
Gdyby chciał wrócić do Łomianek, ze znalezieniem pracy na miejscu miałby problem. W Warszawie pewnie byłoby łatwiej, ale nie ma rewelacyjnych kwalifikacji, więc i na rewelacyjne warunki zatrudnienia nie mógłby liczyć. Bartłomiej Misiewicz ma szczęście, że Antoni Macierewicz jeszcze trzyma go w MON, choć niekoniecznie to służy wizerunkowi ministerstwa. Ale to "jeszcze" raczej nie będzie trwało wiecznie.
– Limit przypadków pana Misiewicza został wyczerpany. One szkodzą nam wizerunkowo. Są zupełnie niepotrzebne – mówił dziś marszałek Senatu, Stanisław Karczewski. Głos zabrał nawet sam prezes PiS. – To jest wizerunkowy problem. Skoro wciąż staje się bohaterem mediów, to nie ma w tym nic dobrego i wierzę, że minister Macierewicz tę sprawę załatwi (...) na to, by oficerowie meldowali się temu młodemu człowiekowi czy tytułowali go ministrem, nie może być zgody – powiedział Jarosław Kaczyński tygodnikowi "Do Rzeczy".
W rodzinnych Łomiankach Bartłomieja Misiewicza w ofertach pracy raczej się nie przebiera. Na Facebooku istnieje grupa "Praca Łomianki". Od początku roku ukazało się tu zaledwie kilkanaście propozycji pracy. Zazwyczaj jest to praca w handlu, najczęściej w Centrum Handlowym Auchan, czasem jest to tylko zajęcie dorywcze. Stawki? Bez szaleństw. Niektórzy podają już w ogłoszeniu, że jest to 14 złotych brutto za godzinę. Inni, zapytani na priv, przyznają, że u nich da się zarobić 10 zł za godzinę pracy.
Poza tym specjaliści zajmujący się rynkiem pracy nie mają wątpliwości, że praktyka jest istotniejsza niż wykształcenie. – Doświadczenie zawodowe jest zdecydowanie ważniejsze. Wykształcenie jest relewantne, o ile przekłada się na konkretne umiejętności, za które płacą pracodawcy. A oni zdają sobie sprawę, że nie trzeba skończyć zarządzania, aby mieć wiedzę z tego zakresu – wyjaśnia w rozmowie z naTemat Ewa Kawecka z Job Coaching. Początkowo zapytałem ją o to, czy istotniejsze są skończone studia, czy też zawodowa praktyka. Dopiero później dopytałem, jak to może być w przypadku Bartłomieja Misiewicza. – Nie znam jego CV, więc nie mogę wiele powiedzieć – przyznała.
Biorąc pod uwagę, że w 50 procentach pracownicy są zatrudniani z polecenia, na zasadzie tak zwanego networkingu, zapewne pan Misiewicz odnalazłby się na rynku pracy. Musiałabym jednak zajrzeć do jego CV, aby się zorientować, co do tej pory robił i jak sterował swoją karierą.
Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl
