Święto kino trwa! Oto siedem filmów z festiwalu w Cannes, które warto będzie obejrzeć

Maja Mikołajczyk
18 maja 2022, 16:50 • 1 minuta czytania
Festiwal filmowy w Cannes ruszył 17 maja. Znajdujący się na nim szczęśliwcy będą mogli zobaczyć filmy, o których parę miesięcy później rozmawiać będzie cały świat. Oto 7 filmów z Cannes, na które warto czekać.
Oto 7 filmów z festiwalu filmowego w Cannes, na które warto czekać. [LISTA] Fot. kadr z filmu "Crimes of the Future"

Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google


W tym roku festiwal filmowy w Cannes wzbudził kontrowersje – choć właściwie w tylko jednej grupie zawodowej pochodzącej z konkretnego państwa. Organizatorzy imprezy zdecydowali, że nie udzielą akredytacji rosyjskim dziennikarzom poza tymi, którzy pracują w mediach otwarcie potępiających atak Rosji na Ukrainę. Wzbudziło to protesty, gdyż część dziennikarzy uważa, że festiwal karze ich na zasadzie niesprawiedliwej odpowiedzialności zbiorowej.

Na tych, którzy znaleźli się na tegorocznym święcie kina, czeka jednak nie lada gratka, gdyż program imprezy obfituje w tym roku w naprawdę znakomite tytuły i powroty genialnych reżyserów. Podpowiadamy, których filmów warto wypatrywać w repertuarach kin.

7 filmów z festiwalu w Cannes, na które warto czekać

Agnieszka Smoczyńska to polska reżyserka, której "Córki dancingu" zostały docenione na zagranicznych festiwalach, a "Fuga" została obsypana Złotymi Lwami na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w 2018 roku.

W międzyczasie Smoczyńska współpracowała z Netflixem przy serialu "Warrior Nun", jednak na swój nowy film kazała czekać cztery lata. Jak widać się opłacało, gdyż najnowsze dzieło reżyserki zadebiutuje na festiwalu w Cannes w ramach sekcji Un Certain Regard.

"Silent Twins" to oparty na faktach i osadzony w latach 80. XX wieku biograficzny dramat, który opowie o siostrach-bliźniaczkach. June i Jennifer Gibbons komunikują się jedynie ze sobą, przez co trafiają do szpitala psychiatrycznego, gdzie tworzą wiersze, opowiada i sztuki.

Quentin Dupieux to reżyser, który zasłynął "Morderczą oponą", czyli filmem wcale nie tak złym, jak mógłby sugerować tytuł. Francuski twórca pewnym krokiem kroczy po linii dobrego smaku i absurdu, a w ramach jego artystycznych fascynacji mieszczą się zarówno ubrani w kowbojskie skóry zabójcy w kryzysie wieku średniego ("Deerskin"), jak i muchy-giganty w bagażniku ("Mandibules").

Najnowszy film Dupieuxa zadebiutuje na canneńskich ekranach i chociaż nie bierze udziału w żadnym konkursie, i tak warto zwrócić na niego uwagę. Po opisie fabuły "Fumer fait tousser" (ang. "Smoking Causes Coughing") można wywnioskować, że reżyser nabija się w nim z kina superbohaterskiego, co brzmi jak wystarczający powód, by zacierać na niego ręce.

Jerzy Skolimowski to legendarny polski twórca i pradopodobnie jedyny reżyser z Polski, który wystąpił w filmie Marvela (możecie go wypatrzeć w "Avengersach"). Laureat Złotej Palmy z 1982 roku powraca ze swoim nowym filmem "IO", który zmierzy się z dziełami innych artystów w konkursie głównym.

O dramacie Skolimowskiego wiadomo póki co tylko tyle, że ma być polską interpretacją francuskiego filmu "Na los szczęścia, Baltazarze!" Roberta Bressona opowiadającego o dramatycznych losach tytułowego osiołka.

Ostatni film reżysera, czyli thriller "11 minut", zdobył parę prestiżowych wyróżnień, jednak widzom i krytykom nieszczególnie przypadł do gustu, oby więc "IO" nie podzieliło jego losu.

Park Chan-wook to koreański reżyser, który namieszał w Cannes w 2004 roku swoim "Oldboyem", czym wywołał pierwszą falę boomu na koreańskie kino. Teraz powraca na festiwal w konkursie głównym ze swoim pierwszym filmem od czasu "Służącej" z 2016 roku.

"Decision to Leave" ma być kryminałem, ale – jak przystało na tego reżysera – nietypowym. Pewien detektyw, badając śmierć mężczyzny w górach, napotyka na swojej drodze tajemniczą żonę zmarłego. Co z tego wyniknie? Chan-wook jest mistrzem zwrotów akcji, więc nie mamy co zgadywać.

Baz Luhrmann to reżyser obdarzony łatwo rozpoznawalnym, niezwykle efektownym stylem i niesamowitą wyobraźnią wizualną, który jak do tej pory dał ich pokaz w takich filmach jak m.in. "Moulin Rouge!" czy "Wielki Gatsby".

Po niemal 10 latach filmowej ciszy (w międzyczasie zrealizował serial "The Get Down"), Luhrmann powraca do Cannes z dramatem muzycznym "Elvis", który – jak można się już domyślić po samym tytule – opowie o Elvisie Presleyu. Zwiastun zapowiada, że na film o legendzie rock'n'rolla warto przebierać nogami – polska premiera już 24 czerwca!

Ruben Östlund to larueat Złotej Palmy w Cannes z 2017 roku. Zwycięskie "The Square" przypomina "Boskich" (nabijających się ze światka filmowego), gdyż jest inteligentną satyrą na mecenasów, twórców oraz koneserów sztuki współczesnej.

Nowy film Östlunda znowu powalczy w konkursie głównym o najważniejszą nagrodę w Cannes. "Triangle of Sadness" ma być czarną komedią, która opowie o parze celebrytów, zaproszonych na luksusowy rejs tylko dla bogaczy. W jednej z głównych ról zobaczymy hollywoodzkiego gwiazdora Woody'ego Harrelsona.

Nie ma jednak wątpliwości, że największym wydarzeniem festiwalu jest "Crimes of the Future", czyli pierwszy film Davida Cronenberga od (niemal) dekady. Reżyser wraca w nim do swoich korzeni, czyli body horroru, co może być niezłym posunięciem, biorąc pod uwagę, że ubiegłoroczny zwycięzca z Cannes, czyli "Titane", był inspirowany tym gatunkiem filmowym.

O nadchodzącym dziele Cronenberga już mówi się, że będzie najbardziej szokującym filmem roku. "Ostatnie dwadzieścia minut jest trudne do wytrzymania. Spodziewam się wyjść z kina, omdleń i ataków paniki" – zapowiada reżyser. "Crimes of the Future" opowie o świecie niedalekiej przyszłości, w którym ludzie muszą zmieniać biologię swoich ciał, by przystosować się do zachodzących w środowisku zmian.