
Włochy to jeden z najpopularniejszych turystycznie krajów w Europie. Walka z masową turystką jest tam na porządku dziennym, bo tłumy potrafią dawać się we znaki lokalnym mieszkańcom. Po Rzymie duże zmiany zdecydowała się wprowadzić wyspa Capri.
Włoska turystyka przechodzi ogromne zmiany i szuka racjonalnych sposobów na zarządzanie podróżnymi. W Rzymie trzeba zapłacić za wstęp do fontanny di Trevi, Wenecja kolejny rok z rzędu będzie pobierała opłatę za wstęp, a i tak przeżywa najazd podczas karnawału. Nawet 50 tys. turystów dziennie potrafi natomiast odwiedzać wyspę Capri. I to właśnie tam wejdą w życie zmiany, które wcześniej wprowadzono m.in. w Barcelonie i Palmie na Majorce.
Nowe zasady dla turystów we Włoszech. Koniec z samowolką
Capri to piękna wysepka położona niedaleko Neapolu. Jej odwiedzenie jest bardzo popularnym rozwiązaniem wśród turystów wypoczywających w tym regionie. Niestety niewielki obszar lądu w połączeniu z ogromnym zainteresowaniem sprawił, że życie w tym raju zaczynało przypominać koszmar.
Rozłażący się na każdą stronę turyści blokowali wąskie uliczki miasta. Krzyk przewodników zakłócał ciszę i spokój mieszkańców, a kolorowe parasole czy flagi mogły doprowadzać do szału, kiedy powiewały na każdym kroku. Lokalne władze postanowiły zrobić z tym porządek.
Już podczas wiosennego i letniego szczytu turystycznego grupy wycieczkowe na Capri będą musiały przestrzegać bardzo jasno wyznaczonych zasad. Po pierwsze będą liczyły maksymalnie 40 osób. Po drugie, jeśli przewodnik będzie oprowadzał równocześnie ponad 20 podróżnych, będzie miał obowiązek korzystania ze słuchawek, a nie z głośnika jak dotychczas.
To jednak nie koniec. Grupy wycieczkowe będą musiały trzymać się zwartego szyku, zamiast rozpierzchać na wszystkie strony. Dodatkowo przewodnicy przestaną wymachiwać parasolkami, maskotkami i flagami. Zamiast tego każdy będzie posługiwał się specjalną tabliczką.
Capri jak Barcelona i Palma. Miejscowi są zadowoleni
Lokalne władze mają nadzieję, że wszystkie te rozwiązania sprawią, że życie mieszkańców Capri stanie się choć trochę łatwiejsze. Lokalsi podzielają ich zdanie i wiążą duże nadzieje w związku z tymi wytycznymi.
Warto podkreślić, że bardzo podobne rozwiązania od kilku sezonów obowiązują już w Barcelonie, a niedawno zdecydowała się na nie także Palma de Mallorca. Takie zarządzanie ruchem na pewno usprawnia poruszanie się po uliczkach i gwarantuje mniejsze zamieszanie. W praktyce jednak nie sprawia, że podróżnych jest mniej. A to właśnie liczba odwiedzających wydaje się największym problemem.
Zobacz także
