Chciał odebrać Polsce Gdańsk i Wrocław. Dziś ten fan Hitlera i polakożerca stał się sojusznikiem PiS w PE

Udo Voigt (w środku) w muzeum hiszpańskiej Błękitnej Dywizji, która walczyła u boku armii niemieckiej na froncie wschodnim 
Udo Voigt (w środku) w muzeum hiszpańskiej Błękitnej Dywizji, która walczyła u boku armii niemieckiej na froncie wschodnim  Fot: Facebook/ Udo Voigt für Deutschland in Europa
Kwestionował granicę na Odrze i Nysie, chciał zwrotu od Polski Gdańska i Wrocławia, negował Holokaust i jako lider neonazistowskiej Narodowodemokratycznej Partii Niemiec firmował w Niemczech kampanię pod wywołującym jednoznaczne skojarzenia hasłem "Więcej gazu” - plakaty z tym hasłem były rozwieszane w sąsiedztwie synagog i organizacji żydowskich. Dzisiaj Udo Voigt, europoseł niezrzeszony ale z ramienia neonazistów, wsparł rząd PiS w debacie na temat... zagrożenia praworządności w Polsce. To powód do wstydu.


Voigt kilka lat temu nazwał Adolfa Hitlera "niemieckim mężem stanu", chciał pokojowego Nobla dla Rudolfa Hessa; współpracował ściśle z byłym liderem Ku Klux Klanu Davidem Duke’iem, a także przekonywał, że w KL Auschwitz zginęło znacznie mniej osób niż w rzeczywistości. Jego poglądy mówią o nim wszystko.
Sojusznik polskiej prawicy
Voigt to jedyny w PE przedstawiciel NPD, marginalnej partii neonazistowskiej znanej z wrogości do Polaków, negującej Holokaust i odpowiedzialność za zbrodnie hitlerowskie. Na pewno nie jest to głos znaczący w debacie. Wydaje się czymś kuriozalnym, aby ktoś taki występował jako sojusznik polskiej prawicy – mówi w rozmowie z naTemat prof. Rafał Pankowski, współzałożyciel Stowarzyszenia „NIGDY WIĘCEJ” zajmującego się monitorowaniem działalności skrajnej prawicy.
– Do tej pory kontakty z NPD utrzymywało w Polsce neofaszystowskie ugrupowanie Narodowe Odrodzenie Polski, ale po opisaniu ich na łamach pisma "NIGDY WIĘCEJ", zawieszono taką współpracę. Jednak w ostatnich latach dochodzi do wznowienia współpracy między skrajną prawicą polską i niemiecką, np. pomiędzy PEGIDĄ i Ruchem Narodowym. Na wiecu skrajnej prawicy w Dreźnie w ub. roku poseł Robert Winnicki krzyczał "Niemcy, zbudźcie się" - a przecież hasło "Deutschland Erwache" jest pamiętane jako hasło NSDAP – przypomina prof. Pankowski.
"To powinno być ostrzeżenie dla PiS"
Według Janusza Lewandowskiego, europosła PO, obrony rządu PiS w Europarlamencie podejmuje się bardzo egzotyczna grupa. – Albo są to politycy otwarcie antyeuropejscy i choć pobierają diety robią wszystko żeby UE od wewnątrz rozwalić, albo są zadeklarowanymi przyjaciółmi Putina jak frakcja Marine Le Pen – mówi w rozmowie z naTemat Lewandowski.


– Przewodzę delegacji ds. Iranu, w której działa też pan Voigt i tutaj zachowuje się przyzwoicie. Natomiast ja znam jego biografię i współczuję PiS-owi, że ma takich obrońców. To powinno być ostrzeżenie geopolityczne dla tej partii – podkreśla Lewandowski.


W tak tragicznie doświadczonej wojną Polsce europoseł wygłaszający takie rynsztokowe brednie jak Voigt powinien być bojkotowany. Tymczasem w naszych mediach przedstawia się go po prostu jako "niemieckiego polityka” i "europosła niezrzeszonego” bez przypominania jego poglądów i działalności w NPD. Niektórzy sympatycy PiS wręcz biją mu brawo, bo postawił się wiceprzewodniczącemu Komisji Europejskiej Fransowi Timmermansowi i stanął nieoczekiwanie w obronie rządu PiS.
Co takiego powiedział Voigt? – Z pewnością nie poparłbym procedur przeciw Polsce. W przeciwieństwie do Niemiec Polska to wolny i suwerenny kraj. Polacy sami zdecydują o swojej przyszłości" – stwierdził.
Stało się to, co ciekawe, w przededniu obchodów kolejnej rocznicy wybuchu II wojny światowej - gdy szefowie narodowych mediów w Polsce zwracali swoim podwładnym uwagę na to by w rocznicowych materiałach i artykułach zamiast "hitlerowcy" czy "naziści" używali określenia "Niemcy". A suche informacje o "niemieckim polityku, europośle niezrzeszonym" który stanął po stronie Polski, pojawiły się najpierw w depeszy PAP i rozniosły po innych mediach.


"Nie naziści tylko Niemcy"
Z jakich poglądów słynie Voigt? Jeszcze jako szef NPD w wywiadzie dla telewizji ARD mówił, że "sześć milionów Żydów, które zginęły podczas Holokaustu nie jest liczbą dokładną”. –
Maksymalnie w Auschwitz zginęło 340 tysięcy osób. Żydzi mówią, że nawet gdyby jeden Żyd zginął, gdyż był Żydem, to byłaby zbrodnia. Lecz jest różnica pomiędzy płaceniem za 6 milionów a za 340 tysięcy – stwierdził. Voigt relatywizuje też antysemityzm uważając, że zabicie kogoś ze względu na pochodzenie nie jest zbrodnią.

Jako szef najbardziej radykalnego ugrupowania skrajnej prawicy niemieckiej żądał jednocześnie od Polski zwrotu "Pomorza, Prus Zachodnich, Prus Wschodnich i Śląska". – Koenigsberg (Kaliningrad), Danzig (Gdańsk) i Breslau (Wrocław) są według nas miastami niemieckimi i żądamy sprawowania nad nimi władzy – mówił. Gdyńska prokuratura wszczęła nawet śledztwo stawiając Voigtowi zarzut brzmiący: nawoływanie do popełnienia zbrodni, tj. podjęcia działań zmierzających bezpośrednio do oderwania części obszaru Rzeczypospolitej Polskiej.
Voigt zawsze powtarza, że wzorem do naśladowania był dla niego ojciec, który w czasie wojny służył w Wehrmachcie i był członkiem SA.

Urodzony w nadreńskim Viersen, Voigt już jako 16-latek wstąpił do NPD i już po dwóch latach wszedł do okręgowego zarządu tej partii. W styczniu 2014 jego kandydatura w wyborach do Parlamentu Europejskiego przeszła większością 22 głosów – kontrkandydatem był obecny przewodniczący NPD Udo Pastoers.

NPD istnieje od 1964 roku. Największe sukcesy odnosiła w drugiej połowie lat 60. Politycy lewicy domagają się zakazania działalności NPD, ale neonazistów nie udało się zdelegalizować. Federalny Trybunał Konstytucyjny odrzucił w 2003 roku wniosek, ponieważ dowody na wrogi wobec konstytucji charakter partii pochodziły częściowo od działaczy, którzy byli równocześnie konfidentami niemieckiej policji.