
Radosław Sikorski wyszedł z ciekawą propozycją. Radykalny apel dotyczy lekkomyślnych podróżnych z Polski, którzy wciąż latają na Bliski Wschód. Ostrzeżenia MSZ nie zawsze działają, może to więc odpowiedni czas na wprowadzenie opłat za ewakuację.
Chaos na Bliskim Wschodzie to zagrożenie dla setek Polek i Polaków, którzy przebywają na terenach objętych działaniami wojennymi. I choć skuteczna ewakuacja, częściowy powrót ruchu lotniczego i działania MSZ sprowadzają coraz więcej naszych rodaków bezpiecznie do Polski, nie oznacza to, że nie ma ryzykownego ruchu w drugą stronę.
Niektórzy Polacy wciąż decydują się na wyjazd do zagrożonych regionów. "Sam wjechałem i sam wyjadę" – to słowa aresztowanego niedawno w Iraku polskiego youtubera Dawida Fazowskiego, który wyruszył na Bliski Wschód w pierwszy dzień wojny.
W reakcji na liczne wyjazdy do regionów zagrożonych, Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski zdecydował się wystosować apel do użytkowników platformy X o poparcie pewnej drastycznej inicjatywy. Powrót do kraju samolotem rządowym lub wojskowym z miejsc, gdzie były ostrzeżenia o niebezpieczeństwie mógłby być objęty opłatą. W praktyce oznaczałoby to płatną ewakuację.
Radykalna propozycja podyktowana jest realną frustracją Ministra Spraw Zagranicznych. Według danych Straży Granicznej, przytaczanych przez Radosława Sikorskiego, od 1 marca 736 osób udało się w podróż do regionów zagrożonych wojną. Mowa tu o 97 osobach podróżujących do Kataru, 271 do Omanu i 368 do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Minister Spraw Zagranicznych zwraca uwagę, że 37 uczestników tych podróży to dzieci poniżej 15 roku życia.
MSZ apeluje, by nie podróżować do 33 krajów, z czego 12 z nich jest na Bliskim Wschodzie
Przypomnijmy, że oficjalne zalecenie – ostrzeżenie 4. stopnia – dotyczy nie tylko Iranu, na którego terenie odbywa się większość działań militarnych. Na liście krajów "zakazanych" przez MSZ z państw w regionie Bliskiego Wschodu są również: Jordania, Bahrajn, Kuwejt, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska, Oman, Palestyna, Izrael, Syria i Liban.
Zobacz także
Warto wziąć pod uwagę, że problem wyjazdów do krajów "zakazanych" nie dotyczy jedynie turystów, ale także osób, które mają rodziny i biznesy na Bliskim Wschodzie. Z drugiej strony takie osoby mają zazwyczaj bardzo dobre zrozumienie dla lokalnych realiów i skali zagrożenia, są więc mniej narażone na ewentualne korzystanie z ewakuacji z pomocą MSZ.
