
Na prawicy coraz trudniej mówić o jedności, a najnowsze deklaracje Mateusza Morawieckiego tylko pogłębiają konflikt. Podczas gdy Jarosław Kaczyński próbuje zmobilizować wyborców wokół wspólnego frontu przeciwko KO, były premier wyraźnie zaznacza, że nie zamierza grać według tego scenariusza.
Mateusz Morawiecki ma swoją wizję polityki "byle nie Tusk". Jego wersja zdecydowanie odbiega jednak od oryginału, który postulują Jarosław Kaczyński i Przemysław Czarnek.
Kaczyński wciąż wierzy w "jedność PiS" i "pokój na prawicy"
Dla kontekstu – politycy PiS wprost oszaleli z radości na widok ponad 62 proc. głosów dla Łukasza Gibały w wyborach w Krakowie (przypomnijmy – kandydata, którego kariera polityczna przebiegała z dala od prawicy, a od PiS dzielą go wręcz lata świetlne). Nowy pomysł największej konserwatywnej partii skupia się więc na idei wyboru jakiejkolwiek opcji, byle nie Koalicji Obywatelskiej, co w jej założeniu ma ocalić kraj od całego zła.
W krakowskich fantazjach Prawa i Sprawiedliwości pojawia się jednak kilka zgrzytów. Być może "byle nie Tusk" dla coraz większej części elektoratu wcale nie będzie oznaczało "Czarnek czy inny Obajtek". W sondażach partia Jarosława Kaczyńskiego odczuwa wyraźną presję m.in. ze strony obu Konfederacji.
Warto też zauważyć, że przy nowej sloganowej ofensywie często pojawiają się dwa inne zawołania zagrzewające do politycznej bitwy: "jedność PiS" i "pokój na prawicy". Bez nich pozycja PiS może obrócić się w proch, a wspólny front prezydencki, szumnie zapowiadany przez liderów partii, nie ruszy do zwycięstwa w wyborach w 2027 roku. Coraz więcej na to wskazuje – widać to nie tylko w sceptycyzmie Konfederacji co do Przemysława Czarnka jako potencjalnego kandydata na premiera, ale też w sygnałach ze "stajni" Mateusza Morawieckiego, który stara się stworzyć PiS w wydaniu technokratyczno-merytorycznym.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Morawiecki widzi "byle nie Tusk" inaczej. Nie po myśli Kaczyńskiego
Mateusz Morawiecki oficjalnie potwierdził, że na "jedność PiS" nie ma co liczyć. Być może na "pokój na prawicy" również nie. Nowy wpis byłego premiera na X zapowiada silniejszą ofensywę ze strony Rozwoju Plus.
"Idziemy do wyborów samodzielnie! Z własnym programem, własną wizją i odwagą, by walczyć o przyszłość Polski!" – zapowiedział polityk. Prawdopodobnie nawiązując do sloganów Czarnka i Kaczyńskiego, dodał też: "Rozwój albo Tusk! Rozwój albo krach!".
Morawiecki (przynajmniej publicznie) odcina się więc od możliwości startu w kolejnych wyborach razem ze swoją poprzednią partią. Oznacza to z jednej strony spore wyzwanie dla Rozwoju Plus, który obecnie w średnich sondażowych według ewybory.eu plasuje się tuż pod progiem wyborczym i mało prawdopodobne wydaje się, by utrzymał wszystkie swoje mandaty w 2027 roku, ale także do reszty pali mosty z Nowogrodzką.
Z perspektywy PiS ryzykownym scenariuszem jest wspólna lista KO, PSL i Nowej Lewicy. Matematyka wyborcza w Polsce często bardziej sprzyja szerokim koalicjom niż szeregowi rozproszonych partii. Brak podobnego porozumienia na prawicy może w praktyce przekreślić szanse na upragnione przez "front prezydencki" odsunięcie Donalda Tuska od władzy. Zwłaszcza jeśli jedno z prawicowych ugrupowań – np. Rozwój Plus – nie byłoby w stanie przekroczyć progu. Z perspektywy PiS słaby wynik ich kolegów mógłby tak naprawdę okazać się prawdziwą wyborczą katastrofą.






