
Majówka już za pasem. Dla wielu Polaków to szansa na długo wyczekiwany urlop. Z najnowszych danych wynika jednak, że Polacy w tym roku podchodzą do niej z dużo mniejszym entuzjazmem. Efekt? Więcej wolnych miejsc i ceny, które mogą zaskoczyć.
Wielkanoc już za nami. Jak pisaliśmy na naTemat, w ostatnich latach wiosenne wyjazdy stają się coraz popularniejsze. Sezon 2026 jednak wyraźnie wyhamował ten trend. Według danych Travelist liczba rezerwacji na majówkę spadła o blisko 20 proc. rok do roku.
Majówka tańsza niż w zeszłym roku. Można jeszcze złapać ofertę last minute
Dlaczego liczba rezerwacji spadła? Nie ma tu prostego wyjaśnienia. Jednym z powodów może być to, że wielu Polaków "wyjeździło się" już w czasie Wielkanocy. Rolę odgrywa również ostrożność finansowa. Rosnące ceny paliwa oraz połączeń lotniczych mogły przekonać wiele osób do pozostania w długi weekend w domu.
Najważniejszy jednak wydaje się kalendarz. W 2026 roku układ dni wolnych nie jest aż tak korzystny jak w poprzednich latach (większość wolnych dni wypada w weekend). Trudniej jest zatem pojechać na dłuższy wyjazd bez brania dodatkowego urlopu.
Mniejszy popyt szybko przełożył się na ceny. Z danych Travelist wynika, że pobyty w okresie majówki są obecnie o 8-10 proc. tańsze niż w czasie Wielkanocy. Co więcej, wciąż dostępnych jest wiele ofert – także w popularnych lokalizacjach.
To dobra wiadomość dla spóźnialskich, bo na dwa tygodnie przed długim weekendem można znaleźć propozycje tańsze niż te rezerwowane z dużym wyprzedzeniem. W niektórych przypadkach różnice sięgają nawet kilkudziesięciu procent.
Nad Bałtykiem noclegi w takich miejscowościach jak Mielno czy Pogorzelica zaczynają się od około 330-360 zł za pobyt dla dwóch osób. W górach jest jeszcze taniej: w Białym Dunajcu ceny startują nawet od 260 zł za nocleg. Również osoby planujące city break mogą liczyć na okazje. Krótkie wyjazdy do miast takich jak Opole czy Łódź da się zorganizować już od około 270 zł za nocleg dla par.
Zobacz także
Mniej turystów, większy komfort
Spadek liczby rezerwacji to nie tylko kwestia cen. Może to być po prostu szansa na spokojniejszy wypoczynek. Popularne miejsca, które zwykle pękają w szwach, w tym roku mogą być mniej zatłoczone.
Nie brakuje też alternatyw dla tych, którzy myślą o wyjeździe dalej niż w granicach Polski. Coraz częściej okazuje się, że zagraniczne kierunki mogą konkurować cenowo z Bałtykiem – zwłaszcza jeśli trafimy na promocje. Pisaliśmy już o miejscach, które w tym roku wypadają taniej niż polskie morze.
Choć od lat najchętniej wybieramy Turcję i Egipt, w sezonie 2026 wyraźnie widać zwrot w stronę mniej oczywistych kierunków. Na popularności zyskują przede wszystkim Albania i Gruzja, które przyciągają nie tylko pogodą, ale też cenami znacznie niższymi niż w polskich kurortach.
Oferty wakacji all inclusive w Albanii poza sezonem wakacyjnym zaczynają się już od niespełna 2 tys. zł. Z kolei Gruzja, choć dla wielu wciąż wydaje się odegła, kusi unikalnym klimatem, dostępem do Morza Czarnego i górami Kaukazu. Czterodniowe pakiety wakacyjne można znaleźć nawet od około 1700 zł za osobę.
