
Antoni Macierewicz został wpędzony w kozi róg przez twórcę internetowego, który przeprowadził z nim szybki wywiad na temat znajomości języków obcych. Choć polityk pewnie zadeklarował swoją umiejętność porozumiewania się po hiszpańsku, prawdziwy sprawdzian przed kamerą skończył się nagłym wycofaniem.
Do tej nietypowej wymiany zdań doszło na sejmowym korytarzu, który w ostatnim czasie stał się prawdziwą areną dla nowych form dziennikarstwa i nie tylko. Krótkie, wyrywkowe rozmowy z politykami, nagrywane smartfonem "w biegu", to hit w mediach społecznościowych. Młodzi twórcy internetowi, tacy jak Mateusz Wiktorowicz, coraz częściej zaczepiają parlamentarzystów, zadając im luźniejsze pytania, które niekoniecznie dotyczą wielkiej polityki. Za to doskonale obnażają ich ludzką twarz – lub brak przygotowania do niespodziewanych sytuacji.
"Si... mucho". Czyli jak Macierewicz poległ na hiszpańskim
Mateusz Wiktorowicz, znany szerszej publiczności z sond ulicznych i testów wiedzy, tym razem postanowił "przeegzaminować" jedną z najbardziej wyrazistych postaci Prawa i Sprawiedliwości. Na nagraniu, które trwa zaledwie 31 sekund, widzimy, jak twórca podchodzi do Antoniego Macierewicza i zaczyna od niewinnego pytania o znajomość języków obcych. Były szef MON, bez chwili zastanowienia, odparł, że mówi oczywiście po polsku, ale po chwili dopytywania dorzucił: "No, po hiszpańsku, po angielsku...".
Reporter natychmiast zwietrzył szansę i płynnie przeszedł na język hiszpański, pytając: "¿Hablas español?" (Mówi pan po hiszpańsku?). Macierewicz, wyraźnie zaskoczony, odpowiedział krótkim "Si". Jednak schody zaczęły się przy kolejnym pytaniu, zadanym już w całości w obcym języku. Gdy Wiktorowicz zapytał o powody wejścia do polityki ("¿Por qué decidió ser político?"), poseł PiS stracił pewność siebie.
Zamiast płynnej odpowiedzi, z ust polityka wydostało się jedynie potrójne "No, no, no", któremu towarzyszyło wymowne machanie dłonią, sugerujące chęć zakończenia tej językowej przygody. Na rozbawione pytanie dziennikarza, czy to "zbyt dużo", Macierewicz odparł krótko: "Si... mucho" (Tak... dużo), a dopytywany "dużo czego?", dodał zmieszany na koniec po prostu: "Nueva situación" (Nowa sytuacja).
Zobacz także
Nowa rzeczywistość na korytarzach Sejmu
Od kiedy relacje z sejmowych obrad zaczęły bić rekordy popularności na YouTube czy TikToku, politycy starej daty muszą mierzyć się z zupełnie nowym rodzajem konsumpcji mediów, niż za dawnych lat. Kiedyś dziennikarz z kamerą i mikrofonem był zapowiedzią oficjalnego oświadczenia. Dziś – influencer z telefonem może zadać pytanie, które w 30 sekund zburzy wizerunek budowany latami lub poniesie się echem w całym społeczeństwie. I nie ma na to żadnej rady, bo główną rolę odgrywa tu właśnie spontaniczność wypowiedzi.
Nagranie z tej krótkiej rozmowy błyskawicznie stało się viralem, generując tysiące wyświetleń i lawinę komentarzy. Niektórzy internauci zauważają z przekąsem, że Macierewicz, znany przecież z zamiłowania do precyzyjnych wypowiedzi i budowania skomplikowanych teorii, tym razem został pokonany własną bronią – deklaracją, której nie był w stanie podeprzeć faktami.
