Viktor Orbán
Orbán zabrał głos po swojej porażce Fot. Shutterstock.com / Alexandros Michailidis

Viktor Orbán po raz pierwszy zabrał głos po niedzielnej przegranej w wyborach parlamentarnych na Węgrzech. Lider Fideszu w wywiadzie ocenił możliwe przyczyny klęski swojej partii i zapowiedział konieczność rewolucji w węgierskiej prawicy, która ma doprowadzić do całkowitej odnowy struktur.

REKLAMA

Wybory parlamentarne na Węgrzech z 12 kwietnia zmieniły polityczny krajobraz kraju. Viktor Orbán, którego partia utraciła władzę po 16 latach, musi zmierzyć się z nową rzeczywistością. Nie da się ukryć, że nastroje w węgierskiej prawicy są teraz raczej niespokojne, choć ustępujący premier zapowiada zmiany i na pewno nie odpuszcza.

Viktor Orbán przemówił po historycznej klęsce Fideszu

Wyniki niedzielnego głosowania nie pozostawiają złudzeń co do tego, kto teraz będzie rozdawał karty nad Dunajem. Partia TISZA pod wodzą Petera Magyara zdobyła większość konstytucyjną, uzyskując aż 137 mandatów w 199-osobowym Zgromadzeniu Narodowym. To miażdżący wynik, biorąc pod uwagę, że koalicja Fidesz-KDNP pod przewodnictwem Orbána zdołała wywalczyć zaledwie 56 miejsc. Stawkę zamyka skrajnie prawicowe ugrupowanie Mi Hazank z 6 mandatami.

Viktor Orbán w rozmowie na antenie programu "Patriota" nie próbował pudrować rzeczywistości. – Skala porażki jest znaczna. Jeśli chodzi o konsekwencje, to nie chodzi tylko o konieczność wymiany jednej czy dwóch osób – przyznał lider Fideszu. W jego ocenie węgierska prawica znalazła się w punkcie zwrotnym i nie może już funkcjonować w dotychczasowej formule. Polityk wziął na siebie odpowiedzialność za ten wynik jako przewodniczący partii, co w jego dotychczasowej karierze nie zdarzało się raczej często.

Pustka, ból i rekordowa frekwencja na Węgrzech

Analizując przyczyny przegranej, Orbán wskazał na błąd w założeniach kampanii. Fidesz-KDNP liczył na to, że frekwencja utrzyma się na poziomie znanym z poprzednich lat. Tymczasem Węgrzy masowo ruszyli do urn – frekwencja była rekordowa i sięgnęła blisko 80 proc., co całkowicie zmieniło dynamikę starcia. Dla dotychczasowego premiera moment ogłoszenia wyników był potężnym ciosem emocjonalnym.

W niedzielę był to tylko ból, w poniedziałek dołączyła do niego pustka. Próbuję dojść do siebie po tym szoku – wyznał Orbán. Co ciekawe, mimo tak dotkliwej przegranej, stwierdził on, że paradoksalnie poczuł przypływ nowej energii.

– Po porażce, zamiast poczuć się starszy, nagle poczułem się młodszy – zapewniał. Ta osobliwa deklaracja ma być sygnałem dla jego zwolenników, że mimo upadku rządu, on sam nie zamierza jeszcze składać broni.

Całkowita odnowa prawicy i sukces Petera Magyara

Fidesz czeka teraz wielkie wietrzenie struktur. Orbán zapowiedział już zwołanie kongresu, który ma wybrać zupełnie nowe kierownictwo. Proces ten ma być głęboki i potrwać co najmniej do końca lata lub początku jesieni. Ustępujący premier przyznał, że przekaz jego głównego rywala, Petera Magyara, okazał się po prostu silniejszy i trafniej uderzył w nastroje społeczne.

Lider Fideszu z pewnym dystansem odniósł się do przyszłości kraju pod nowymi rządami, zauważając, że czas pokaże, czy poparcie milionów Węgrów dla partii TISZA było trafną decyzją. Jednocześnie zaznaczył, że nie zamierza rzucać kłód pod nogi własnej ojczyźnie.

– Nigdy nie będziemy kibicować przeciwko własnemu krajowi – zadeklarował. Nie szczędził jednak przy tym krytyki swojemu następcy za wezwanie prezydenta Tamasa Sulyoka do dymisji. Zdaniem Orbána podważanie mandatu głowy państwa wybranego przez parlament jest nieakceptowalne, nawet w obliczu tak wielkiej zmiany politycznej.