
Prezydent Nawrocki ogłosił , że nowa baza wojsk USA w Polsce przyjmie nazwę "Fort Trump". Radosław Sikorski nie zostawił na tym pomyśle suchej nitki, przypominając, że polityczna przesada bywa szkodliwa dla trwałości sojuszy. Nazwanie nowej amerykańskiej bazy imieniem Donalda Trumpa to "demonstrowanie uniżoności" i niepotrzebne ryzyko polityczne w Waszyngtonie – ocenił.
Chociaż rząd i Pałac Prezydencki zgodnie zabiegają o drugą stałą bazę USA w Polsce, sprawa jej nazwy wywołała spór nad Rzeką Wschodnią. Podczas gdy prezydenccy ministrowie mówią o wypracowanej politycznie decyzji, szef polskiej dyplomacji proponuje patronat Ronalda Reagana, Kościuszki lub Pułaskiego. I ma sensowne argumenty.
Fort Trump czy Fort Kościuszko? Riposta Sikorskiego po deklaracji Nawrockiego
Podczas gdy wiceszefowa MON Magdalena Sobkowiak-Czarnecka dogaduje szczegóły w Pentagonie, w polskiej delegacji w Nowym Jorku zaiskrzyło wokół formy podziękowania Donaldowi Trumpowi.
Aby amerykańska instalacja wojskowa powstała, potrzebuje miliardowych funduszy zatwierdzonych przez amerykański parlament. Radosław Sikorski przestrzega, że narzucanie nazwiska obecnego prezydenta USA może zrazić Demokratów.
Starania o utworzenie drugiej stałej bazy wojsk amerykańskich na terytorium Polski idą pełną parą, ale w kwestii symboliki między Pałacem Prezydenckim a Ministerstwem Spraw Zagranicznych doszło do gwałtownego zgrzytu. Pretekstem stała się wypowiedź prezydenta Karola Nawrockiego, który w wywiadzie dla agencji Bloomberg zadeklarował, że jeśli amerykańska instalacja powstanie nad Wisłą, będzie nosić nazwę "Fort Trump".
Ostra odpowiedź ze strony szefa polskiej dyplomacji Radosława Sikorskiego padła bezpośrednio podczas kulisów Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku.
Sikorski: "To nie buduje szacunku i jest politycznie ryzykowne"
Wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, choć podkreślił, że rząd i prezydent działają ręka w rękę na rzecz pozyskania bazy, zdecydowanie skrytykował pomysł nadania jej imienia urzędującego prezydenta USA.
"Rząd i prezydent działają wspólnie na rzecz stworzenia drugiej stałej bazy amerykańskiej w Polsce, ale proponowanie nazwy Fort Trump uważam za demonstrowanie takiej uniżoności. Ja wiem, że to w Stanach taka się przyjęła maniera, ale to nie buduje szacunku, a po drugie jest ryzykowne" – ocenił szef MSZ.
Argument o Kongresie, nie o symbolice
Sikorski zwrócił uwagę na czysto pragmatyczny i prawny wymiar całej operacji: budowa i utrzymanie stałej bazy potrzebuje wieloletniego finansowania zatwierdzonego przez amerykański Kongres. W sytuacji, gdy układ sił na Kapitolu jest zmienny, a Izba Reprezentantów lub Senat mogą trafić pod kontrolę Demokratów, wiązanie obronności Polski z jednym nazwiskiem politycznym może utrudnić uchwalanie budżetu na ten cel.
Wskazał przy tym alternatywnych patronów, którzy łączą historię obu narodów i nie budzą kontrowersji partyjnych w Waszyngtonie. Jego zdaniem lepszy byłby Ronald Reagan (symbol zwycięstwa nad imperium ZSRR) czy Tadeusz Kościuszko lub Kazimierz Pułaski, czyli historyczni bohaterowie obojga narodów, akceptowalni dla obu stron w Kongresie.
Obawy szefa MSZ mają pokrycie w faktach. Gdy Trump obiecywał Polsce 5 tys. żołnierzy z USA, lepiej było zaczekać z otwieraniem szampana – o decyzji prezydenta Pentagon dowiedział się z mediów, a obiecane siły nigdy nad Wisłę nie dotarły.
Zobacz także
Pałac Prezydencki: "Decyzja polityczna została wypracowana"
Tymczasem Kancelaria Prezydenta podkreśla, że rozmowy na najwyższym szczeblu przyniosły już konkretne owoce. Szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz poinformował, że Karol Nawrocki rozmawiał o bazie bezpośrednio z Donaldem Trumpem podczas wtorkowego przyjęcia dla przywódców biorących udział w debacie ONZ.
"Decyzja została już wypracowana, więc poza potwierdzeniem tego faktu ze strony prezydenta Donalda Trumpa niewiele już więcej na poziomie prezydenckim można wykonać. Teraz jest zadanie dla ministra obrony narodowej, wiceministrów, dyrektorów, Wojska Polskiego, aby przekuć tę deklarację i gotowość polityczną w konkretne decyzje" – zaznaczył Marcin Przydacz, wskazując, że kluczowe będzie teraz wyznaczenie dokładnej lokalizacji.
Przypomnijmy, że kilka dni wcześniej Donald Trump ogłosił "wspaniałe wieści", chwaląc "odważne przywództwo" polskiego prezydenta i zapowiadając rychłe wskazanie miejsca inwestycji.
Gdzie stanie baza? Zachód kraju poza zasięgiem rosyjskiej artylerii
Prace koncepcyjne rzeczywiście trwają. Baza USA w Polsce jest coraz bliżej, amerykańska delegacja objeżdżała we wrześniu potencjalne lokalizacje – mając jeden podstawowy warunek: musi to być zachód kraju, poza zasięgiem rosyjskiej artylerii i dronów.
Według nieoficjalnych ustaleń stała baza wojsk USA w Polsce miałaby powstać we Wrocławiu lub Oleśnicy, a planami rezerwowymi pozostają Wielkopolska i Pomorze.
MON sprowadza na ziemię. Kluczowy będzie przegląd sił Pentagonu
Mimo gorącej dyskusji o nazwie, przedstawiciele Ministerstwa Obrony Narodowej studzą emocje i przypominają o procedurach obowiązujących w Waszyngtonie. Wiceszefowa MON Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, przebywająca z wizytą w USA, wyjaśniła, że ostateczna decyzja ws. stałej bazy zapadnie prawdopodobnie pod koniec roku.
To właśnie wtedy zakończy się amerykański przegląd rozmieszczenia sił w Europie (European Force Posture Review). Przedstawiciele MON – w tym wiceminister Paweł Zalewski – prowadzą intensywne rozmowy robocze z wiceszefem Pentagonu Elbridge'em Colby'm, odpowiedzialnym za nowy układ wojsk USA na świecie.
Wynik tego przeglądu wcale nie musi być dla Warszawy korzystny. Gdy Pentagon oficjalnie mówił o redukcji wojsk w Europie, zapowiedziano zmniejszenie liczby brygadowych zespołów bojowych oraz "tymczasowe opóźnienie" części rozmieszczeń.
Dlatego strona polska prowadzi rozmowy głównie w trybie roboczym. To zresztą nie pierwszy raz – już w maju, po zamieszaniu wokół liczebności amerykańskich sił, wiceministrowie po cichu polecieli za ocean, by dopinać szczegóły z dala od kamer.






