Pentagon
"Siedźcie cicho i nie drażnijcie Rosji". Szokujący nakaz Pentagonu dla państw wschodniej flanki NATO Fot. Pixabay

Urzędnicy Pentagonu w poufnych rozmowach nakazali sojusznikom z państw bałtyckich natychmiastowe złagodzenie antyrosyjskiej retoryki. Za kurtyną tej presji stoi Elbridge Colby, człowiek odpowiedzialny za plan redukcji amerykańskich wojsk w Europie, oraz administracja Donalda Trumpa, która za plecami kontynentu sonduje powrót do interesów z Kremlem i zniesienie części sankcji.

REKLAMA

"Nie róbcie hałasu" – usłyszeli w ostatnich tygodniach politycy z Litwy, Łotwy i Estonii od amerykańskich wysłanników. Agencja Reuters ujawnia kulisy presji wywieranej przez Waszyngton na kraje najbardziej narażone na uderzenie ze Wschodu. Szef polityki obronnej Pentagonu Elbridge Colby wprost zażądał od sojuszników, by przestali "szturchać Rosję".

Amerykański parasol za cenę milczenia? Porażający zwrot w polityce bezpieczeństwa NATO

Pentagon stawia sprawę na głowie: to nie rosyjskie rakiety i sabotażyści, lecz słowa europejskich przywódców mają rzekomo "podważać bezpieczeństwo kontynentu". Rosyjski wywiad wojskowy GRU prowadzi w całej Europie skoordynowaną kampanię podpaleń, sabotażu i uderzeń dronowych, a ze stolicy najważniejszego mocarstwa NATO płynie instrukcja, która na wschodniej flance Sojuszu wywołuje konsternację graniczącą z niedowierzaniem. Już wcześniej ostrzegano, że amerykański parasol nad Polską może zacząć przeciekać – teraz okazuje się, że jego cena może być polityczna.

Jak ujawniła agencja Reuters w oparciu o relacje czterech urzędników zaznajomionych ze sprawą, Pentagon w ostatnich tygodniach w trakcie serii bilateralnych spotkań zwrócił się do sojuszników z NATO – ze szczególnym uwzględnieniem Litwy, Łotwy i Estonii – o drastyczne wyciszenie twardej retoryki wobec Rosji.

Głównym architektem i posłańcem tych poufnych żądań jest Elbridge Colby – podsekretarz obrony USA ds. polityki (Under Secretary of Defense for Policy), a zarazem kluczowa postać trwającego w Waszyngtonie audytu obecności wojsk amerykańskich w Europie. Colby od dawna stawia interes USA ponad potrzeby sojuszników – to w jego otoczeniu zapadały decyzje, po których pisano, że USA nie chce już sprzedawać broni do Europy.

Zakaz "szturchania Rosji" i sprawa "szczura w narożniku"

Według źródeł Reutersa Colby w rozmowie z przedstawicielem państw bałtyckich oświadczył wprost, że należy całkowicie zrezygnować z jakiegokolwiek "szturchania" Rosjan (ang. no poking). Amerykańscy wojskowi zwrócili uwagę, że określanie Moskwy mianem "zdesperowanej" czy "zepchniętej do narożnika" jest działaniem przeciwskutecznym.

To bezpośrednie nawiązanie do głośnego wystąpienia premiera Estonii Kristena Michala z końca września 2026 roku. Estoński szef rządu, komentując wzmożoną aktywność dywersyjną rosyjskich służb na Zachodzie, nazwał Władimira Putina "szczurem zagonionym w narożnik", który wobec paraliżu swoich wojsk na froncie ukraińskim chwyta się terroru hybrydowego w Europie Środkowej. Tallinn ma powody do niepokoju – coś dziwnego dzieje się na granicy Estonii, ale bać muszą się raczej zwykli Rosjanie, pisaliśmy o wrześniowych manewrach FSB nad Narwą.

Dla administracji w Waszyngtonie takie stawianie sprawy okazało się nie do przyjęcia.

"My wam pomagamy. Amerykanie tu są. Po prostu bądźcie cicho. Nie róbcie hałasu" – tak jeden z europejskich dyplomatów zreferował nieoficjalne przesłanie płynące z kwatery głównej amerykańskiego Departamentu Obrony.

Podczas kolejnego spotkania z delegacją z Tallinna przedstawiciele Pentagonu ponownie pouczali sojuszników, by ich komunikacja ze społeczeństwem miała charakter "umiarkowany".

W tle wielki targ Trumpa. Sankcje w zamian za pokój w Ukrainie

Nagła troska Pentagonu o samopoczucie Władimira Putina nie wynika z pacyfistycznych uniesień. Jej źródłem jest polityczny kalendarz Waszyngtonu. Wojna w Ukrainie weszła w swój piąty rok, a administracja Donalda Trumpa wznowiła próby doprowadzenia do wymuszonych negocjacji pokojowych.

Strategia Białego Domu opiera się na dwóch filarach. Amerykanie domagają się od Ukrainy m.in. natychmiastowego zaprzestania uderzeń dronowych na rosyjską infrastrukturę energetyczną i rafinerie, które drenują dochody naftowe Moskwy.

W zamian za zamrożenie linii frontu Waszyngton sonduje złagodzenie reżimu sankcyjnego oraz powrót do rozmów o dwustronnych umowach handlowo-biznesowych z Rosją.

W tej geopolitycznej układance państwa wschodniej flanki NATO – domagające się całkowitej izolacji gospodarczej Moskwy i bezwzględnego ścigania zbrodni wojennych – są dla strategów Trumpa niewygodnym balastem. Każde ostre wystąpienie z Wilna, Rygi czy Tallinna burzy starannie budowaną przez Colby'ego i jego otoczenie narrację o możliwości szybkiego, pragmatycznego "resetu" i zakończenia konfliktu ponad głowami zainteresowanych narodów.

Sabotaż za progiem, a sojusznik każe milczeć

W stolicach państw bałtyckich i w Europie Środkowej zalecenia Pentagonu przyjęto z głębokim niesmakiem i konsternacją. Bałtyccy przywódcy stoją przed dramatycznym dylematem: jak wytłumaczyć własnym obywatelom konieczność ponoszenia wyrzeczeń, podnoszenia wydatków na zbrojenia do poziomu 3,5–4 proc. PKB i wprowadzania powszechnej obrony cywilnej, skoro najpotężniejszy sojusznik nakazuje udawać, że za miedzą panuje spokój?

Co więcej, rzeczywistość przeczy tezom o potrzebie "uspokajania nastrojów". W środę niemiecka prokuratura federalna poinformowała o aresztowaniu dwóch obywateli Białorusi, którzy szykowali się do podpalenia obiektu infrastruktury krytycznej w rejonie Norymbergi. We wrześniu władze w Berlinie oficjalnie oskarżyły Rosję o próbę skoordynowanego ataku dronowego na węzeł logistyczny portu lotniczego Lipsk/Halle.

Służby w Polsce i państwach bałtyckich regularnie zatrzymują agentów przygotowujących grunt pod uderzenia w infrastrukturę kolejową. Europejskie wywiady od miesięcy alarmują: Władimir Putin podjął decyzję o eskalacji działań poniżej progu wojny na terytorium NATO. Już wiosną holenderski wywiad alarmował ws. Rosji: Putin ma knuć "polityczny podział NATO". Uciszanie polityków ostrzegających przed tym zjawiskiem nie zmniejsza agresji Kremla, lecz tworzy próżnię, którą Moskwa bezwzględnie wykorzystuje.

Groźba wycofania wojsk USA z Europy jako narzędzie szantażu

Najbardziej złowrogim elementem tej układanki jest jednak pozycja samego Elbridge'a Colby'ego. To on kieruje obecnie przeglądem globalnej postawy sił zbrojnych USA (Force Posture Review).

W amerykańskich kręgach wojskowych tajemnicą poliszynela jest fakt, że proces ten może zakończyć się gwałtowną redukcją liczby żołnierzy US Army stacjonujących w Europie. Pierwsze kroki już zrobiono – w maju Pentagon oficjalnie o redukcji wojsk w Europie: wiemy, co to oznacza dla Polski, pisaliśmy po ogłoszeniu zmniejszenia liczby brygad z czterech do trzech. Amerykańscy stratedzy nie ukrywają, że ich priorytety przesuwają się na Pacyfik (konfrontacja z Chinami wokół Tajwanu), na Bliski Wschód oraz w rejon Ameryki Łacińskiej.

Dla państw graniczących z Rosją i Białorusią przesłanie jest czytelne: Waszyngton oczekuje, że Europa sama weźmie na siebie ciężar obrony konwencjonalnej, a jednocześnie odbiera jej prawo do publicznego definiowania skali rosyjskiego zagrożenia.