14 zł brutto za godzinę? Na taką pracę może liczyć Misiewicz, gdy Macierewicz "odetnie go od pępowiny"
14 zł brutto za godzinę? Na taką pracę może liczyć Misiewicz, gdy Macierewicz "odetnie go od pępowiny" Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Gdyby chciał wrócić do Łomianek, ze znalezieniem pracy na miejscu miałby problem. W Warszawie pewnie byłoby łatwiej, ale nie ma rewelacyjnych kwalifikacji, więc i na rewelacyjne warunki zatrudnienia nie mógłby liczyć. Bartłomiej Misiewicz ma szczęście, że Antoni Macierewicz jeszcze trzyma go w MON, choć niekoniecznie to służy wizerunkowi ministerstwa. Ale to "jeszcze" raczej nie będzie trwało wiecznie.

REKLAMA
Ile to już razy prorokowano, że Misiewicz będzie musiał się pożegnać z resortem obrony? Dziś rano gruchnęła wiadomość, że "to już koniec" i rzecznik MON musi szukać sobie nowej pracy. Ministerstwo bardzo szybko zdementowało doniesienia RMF FM, a sam Misiewicz ubolewał, że nawet na urlopie nie ma spokoju.
Ale nie ma wątpliwości, że nad młodym specjalistą od dezinformacji czarne chmury gęstnieją coraz mocniej. Właściwie nikt w PiS nie ma wątpliwości, że Misiewicz szkodzi partii.
"Wizerunkowy problem"
– Limit przypadków pana Misiewicza został wyczerpany. One szkodzą nam wizerunkowo. Są zupełnie niepotrzebne – mówił dziś marszałek Senatu, Stanisław Karczewski. Głos zabrał nawet sam prezes PiS. – To jest wizerunkowy problem. Skoro wciąż staje się bohaterem mediów, to nie ma w tym nic dobrego i wierzę, że minister Macierewicz tę sprawę załatwi (...) na to, by oficerowie meldowali się temu młodemu człowiekowi czy tytułowali go ministrem, nie może być zgody – powiedział Jarosław Kaczyński tygodnikowi "Do Rzeczy".
Zatem nawet jeśli na razie się upiekło i Bartłomiej Misiewicz zachował fotel w ministerstwie, to wydaje się, że jest to chwilowe. A minister Macierewicz, jeśli nie chce, by media co chwilę wyciągały sprawę Misiewicza, to nie może mu załatwiać ciepłej posadki w jakiejś spółce zbrojeniowej. Powinien "odciąć pępowinę" i pozwolić Bartłomiejowi Misiewiczowi samodzielnie spróbować sił na rynku pracy. Choć z jego wykształceniem i kwalifikacjami może być trudno.
"Dla uczących się – 12 zł netto"
W rodzinnych Łomiankach Bartłomieja Misiewicza w ofertach pracy raczej się nie przebiera. Na Facebooku istnieje grupa "Praca Łomianki". Od początku roku ukazało się tu zaledwie kilkanaście propozycji pracy. Zazwyczaj jest to praca w handlu, najczęściej w Centrum Handlowym Auchan, czasem jest to tylko zajęcie dorywcze. Stawki? Bez szaleństw. Niektórzy podają już w ogłoszeniu, że jest to 14 złotych brutto za godzinę. Inni, zapytani na priv, przyznają, że u nich da się zarobić 10 zł za godzinę pracy.
logo
Fot. Facebook.com/ Praca Łomianki
logo
Fot. Facebook.com/ Praca Łomianki
Bartłomiej Misiewicz doświadczenie w handlu raczej ma. Raczej, bo nie do końca wiadomo, co robił w aptece w Łomiankach. Trudno powiedzieć, że pracował jako farmaceuta. Środowisko aptekarzy ostro zaprotestowało przeciwko określaniu go aptekarzem lub farmaceutą.
Prawnikiem też na pewno nie można go nazwać. Tym, że studiuje prawo, Misiewicz chwalił się w 2014 r., gdy na spotkaniu z sympatykami Radia Maryja reklamował go ojciec Tadeusz Rydzyk jako kandydata w wyborach samorządowych. – Jakie prawo? – dopytywał wtedy redemptorysta. – Normalne – odpowiadał Misiewicz, a film z Telewizji Trwam dwa lata później zrobił furorę w internecie.
Wówczas już było wiadomo, że tak studiował to prawo na UKSW, że został skreślony z listy studentów. 3-letnie studia licencjackie robił przez 7 lat. Jesienią Misiewicza przygarnęła uczelnia dyrektora Radia Maryja. Jednak co dokładnie tam studiuje, pewności nie ma nawet jego przełożony. Wiadomo tyle, że ma spore szanse, aby wkrótce uzyskać tytuł licencjata. Na razie jednak wciąż może się poszczycić tylko wykształceniem średnim.
Ale to nie zamyka mu drogi. Studenci prawa nieraz są poszukiwani przez pracodawców. Całkiem niedawno jedna z dużych firm ubezpieczeniowych dawała ogłoszenie, że poszukuje zarówno absolwentów prawa, jak i studentów 3,4 oraz 5 roku. Dość często pracę dla studentów prawa oferują różne kancelarie adwokackie, czy radcowskie. Jednak tu Misiewicz musiałby zaczynać od zera. I na pewno nie miałby co liczyć na służbową limuzynę oraz na zarobki, jakie ma w MON (ok. 12 tys. zł brutto – pisaliśmy o tym tutaj).
Nie matura, lecz...
Poza tym specjaliści zajmujący się rynkiem pracy nie mają wątpliwości, że praktyka jest istotniejsza niż wykształcenie. – Doświadczenie zawodowe jest zdecydowanie ważniejsze. Wykształcenie jest relewantne, o ile przekłada się na konkretne umiejętności, za które płacą pracodawcy. A oni zdają sobie sprawę, że nie trzeba skończyć zarządzania, aby mieć wiedzę z tego zakresu – wyjaśnia w rozmowie z naTemat Ewa Kawecka z Job Coaching. Początkowo zapytałem ją o to, czy istotniejsze są skończone studia, czy też zawodowa praktyka. Dopiero później dopytałem, jak to może być w przypadku Bartłomieja Misiewicza. – Nie znam jego CV, więc nie mogę wiele powiedzieć – przyznała.
Ewa Kawecka
Coach ICC, Job Coaching

Biorąc pod uwagę, że w 50 procentach pracownicy są zatrudniani z polecenia, na zasadzie tak zwanego networkingu, zapewne pan Misiewicz odnalazłby się na rynku pracy. Musiałabym jednak zajrzeć do jego CV, aby się zorientować, co do tej pory robił i jak sterował swoją karierą.

Bartłomiej Misiewicz przez lata u boku Antoniego Macierewicza bez wątpienia zdobył pewne doświadczenia i wyrobił sobie wiele kontaktów. Szczególnie owe kontakty mogłyby być atrakcyjne dla ewentualnego przyszłego pracodawcy. To kontakty i w wojsku, i w polityce, i w mediach także. Z mediami jednak Misiewicz może już nie chcieć mieć nic wspólnego. Zresztą, tak mu radzą jego zwolennicy.
logo
Fot. Twitter.com/ Bartłomiej Misiewicz
Jeśli polityka, to tylko zakulisowa. PiS na pewno wolałby Misiewicza gdzieś schować. A tam, gdzie będzie schowany, będzie można po cichu robić interesy z branży zbrojeniowej. W końcu doświadczenie z rady nadzorczej Polskiej Grupy Zbrojeniowej ma! Tylko, czy Misiewicz wytrzyma tak w ukryciu? Nie od dziś wiadomo, że lubi błyszczeć i przewodzić.

Napisz do autora: tomasz.lawnicki@natemat.pl