
W Izraelu zakończyły się wybory parlamentarne, w których o władzę walczył m.in. rządzący od blisko dwóch dekad (z przerwą) Benjamin Netanjahu. Według wyników exit poll zwyciężył blok partii opozycyjnych wobec polityki prowadzonej przez Netanjahu, ale różnica jest niewielka.
Wybory parlamentarne w Izraelu rozpoczęły się we wtorek 27 października. Głosowanie trwało do godz. 22:00 (21:00 w Polsce). Utworzono ponad 12 tys. obwodowych komisji, a Izraelczycy wybierali 120 deputowanych do Knesetu – jednoizbowego parlamentu stanowiącego najwyższy organ ustawodawczy państwa. Jak wcześniej pisaliśmy już w naTemat, sondaże wyborcze wskazywały, że 18 lat władzy Netanjahu może się dziś skończyć.
Większość Izraelczyków przeciwko rządom Benjamina Netanjahu. Ale jest haczyk
Z pierwszych sondaży exit poll wyłania się obraz niezwykle wyrównanego starcia na izraelskiej scenie politycznej. Według danych największych krajowych stacji blok pod przewodnictwem Gadiego Eisenkota nieznacznie wyprzedza obóz Benjamina Netanjahu, jednak żadna ze stron nie ma powodów do triumfu.
Jak podaje izraelski dziennik Haaretz, sondaż exit poll stacji Channel 13 wskazuje, że blok partii opozycyjnych kierowany przez Eisenkota zdobędzie 53 mandaty, podczas gdy blok zwolenników Netanjahu 50, natomiast partie arabskie rekordowe 17. Z kolei Channel 12 podaje, że blok Eisenkota uzyska 52 mandaty, blok Netanjahu 50, a partie arabskie w tym przypadku 18 mandatów.
Oznacza to, że w 120-osobowym Knesecie opozycja z byłym szefem sztabu armii Gadim Eisenkotem na czele może liczyć na około 52-53 mandaty, podczas gdy blok premiera Benjamina Netanjahu około 50. Prawdopodobnie żadna z koalicji nie zdobyła więc wymaganej do utworzenia rządu większości 61 mandatów. Dodatkowo, jak zauważa The Jerusalem Post, ok. 17-18 mandatów partii arabskich może znacznie skomplikować starania obu bloków o utworzenie koalicji.
Mimo że przewiduje się, iż blok Netanjahu będzie mniejszy, to według wstępnych prognoz sama jego partia Likud zdobędzie największą liczbę mandatów spośród innych partii w nowym Knesecie.
A co będzie dalej? Oficjalne wyniki wyborów parlamentarnych powinniśmy poznać w ciągu najbliższych 48 godzin. Wszystko wskazuje jednak na to, że prawdziwa polityczna gra dopiero się zacznie, bo zbudowanie nowej koalicji może potrwać kolejne dni, a nawet i całe tygodnie.
Zobacz także
Tło wyborów parlamentarnych w Izraelu. Wydarzenia z 7 października 2023, wojna i korupcja
Do wyborów zgłoszono aż 38 list, ale główne starcie rozgrywało się między dwoma blokami politycznymi. Na czele pierwszego stał prawicowy Likud Benjamina Netanjahu, wspierany przez dwa ugrupowania skrajnie nacjonalistyczne oraz potencjalnie jego tradycyjnych sojuszników – ugrupowania Żydów ultraortodoksyjnych. A po drugiej stronie był entrowo-liberalny Yashar! lidera bloku opozycji Gadiego Eisenkota.
Netanjahu jest obecnie najdłużej urzędującym premierem w historii Izraela – sprawuje władzę z przerwami od ponad 18 lat. W ostatnich wyborach (w listopadzie 2022 roku) jego partia zdobyła 32 mandaty i wraz z ugrupowaniami religijnymi oraz nacjonalistycznymi utworzyła najbardziej prawicową koalicję w dziejach państwa, co wywołało wielki protest w Izraelu.
Wtorkowe głosowanie było pod jednym względem szczególne. To pierwsze wybory po ataku Hamasu z 7 października 2023 roku. Jedną z głównych osi sporu między politycznymi przeciwnikami pozostaje więc odpowiedzialność Netanjahu za zaniedbania, przez które Hamas przeprowadził zbrojny najazd, w którym zginęło około 1200 osób.
Wojna wzbudziła na świecie szeroką krytykę wobec działań Izraela oraz oskarżenia o zbrodnie wojenne – pod takim też zarzutem Międzynarodowy Trybunał Karny wydał nakaz aresztowania Netanjahu. Oczywiście te zarzuty są w Izraelu ignorowane, a media poświęcają im niewiele uwagi.
Obok odpowiedzialności za atak Hamasu z 2023 r. kluczowymi tematami kampanii wyborczej w Izraelu były także: wojna w Iranie (w której to Izrael zaatakował jako pierwszy), pobór do wojska ultraortodoksyjnych żydów (charedim), korupcja czy reformy sądownictwa (praworządność).






