Obóz Rwanda. Wielka Brytania planuje "outsourcing" uchodźców, w sieci zawrzało

Anna Dryjańska
19 kwietnia 2022, 06:24 • 1 minuta czytania
– Nasze współczucie może być bezgraniczne, ale nasza zdolność do pomocy granice posiada – powiedział premier Boris Johnson, ogłaszając finalizację umowy dotyczącej relokacji uchodźców przybywających na Wyspy Brytyjskie do Rwandy. W czwartek brytyjska minister spraw wewnętrznych Priti Patel podpisała porozumienie na ten temat w stolicy środkowoafrykańskiej Rwandy, Kigali.
Priti Patel (brytyjska minister spraw wewnętrznych) i Vincent Biruta (rwandyjski minister spraw zagranicznych i współpracy międzynarodowej). 14 kwietnia podpisali porozumienie o wysyłaniu uchodźców z Wielkiej Brytanii do Rwandy. fot. SIMON WOHLFAHRT/AFP/East News

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google


Już za kilka tygodni ma wejść w życie pilotażowa część programu: wszyscy mężczyźni poniżej 40. roku życia, którzy podróżują samotnie i przybędą na Wyspy Brytyjskie nielegalnie (na małych łodziach czy pontonach albo w TIR-ach) zostaną odesłani do centrów dla uchodźców w Rwandzie. W przyszłości program ma być rozszerzony na wszystkich ubiegających się o azyl w Wielkiej Brytanii.

Internet zapłonął oburzeniem. Na Twitterze słowo "Rwanda" stało się jednym z najsilniejszych trendów.

Śmiertelnie niebezpieczna droga do lepszego życia

Konserwatywny premier Boris Johnson, jeden z najważniejszych orędowników Brexitu, od początku swoich rządów z imigracji uczynił jedną z ważniejszych kwestii. Często powtarza argumenty o konieczności uszczelnienia granic wyspiarskiego kraju, równocześnie te granice wyglądają na mniej szczelne niż kiedykolwiek wcześniej.

Owszem, opuszczenie Unii Europejskiej zmniejszyło napływ do Wielkiej Brytanii mieszkańców krajów strefy Schengen, ale liczba przybywających imigrantów, zwłaszcza z krajów Bliskiego Wschodu i Afryki, rośnie z każdym rokiem.

W roku 2021 do wybrzeży Kentu dobiły łódki i pontony z rekordową liczbą uchodźców. Tą niezwykle niebezpieczną drogę do lepszego życia wybrało niemal 30 tysięcy osób. Wielu jednak do brzegu nie dotarło. Utonęło po drodze w wodach kanału La Manche oddzielającego Wyspy Brytyjskie od kontynentalnej Europy.

W 2022 roku zapowiada się kolejny rekord – tylko w pierwszych trzech miesiącach rząd brytyjski doliczył się 5 tysięcy azylantów.

Bilet w jedną stronę

W odpowiedzi brytyjska minister spraw wewnętrznych Priti Patel, córka imigrantów z Ugandy, która jest równie antyimigrancka co premier jej rządu, przygotowała umowę o relokacji uciekinierów do środkowoafrykańskiej Rwandy.

Pilotażowo program obejmie wyłącznie młodych mężczyzn przekraczających samotnie kanał La Manche w nielegalny sposób. W przyszłości miałby być rozszerzany.

Johnson i Patel mówią, iż ich plan jest oznaką litości i tak naprawdę jest działaniem humanitarnym. Argumentują, że celem jest zniechęcenie uchodźców do niebezpiecznej, nielegalnej przeprawy, w czasie której wielu traci życie, że rozwiązanie to pomoże zniszczyć nieludzki przemysł przemytników ludzi czerpiących z niego ogromne zyski.

Organizacje humanitarne zajmujące się pomocą uchodźcom mówią coś dokładnie odwrotnego.

– To szczyt zrzucania z siebie odpowiedzialności. Sprowadza się to do zadawania dodatkowego cierpienia ludziom przy równoczesnym gigantycznym marnotrawstwie pieniędzy – powiedział BBC Steve Valdez-Symonds, dyrektor Amnesty International ds. praw uchodźców w Wielkiej Brytanii.

Johnson twierdzi, że program będzie jednak dla Brytyjczyków oszczędnością, gdyż co prawda to rząd brytyjski będzie płacił za przetransportowanie każdego uchodźcy do środkowej Afryki, ale nie będzie ponosił późniejszych kosztów ich utrzymania.

Równocześnie brytyjski premier poinformował, że elementem planu jest także przekazanie Rwandzie 120 milionów funtów na "cele edukacyjne".

Przedstawiciele brytyjskiej opozycji pytani przez BBC mówią, że to nieludzki projekt. Premierka Szkocji Nicola Sturgeon stwierdziła, że jest "ohydny" i świadczy o "moralnym bankructwie rządu”.

Opozycja zaznacza także, iż w jej opinii jest to "rozpaczliwa próba przykrycia afery imprezowej" (chodzi o głośne przyjęcia, w których uczestniczył Johnson i część jego rządu w czasie najostrzejszych restrykcji związanych z pandemią koronawirusa).

Obóz Rwanda

Gdy słyszymy "Rwanda" automatycznie przychodzą nam na myśl straszliwe wydarzenia sprzed dwudziestu lat, gdy doszło w tym kraju do jednego z najstraszliwszych aktów ludobójstwa w historii.

Dziś jest to zupełnie inny kraj. Państwo zwane "Szwajcarią Afryki" jest jednym z bogatszych w regionie, może pochwalić się znakomitymi wynikami ekonomicznymi, szybkim wzrostem gospodarczym, pokaźnym wskaźnikiem inwestycji zagranicznych, a także pokojem, czystością przestrzeni publicznych i znakomitą organizacją życia społeczno-ekonomicznego.

Wskaźnik zaszczepienia przeciw COVID–19, generalnie bardzo niski w Afryce i często interpretowany jako miernik rozwoju społeczno-gospodarczego danego państwa, wynosi tu ponad 60 proc.

Rwanda jest niejednokrotnie wskazywana jako wzorzec dla innych państw afrykańskich. Należy również do Brytyjskiej Wspólnoty Narodów, zrzeszającej dawne kolonie – w czerwcu tego roku to właśnie w stolicy Rwandy, Kigali, ma się odbyć wielki szczyt organizacji.

Równocześnie jednak na kryształowym na pierwszy rzut oka wizerunku dzisiejszej Rwandy istnieją poważne rysy.

Rwandą od 2000 roku rządzi Paul Kagame, obecnie 64–letni bohater z czasu wojny domowej. To on poprowadził siły wojskowe rebelii, które zatrzymały rzeź i przywróciły pokój w wyniszczonym kraju. W ostatnich wyborach prezydenckich w 2017 roku Kagame zdobył oficjalnie 98,79 proc. poparcia.

– Rwanda być może wygląda jak Szwajcaria Afryki, ale jest to państwo wyjątkowo represyjne i przerażające – mówi BBC Michela Wrong, autorka książki o tym środkowoafrykańskim kraju pod tytułem "Nie Przeszkadzać” ("Do Not Disturb”).

W zeszłym roku przynajmniej ośmiu youtuberów zostało aresztowanych za krytykę rządu. Paul Rusesabagina, hotelarz, którego historia została pokazana w głośnym filmie "Hotel Rwanda", krytyczny wobec rządu Kagame i zarzucający mu autorytarne metody, został porwany przez rwandyjskie służby w Dubaju, przewieziony do ojczyzny i skazany na 25 lat więzienia za "wspieranie organizacji rebelianckich".

Carine Kanimba, córka Rusesabaginy, mówi BBC: "Rwanda ma zero poszanowania dla praw człowieka. To dyktatura, bez wolności słowa, bez demokracji. (…) Nie pojmuję, jak rząd brytyjski może wysyłać ludzi do kraju, o którym wie, że prześladuje własnych obywateli".

Yolande Makolo, przedstawiciel rządu w Kigali, nie zgadza się z takimi zarzutami. – My wiemy, przez co przechodzą ci ludzie i to jest miejsce, w którym będą oni bezpieczni, będą chronieni i będą mogli żyć z godnością, mając możliwość realizacji rozwoju swoich talentów – powiedział BBC.

Jeszcze rok temu jednak to właśnie Wielka Brytania na forum ONZ zgłaszała zaniepokojenie i zastrzeżenia wobec Rwandy w kwestii "ciągłego ograniczenia wolności obywatelskiej i politycznej oraz wolności mediów" w tym kraju.

Dziś Boris Johnson nazywa Rwandę jednym z najbezpieczniejszych państw świata.

Outsourcing uchodźców

Wielka Brytania nie jest pierwszym krajem, który wpadł na pomysł, aby problem nielegalnej imigracji po prostu przekazać komuś innemu w zamian za pieniądze. W szczycie kryzysu uchodźczego związanego z wojną w Syrii Turcja wynegocjowała umowę z Unią Europejską, w ramach której utworzyła u siebie obozy dla uchodźców i obiecała nie przepuszczać ich do krajów UE.

Paul Kagame postanowił spróbować czegoś podobnego: w zeszłym roku rząd Danii mówił o planach bliźniaczo podobnych do tych ogłoszonych wczoraj przez Wielką Brytanię, także z wykorzystaniem obozów dla uchodźców w Rwandzie.

Unia Afrykańska wystosowała wówczas oświadczenie, w którym pisała: "Państwa Afrykańskie już dziś niosą brzemię 85 proc. wszystkich uchodźców świata. Tylko 15 proc. z nich jest pod opieką krajów rozwiniętych. (…) Takie próby (przerzucenia odpowiedzialności za los uchodźców na państwa afrykańskie - przyp. red.) są ksenofobiczne, rasistowskie i nie do zaakceptowania”.

– Ta umowa jest cyniczna i niemoralna. Chodzi tu wyłącznie o zastraszenie osób szukających azylu – stwierdza Michela Wrong.

Boris Johnson zapewnia, że ci, którzy faktycznie potrzebują azylu w Wielkiej Brytanii, dostaną go, a w międzyczasie będą żyć godnie i bezpiecznie w Rwandzie, gdzie będą mieli szansę na naukę języka, zdobycia prawa jazdy i innych przydatnych na rynku pracy umiejętności.

Ci, którzy sami kiedyś przybyli na Wyspy w poszukiwaniu pomocy, mają na ten temat zupełnie inne zdanie.

Czytaj także: https://natemat.pl/280569,jedraszewski-mowi-jezykiem-ludobojcow-reporter-ktory-opisal-rzez-w-rwan