
– Nie ma powodów, by podejrzewać, że premier Sanna Marin naruszyła prawo – stwierdził Kanclerz Sprawiedliwości Finlandii Tuomas Poysti. To finał głośnej sprawy, która jeszcze kilka tygodni temu rozpaliła nie tylko Helsinki, ale i całą zachodnią opinię publiczną. Okazuje się, że polityczka ma prawo tańczyć i imprezować w czasie wolnym od pracy.
Sanna Marin nie złamała prawa. Premierka Finlandii ma prawo korzystać z czasu wolnego
Kanclerz Sprawiedliwości Finlandii zakończył badanie nocnego życia Sanny Marin. Wyjaśnijmy, że urząd ten to konstytucyjny organ odpowiedzialny za nadzorowanie postępowania wysokich rangą urzędników.
– Nie ma powodów, by podejrzewać, że premier Sanna Marin naruszyła prawo albo zaniedbała swoje obowiązki służbowe. Ocena moralności czy wiarygodności premier nie należy do kompetencji organu – ocenił Tuomas Poysti.
Sanna Marin była nawet podejrzewana o przyjmowanie narkotyków podczas wieczornych zabaw z przyjaciółmi. Polityczka Partii Socjaldemokratycznej wykonała jednak badania, które obaliły tę teorię.
Warto podkreślić, że w każdym przypadku do imprez i hucznych spotkań towarzyskich dochodziło poza czasem pracy premierki Finlandii. A trzeba przyznać, powodów do świętowania było wiele.
To bowiem Sanna Marin dokonała historycznej zmiany, składając wniosek o przyłączenie swojego kraju do NATO. W ślad za nią poszła także Szwecja – kolejne państwo deklarujące neutralność w sporach międzynarodowych.
Jak podkreślił kanclerz Tuomas Poysti, jedyne konsekwencje, jakie może ponieść Sanna Marin, to właśnie konsekwencje polityczne. – Ponosi odpowiedzialność polityczną przed parlamentem oraz przed wyborcami w demokratycznym głosowaniu – doprecyzował.
Większe wątpliwości opinii publicznej wzbudziła impreza, do której doszło w rządowej rezydencji w Kesäranta. Wyciekła bowiem fotografia przedstawiająca dwie kobiety, które się całują. Kobiety podniosły koszulki tak, że miały odkryte piersi oraz znak z napisem "Finlandia".
Sanna Marin o wycieku nagrań z imprez: Jestem człowiekiem
Premierka kilkukrotnie przepraszała i zabierała głos w sprawie nagrań. Podczas jednego z sierpniowych spotkań z wyborcami wyraziła nadzieję, że będzie rozliczana za to, co robi w czasie pracy, a nie poza nim.
– Chcę ufać i wierzyć, że ludzie wolą patrzeć na to, co robimy, jaką pracę wykonujemy, niż na to, co robimy w wolnym czasie. Jestem człowiekiem – mówiła.
W zamieszaniu wokół nagrań z udziałem polityczki w mocnych słowach wypowiedziała się między innymi dziennikarka i felietonistka naTemat Ola Gersz.
"To właśnie oburzyło dziadersów w 'skandalu' z premierką Finlandii Sanną Marin: fakt, że młoda kobieta, która ma znacznie większą władzę od nich (niedoczekanie!), po prostu świetnie się bawi" – czytamy.
Zobacz także
