
Najpierw miało to być tylko chwilowe osłabienie po proteście przed Trybunałem Konstytucyjnym. Potem L4 i zapewnienia rzecznika, że prezes wróci do pracy "w przyszłym tygodniu". Kluczowe głosowania w Sejmie mijają bez lidera PiS, a partyjni koledzy przesuwają termin jego powrotu na listopad. W kuluarach rośnie niepokój: czy 77-letni Jarosław Kaczyński zmaga się z czymś znacznie poważniejszym niż jesienna infekcja?
Jarosław Kaczyński od wielu dni nie pojawia się publicznie. Ominął głosowanie nad wotum nieufności dla ministra finansów, spory o aborcję i kluczową dla partii batalię o samorządy. Uspokajający ton współpracowników zaczyna brzmieć coraz bardziej nerwowo w miarę, jak data rekonwalescencji wydłuża się o kolejne dni.
Zamknięte okna na Żoliborzu. Przedłuża się choroba prezesa PiS
"To jesień, trzeba to po prostu przeleżeć" – bagatelizuje europoseł Karol Karski. Jednak w PiS nikt nie przechodzi do porządku dziennego nad tak długą absencją lidera.
Pierwsze wyraźne symptomy przeziębienia i nieobecność Kaczyńskiego w Sejmie odnotowano podczas posiedzeń we wtorek i środę (20–21 października), kiedy to opuścił kluczowe głosowania. Kolejne doniesienia medialne i potwierdzenie ze strony rzecznika PiS Rafała Bochenka o oficjalnym zwolnieniu lekarskim na cały tydzień pojawiły się w okolicach piątku, 23 października.
Mija dzień za dniem, a data powrotu prezesa do publicznej aktywności zaczyna się oddalać. Podobny scenariusz obserwowaliśmy już wcześniej. Na początku roku pisaliśmy w tekście "Kaczyński w szpitalu, są nowe informacje o tym, co dolegało prezesowi PiS", że planowany na kilka dni pobyt znacznie się przeciągnął.
Terminy uciekają: od "kilku dni" do 4 listopada
Wystarczy zestawić oficjalne wypowiedzi polityków PiS z ostatnich dni, by dostrzec, że z pozoru niegroźna dolegliwość zatrzymała prezesa w łóżku na znacznie dłużej, niż pierwotnie zakładano.
22 października rzecznik PiS Rafał Bochenek informował, że prezes przebywa na zwolnieniu lekarskim L4. Tłumaczył absencję chłodem podczas sobotniego protestu pod Trybunałem Konstytucyjnym (odbył się 19 października) i zapowiadał: "Kaczyński wróci do aktywności najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu".
Kilka dni później partyjni współpracownicy zapewniali w rozmowach z tabloidami, że ich lider "dochodzi do siebie w domu i czuje się już lepiej". We wtorek, 27 października, w programie "News Michalskiego" głos zabrał rzecznik dyscypliny partii Karol Karski. Choć powtarza formułę o "zwykłym przeziębieniu, które trzeba po prostu odleżeć", po raz pierwszy podaje zupełnie nowy horyzont czasowy: pierwsze spotkania Kaczyńskiego planowane są dopiero na 4 listopada.
Z pierwotnego "kilkudniowego odpoczynku" robi się zatem niemal dwutygodniowa przymusowa pauza. Dla każdego człowieka w wieku 77 lat jesienne załamanie pogody i ostra infekcja dróg oddechowych to spore obciążenie. Dla polityka, wokół którego kręci się cała machina największej partii opozycyjnej, to polityczna wieczność.
Zobacz także
Co wiadomo o zdrowiu prezesa?
Partia od lat strzeże informacji o kondycji lidera. Kulisy jednej z hospitalizacji opisywaliśmy w materiale o tym, że Kaczyński w szpitalu ma ochroniarza, ale informacja o tym, co dolega prezesowi i tak wypłynęła – chodziło wtedy m.in. o nadciśnienie. Wcześniej przez lata wracał temat zwyrodnienia stawu kolanowego.
Prezes PiS nie należy do polityków, którzy odpuszczają posiedzenia Sejmu z błahych powodów. Słynie z żelaznej dyscypliny i osobistego pilnowania głosowań. Tymczasem w minionych dniach zabrakło go przy sprawach fundamentalnych dla partii.
Opuścił wotum nieufności wobec Andrzeja Domańskiego. Prestiżowe uderzenie w architekta polityki finansowej rządu Donalda Tuska odbyło się bez udziału lidera opozycji. Nie głosował nad projektami aborcyjnymi. Niezwykle drażliwy, światopoglądowy temat, w którym Kaczyński osobiście dyscyplinował dotąd partyjne skrzydła konserwatywne i umiarkowane. Przepadł mu udział w głosowaniu nad ustawą o dwukadencyjności w samorządach. Głosowanie kluczowe dla politycznego "być albo nie być" setek działaczy PiS w terenie, o których zagospodarowanie tak głośno upomina się wiceprezes Przemysław Czarnek.
O tym, jak szczelnie odcięty od świata zewnętrznego pozostaje obecnie prezes PiS, świadczą relacje z warszawskiego Żoliborza. W sobotnie popołudnie pod willą polityka pojawił się samochód z zakupami. Scena uwieczniona przez fotoreporterów "Faktu" trwała zaledwie trzy minuty: krótka wymiana zdań kierowcy z ochroniarzem, wniesienie toreb na posesję i natychmiastowy odjazd.
Sam Jarosław Kaczyński nie podszedł nawet do okna, nie mówiąc o wyjściu przed dom. Jego jedynym oknem na świat pozostają wpisy w mediach społecznościowych, choć i w tym przypadku trudno ocenić, na ile redaguje je sam polityk, a na ile jego współpracownicy.






