
Z Eurowizją jest jak z disco polo. Niby nikomu się nie podoba, niby słabej jakości jarmark, a wszyscy oglądamy. Ale gdyby ktoś mi powiedział, że konkurs jakiejś piosenki doprowadzi do wojny polsko-ukraińskiej, to mocno bym się zdziwił. Rosjanie gwałcą kobiety i dzieci, mordują cywilów, bombardują domy, a my naparzamy się o jakichś pięciu sędziów.
Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google.
Skarżymy się, że zwycięzca Eurowizji jest wybierany z przyczyn politycznych, państwa przekazują punkty swoim sąsiadom, ogólnie zamknięty układ i klika. Ale gdy jury Ukrainy nie dało punktów Polsce, choć zrobiła to publiczność, wnieśliśmy gremialnie protest.
W nocy z 15 na 16 maja wybuchła afera polsko-ukraińska
My im te czołgi daliśmy, broń, szkolimy ich, leczymy rannych, uchodźców przyjęliśmy, a bezczelni sędziowie nawet złamanego punktu nam nie dali. Ale to dopiero wierzchołek góry lodowej.
Dlaczego dostaliśmy od Francji osiem punktów? Przecież to my uczyliśmy ich jeść widelcami. Od Wielkiej Brytanii też tylko osiem, a to na terytoriach brytyjskich zginął gen. Sikorski.
Nie rozumiem, czemu nikt się nie burzy, że Izrael przyznał nam tylko sześć punktów. A kto ratował Żydów w czasie II Wojny Światowej? Z szacunku do Ireny Sendlerowej powinni wynieść nas na piedestał.
A gdzie reparacje wojenne od Niemiec w postaci wysokich notowań dla Ochmana? Dlaczego tylko dwa punkty od Gruzji, choć to Lech Kaczyński dzielnie protestował przeciwko agresji rosyjskiej w Tbilisi?
Czytaj także: Nie oddałbym życia za ten kraj, bo za co? Jako pierwszy stanę na granicy z Niemcami [FELIETON]
A Litwa, Łotwa i Estonia zapomniały, kto jest liderem państw bałtyckich? Czy Finlandia już zapomniała, kto interweniuje u Erdogana, żeby zgodził się na przyjęcie ich do NATO?
Gdy zobaczyłem notowania z Ukrainy pomyślałem: o k***a, ale będzie afera
Kiedy widziałem, jak Ukraina przekazywała swoje punkty, wypaliłem do siebie: K***a, taka awantura rano będzie, że dyplomacja zainterweniuje. Nie pomyliłem się, a wręcz niedoszacowałem skali afery.
Do sporu zaangażował się ukraiński ambasador, Andrii Deszczycia, który nazwał jury "biurokratami". Swoją drogą nie rozumiem, dlaczego polski MSZ nie wezwał go na dywanik lub od razu nie wydalił z powrotem do Kijowa.
Czytaj także: Przez ten tekst pożegnam się z "kartą lewaka". Moje pokolenie oddało prawdziwe związki za łatwy seks
Za sędziów przepraszał tamtejszy minister kultury, a wyjaśnień domagał się sam przewodniczący ukraińskiego parlamentu. No to się porobiło. Nie zdziwiłbym się, gdyby z samego rana Duda nie uruchomił gorącej linii z Zełenskim. W końcu friend in need is a friend indeed, co nie?
Polacy rzucili się na Ukraińców. Ukraińcy zaczęli przepraszać, mówić, że się wstydzą. Dobrze, że przeprosili, bo jeszcze trochę i rząd skierowałby uchodźców prosto na granicę.
Ba, sprawy zaszły tak daleko, że ukraińscy sędziowie zaczęli wydawać komunikaty. Jedna z jurorek, wbrew przepisom, zaczęła udowadniać, że dała Ochmanowi 10 punktów. Na szczerość zdobył się przewodniczący Wadim Lisica.
"Za pomoc humanitarną, militarną i finansową dla Ukrainy jesteśmy i będziemy wdzięczni Polakom na zawsze! Ale to są rzeczy niezwiązane ze sobą" – czytam i zastanawiam się, czy chłop wydając komunikat zdawał sobie sprawę, na co się skazuje.
Mam pomysł na aferę ws. Eurowizji. "Trzeba anulować, bo przegramy"
Całe szczęście, że Kaczyński nie postanowił rozpocząć kolejnego procesu dochodzenia do prawdy. Zaraz okazałoby się, że mamy do czynienia z ukraińskim zamachem na polską kulturę.
Przy okazji prezes PiS mógłby ogarnąć, że to u Polski wykryto nieprawidłowości w przyznawaniu punktów jurorskich.
Trzeba anulować, bo przegramy – mówi wam to coś? Polacy powinni wnieść o reasumpcję głosowania, albo skłonić ukraiński parlament do przyjęcia uchwały, że Krystian Ochman powinien dostać 12 punktów.
A co robi Ziobro? Niech zgłosi te sprawę do Trybunału Konstytucyjnego, który uzna nieważność Eurowizji i będzie po sprawie. Zrobimy sobie własną Eurowizję i będziemy przyznawać sobie punkty sami.
Zastanawia mnie, jaka była pierwsza myśl osób, które nie widziały Eurowizji, a obudziły się rano w permanentnym stanie wojennym.
Eurowizję oglądałem raz w życiu, bo chciałem zobaczyć, jak Rafał Brzozowski wygłupia się na scenie. Tegoroczną edycję śledziłem... głównie z nudów. Ale nic nie dało mi takiej frajdy jak obserwowanie międzynarodowej afery o jakieś głupie punkty na kiczowatym festynie w Turynie.
