Jego wynik w Gdańsku zszokował wielu Polaków. Kto głosował na Grzegorza Brauna?

Kto głosował w Gdańsku na Grzegorza Brauna? Z badań wynika, że poparł go przede wszystkim elektorat PiS.
Kto głosował w Gdańsku na Grzegorza Brauna? Z badań wynika, że poparł go przede wszystkim elektorat PiS. Fot. Bartosz Bańka / Agencja Gazeta
Na prawo od Grzegorza Brauna trudno znaleźć cokolwiek. Śledząc jego wypowiedzi i publikacje można dojść do wniosku, że dalej jest już tylko ściana. Nic dziwnego, że teraz, gdy ogłoszono, że w raczej liberalnym Gdańsku zdobył poparcie na poziomie 12 proc., i on, i jego zwolennicy świętują.


"Oszałamiający sukces"
Wprawdzie przedterminowe wybory z przytłaczającą przewagą wygrała Aleksandra Dulkiewicz, dotąd komisarz Gdańska i zastępczyni zamordowanego Pawła Adamowicza, ale nie tylko ona może się czuć zwycięzcą głosowania. 11,86 proc., jakie według oficjalnych danych z Państwowej Komisji Wyborczej zdobył Grzegorz Braun, sprawiło, że on sam mówi o "oszałamiającym sukcesie".
Grzegorz Braun

Informacja o pierwszych wynikach wbija mnie w moje krzesełko. Zważywszy, że w punkcie wyjścia wszyscy życzliwi i nieżyczliwi zniechęcali mnie do podjęcia tej akcji sądzę, że te 12 procent to oszałamiający sukces.

wypowiedź dla Radia Gdańsk
Ewa Lieder, gdańska posłanka Nowoczesnej, w rozmowie z naTemat przyznaje, że i tak obawiała się jeszcze lepszego wyniku Grzegorza Brauna. – Jego billboardy były bardzo widoczne w całym Gdańsku. Jego ostre wypowiedzi były dość nośne. To się mogło wyborcom PiS-u podobać – ocenia w rozmowie z naTemat.


To nie były zwykłe wybory
Podkreśla, że gdańskie przyspieszone wybory odbywały się w szczególnej atmosferze. Jak mówi, tu wciąż odczuwa się żałobę po śmierci Pawła Adamowicza. I choć w kraju w debacie publicznej pojawiły się już nowe tematy i tragiczne zdarzenie z połowy stycznia powoli jest zapominane, to tu wciąż trwa swoista żałoba. A poza tym te wybory były o tyle specyficzne, że Prawo i Sprawiedliwość nie zdecydowało się na wystawienie swojego kandydata.

– Na pewno nie ma co prowadzić dywagacji nad popularnością pana Grzegorza Brauna w Gdańsku. To nie były zwykłe wybory. Gdyby startował kandydat z PiS-u, wynik pana Brauna byłby zupełnie inny. Wczoraj zagłosował na niego jedynie najtwardszy elektorat PiS-u – ocenia posłanka Lieder.

Radykałów tu nie brak
Jaki to elektorat? Łatwo się domyślić, gdy się prześledzi pierwsze słowa Grzegorza Brauna tuż po niedzielnym głosowaniu. Zdobywca blisko 12 proc. głosów przyznawał, że absolutnie nie spodziewał się dwucyfrowego wyniku. Za to, że udało się to osiągnąć, Braun dziękował m.in. narodowcom i rycerstwu Chrystusa Króla (czyli schizmatykom od ks. Natanka). To środowiska, którym często do PiS-u nie jest daleko.


Wystarczy spojrzeć na listę parlamentarzystów PiS z Gdańska i okolic. Owszem, znajdziemy tu i umiarkowanego, potrafiącego czasem krytycznie spojrzeć na własne środowisko Tadeusza Cymańskiego, ale i radykałów tu nie brak.

Do Sejmu w Gdańsku bez problemów dostał się m.in. Andrzej Jaworski, polityk uznawany za człowieka "od ojca Rydzyka". Przed paroma miesiącami, gdy pojawiło się podejrzenie, że Jaworski próbuje tworzyć struktury konkurencyjne wobec PiS, a wierne redemptoryście, został w partii zawieszony. W Senacie Gdańsk reprezentuje inny polityk PiS bliski "opcji toruńskiej", Antoni Szymański – znany jako obrońca życia poczętego i zwolennik prawnego ograniczania liczby rozwodów.

Do tego przypomnieć należy o licznych radykalnych samorządowcach, którzy dotąd byli związani z PiS – choćby Piotra Walentynowicza czy Anny Kołakowskiej, znanej z blokowania marszu równości, skazana za wzywanie do "ogolenia na łyso" posłanki PO Agnieszki Pomaskiej.

Jesienią Kołakowska wystartowała w wyborach samorządowych, ale już z list Ruchu Narodowego, i nie wywalczyła mandatu. Głosy wyborców PiS pozostały wtedy przy partii Jarosława Kaczyńskiego – nawet i tych radykalnych. Ale takich wyborców, jak się okazało, jest w Gdańsku całkiem niemało.

Wynik nie do powtórzenia
Posłanka Ewa Lieder uważa jednak, że w niedzielę to środowisko skorzystało jedynie na tym, że nie było kandydata PiS.
Ewa Lieder
Nowoczesna

Ja się nie obawiam o Gdańsk, że to tutaj narodowcy rosną w siłę, bo ten wynik Grzegorza Brauna jest już nie do powtórzenia. Bardziej obawiam się o to, co się będzie działo w całej Polsce. Niepokoi mnie panujące przyzwolenie na działania ekstremalnych grup – przymykanie oka przez rządzących czy przez prokuraturę.

– Rządzący powinni się tym martwić, bo to prędzej czy później obróci się przeciwko nim – przestrzega posłanka Nowoczesnej. Jeśli już się nie obraca.

Portal trojmiasto.pl w wyborczą niedzielę pytał wyborców z kilku obwodowych komisji wyborczych na osiedlu Morena, na kogo oddali głos. Ale nie tylko o to. Drugie pytanie dotyczyło tego, na kogo wyborca głosował jesienią.

Elektorat przepłynął
Elektorat Pawła Adamowicza w 99 proc. poparł Aleksandrę Dulkiewicz. Wyborcy Jarosława Wałęsy w 96 proc. zagłosowali na dotychczasową zastępczynię prezydenta Adamowicza. Z kolei elektorat Kacpra Płażyńskiego dość masowo powędrował w ręce Grzegorza Brauna. Zaledwie 12 proc. wyborców kandydata PiS z jesieni zdecydowało się poprzeć Aleksandrę Dulkiewicz, zaś aż 67 proc. zagłosowało na jednego z liderów narodowców, autora takich słów o Polsce: "Kondominium rosyjsko-niemieckie pod żydowskim zarządem powierniczym", którego zwolennicy są przekonani, że "Jezus każe głosować na Brauna". Euforia narodowców
A narodowcy już zacierają ręce i wieszczą, że skoro w Gdańsku, bastionie liberalizmu, Grzegorzowi Braunowi udało się uzyskać wynik kilkunastoprocentowy, to w majowych wyborach europejskich może podobnie. Mało tego – w sojuszu Kai Godek, Liroya, narodowców i Janusza Korwin-Mikkego już pojawiły się głosy, że to nie JKM powinen stać na czele Konfederacji, lecz właśnie zdobywca 12 proc. głosów z Gdańska. Co sam Grzegorz Braun skrzętnie podaje dalej. Miłośnicy teorii spiskowych
Braun przekonywał przy tym, że demokracja w Gdańsku jest w "nietęgiej kondycji", bowiem jego ludzie ponoć mieli zdobyć dowody na nieprawidłowości w czasie głosowania. Czym tylko jeszcze bardziej przypomniał o swoich spiskowych fobiach. W śledzeniu agenturalnych wątków w życiu znanych Polaków (Braun był skazany za oskarżenie prof. Jana Miodka o współpracę z SB) i udowadnianiu, że w Smoleńsku doszło do zamachu, dorówna mu mało kto.

Prawo i Sprawiedliwość, przymykając oko lub nawet otwarcie wspierając tego typu poglądy, wyhodowało problem i sobie, i przede wszystkim Polsce. Ci radykałowie nie wzięli się znikąd. Najwyraźniej część elektoratu PiS udowodniła, że radykalny fanatyzm jest mu w smak.