Anya Taylor-Joy jako Emma
"Emma" to niedoceniona ekranizacja Jane Austen Fot. Kadr z "Emmy"

Jane Austen znowu jest na topie: w kinach gra nowa "Rozważna i romantyczna", a w grudniu Netflix pokaże "Dumę i uprzedzenie" z Emmą Corrin. W tym całym kostiumowym szale łatwo zapomnieć o ekranizacji sprzed sześciu lat, która jest po prostu znakomita. Mowa o "Emmie" z Anyą Taylor-Joy, którą zabiła pandemia.

REKLAMA

Fani Jane Austen mają jesień jak z marzeń. Od 16 października w polskich kinach można oglądać nową "Rozważną i romantyczną" w reżyserii Georgii Oakley. W siostry Dashwood wcieliły się Daisy Edgar-Jones ("Normalni ludzie") i Esmé Creed-Miles, a partnerują im m.in. George MacKay, Caitríona Balfe i Fiona Shaw. Z kultową wersją Anga Lee z 1995 roku film raczej nie wygra, ale jak przekonuje Zuzanna Tomaszewicz w swojej recenzji, to adaptacja, która mimo wad potrafi ujmować, choć purystów może doprowadzić do szału.

To jednak dopiero rozgrzewka. 3 grudnia na Netfliksa trafi sześcioodcinkowy serial "Duma i uprzedzenie", który napisała Dolly Alderton ("Wszystko, co wiem o miłości"). Elizabeth Bennet zagra Emma Corrin ("The Crown"), pana Darcy'ego Jack Lowden ("Kulawe konie"), a państwa Bennetów Olivia Colman i Rufus Sewell. Obsada jest tak gwiazdorska, że trudno nie czekać, choć poprzeczka wisi wysoko: w końcu do dziś trwa spór, czy lepszy był pan Darcy Colina Firtha, czy Matthew Macfadyena. Kandydat na Jamesa Bonda ma więc nie lada wyzwanie.

W tym austenowskim szaleństwie aż prosi się, żeby przypomnieć sobie film, który w 2020 roku przeszedł zdecydowanie zbyt cicho. A nie powinien, bo jest naprawdę znakomity.

"Emma" z Anyą Taylor-Joy to perełka, której pecha nikt by nawet nie wymyślił

"Emma" (a dokładniej "Emma."), ekranizacja powieści Austen z 1815 roku, miała premierę w Wielkiej Brytanii 14 lutego 2020 roku, a do polskich kin weszła pod koniec lutego. Kilka tygodni później kina w całej Europie zamknęła pandemia, a w USA wytwórnia szybko wypuściła film do wypożyczenia online. Tak jedna z najlepszych ekranizacji Austen utonęła w lockdownowym chaosie.

A szkoda, bo to świetne kino kostiumowe z ikrą i "jajem". Emma Woodhouse (Anya Taylor-Joy) jest piękna, mądra, bogata i strasznie się nudzi. Po tym, jak wydała za mąż swoją guwernantkę, postanawia zostać swatką na pełen etat. Jej nowym projektem jest naiwna Harriet Smith (Mia Goth), którą Emma chce wydać za pastora Eltona (Josh O'Connor). Problem w tym, że swatka z niej żadna, a własnych uczuć do pana Knightleya (Johnny Flynn) nie zauważa przez większość filmu.

Za kamerą stanęła Autumn de Wilde, fotografka i reżyserka teledysków, dla której był to fabularny debiut. Scenariusz napisała Eleanor Catton, laureatka Bookera. Razem stworzyły adaptację wierną Austen, ale zupełnie nie muzealną: pastelową, ironiczną, przezabawną i zaskakująco zmysłową. Takiej Jane Austen widzowie jeszcze nie oglądali. Zdjęcia Christophera Blauvelta są przepyszne, a muzyki Davida Schweitzera i Isobel Waller-Bridge można słuchać na okrągło.

Wcześniej najsłynniejszymi ekranizacjami powieści były "Emma" z 1996 roku z Gwyneth Paltrow i "Słodkie zmartwienia" z Alicią Silverstone, które przeniosły historię do Beverly Hills lat 90. Wersja de Wilde ma w sobie i klasyczny kostium, i popkulturowy pazur, a Taylor-Joy spisała się jako Emma o wiele lepiej niż Paltrow.

Dalsza część artykułu poniżej.

Bill Nighy kradnie każdą scenę, a Anya Taylor-Joy błyszczy jeszcze przed "Gambitem królowej"

Obsada to zresztą osobny powód, by wrócić do "Emmy". Bill Nighy ("To właśnie miłość") jako ojciec-hipochondryk, który panicznie boi się przeciągów, kradnie każdą scenę, w której się pojawia. Jest też Miranda Hart ("Miranda") jako gadatliwa panna Bates i Callum Turner (czyli prawdopodobny nowy Bond) jako czarujący Frank Churchill. Johnny Flynn ("Ripley") i Mia Goth ("Pearl") nie zawodzą, a Josh O'Connor, którego znacie z "The Crown" i "Challengers", jest tu absolutnie przekomiczny jako napuszony pastor.

Najważniejsza jest jednak Anya Taylor-Joy. Kilka miesięcy przed premierą "Gambitu królowej", który zrobił z niej gwiazdę, stworzyła Emmę jednocześnie irytującą i ujmującą. Dostała za nią nominację do Złotego Globu, a film walczył o dwa Oscary: za kostiumy Alexandry Byrne i charakteryzację. Dziś Taylor-Joy może przebierać w rolach i zagra nawet we "Władcy pierścieni".

Nie bez powodu cztery lata temu, po seansie nieudanych "Perswazji" Netfliksa, pisałam: "chcecie lekko uwspółcześnionej Jane Austen, ale znacznie lepszej? Obejrzyjcie "Emmę". Tak to się robi". Zdania nie zmieniam. Zanim pójdziecie do kina na Dashwoodówny, a w grudniu zasiądziecie przed Netfliksem, by podziwiać nowych Elizabeth i Darcy'ego, nadróbcie "Emmę". Na Rotten Tomatoes ma 86 procent pozytywnych recenzji. Film wypożyczycie za niecałe 10 zł m.in. na Prime Video i Apple TV.