbę Reprezentantów, co oznacza wstrzymanie wypłat dla setek tysięcy pracowników federalnych i czasowe zamykanie państwowych instytucji.

Jak mocno prezydent obawia się takiego scenariusza, widać po jego ostatnich ruchach. Opisywaliśmy je w materiale sondaże pokazują, co się stanie podczas wyborów, prawica przeklnie Trumpa.

Inflacyjny bumerang. Czy Demokraci strzelą sobie w kolano?

Przeciętny wyborca w Ohio, Teksasie czy Pensylwanii nie żyje niuansami procedur konstytucyjnych. Głosuje portfelem. Głównym motorem niechęci do Trumpa jest dziś wysoka inflacja, koszty życia oraz drogie paliwo na stacjach.

Rachunek za politykę celną prezydenta policzyli zresztą dziennikarze INNPoland w analizie rok z cłami Donalda Trumpa: kto zyskał, a kto poniósł największe koszty – zapłacili go w dużej mierze sami Amerykanie.

Jeśli jednak Demokraci po przejęciu Kongresu skupią się wyłącznie na polowaniu na prezydenta, a do głosu dojdzie radykalne, lewicowe skrzydło partii (demokratyczni socjaliści), Amerykanie szybko obarczą ich winą za chaos i zastój gospodarczy.

Historycznie to właśnie partia paraliżująca państwo shutdownami bywała najsurowiej karana przez wyborców. W perspektywie wyborów prezydenckich w 2028 roku triumf Demokratów może okazać się klasycznym zwycięstwem pyrrusowym.

Koniec bajki o dobrym wujku Samie. Gdzie w tym wszystkim jest Polska?

Dla Polski płynie z tej sytuacji niezwykle gorzka lekcja. Przez ostatnie trzy dekady polska klasa polityczna przyzwyczaiła się do traktowania Stanów Zjednoczonych jako dobrodusznego strażnika, który bez względu na okoliczności przyśle swoich żołnierzy, by bronili wschodniej flanki NATO.

Zarówno w republikańskich, jak i demokratycznych think tankach w Waszyngtonie panuje dziś absolutna zgoda: ten rozdział w historii został zamknięty. Amerykanie nie chcą dłużej finansować beztroskiego życia bogatej Europy Zachodniej.

Tymczasem polska klasa polityczna zamiast przygotować państwo na nadchodzącą "międzyepokę", trwoni cenny czas na jałową kohabitacyjną wojnę. Mówimy o zagrożeniu wojennym, ale realna obrona cywilna wciąż leży w powijakach, budowa wojsk dronowych grzęźnie w personalnych roszadach, a temat powszechnego przeszkolenia wojskowego i poboru pozostaje politycznym tabu ze strachu przed utratą poparcia młodych wyborców.

Skalę zaniedbań widać też w codziennym funkcjonowaniu państwa. Przypomnijmy choćby bilans wet prezydenckich opisany w materiale Nawrocki rozegrał z Tuskiem kolejną bitwę na ustawy, tym razem wynik to 8:3 – to ilustracja tego, jak wygląda zarządzanie państwem w trybie permanentnego konfliktu.

Niezależnie od tego, czy amerykańskie wybory połówkowe wygrają Republikanie, czy Demokraci, Waszyngton będzie coraz bardziej pochłonięty sobą i Pacyfikiem. Jeśli Polska nie przestanie zachowywać się jak dziecko czekające na ratunek z zewnątrz i nie zbuduje własnej, realnej odporności obronnej, w nowym rozdaniu geopolitycznym znów staniemy się wyłącznie pionkiem przesuwanym na cudzej szachownicy.