Klaudia na Gozo
Malta i Gozo to moje ulubione wyspy na Morzu Śródziemny. Wróciłam tam kolejny raz i znów odkryłam niesamowite miejsca Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Podróżując, szukam zawsze czegoś nowego, innego niż otaczająca mnie polska rzeczywistość. W Europie trafiam na to coraz rzadziej, ale jest jedno miejsce, które nie przestaje mnie urzekać i zaskakiwać. Ma rozmiar Krakowa, ponad 300 słonecznych dni w roku oraz historię i kulturę, którymi można by obdarować kilka innych krajów.

REKLAMA

Malta od lat przykuwa uwagę polskich turystów, którzy regularnie biją tam kolejne rekordy. Ja byłam tam po raz pierwszy w 2022 roku. Od tego momentu wracałam kilka razy i za każdym odkrywałam coś nowego. Nie inaczej było i tym razem. Pod koniec kwietnia, oprócz megalitycznych świątyń i muzeum piractwa, poznałam też piękną i wybuchową część ich kultury. I teraz zabieram was w tę podróż razem ze mną.

Gozo i Malta to dwie wyspy równocześnie podobne i różne

Od lat moim ulubionym miejscem na Malcie (kraju) jest wyspa Gozo. To mniejsza siostra wyspy Malty, którą zamieszkuje ok. 30–35 tys. osób. Podczas gdy główna wyspa to centrum handlowe, polityczne i turystyczne kraju, Gozo pozostaje takim maltańskim Podlasiem. Wiejski klimat, domowa produkcja sera i wypieków, oszczędny tryb życia, przywiązanie do tradycji, a przy tym znacznie spokojniejszy rytm życia. I na tym polega ich magia.

To właśnie od zwiedzania Gozo zaczynamy ten odcinek na kanale "Kierunek: Podróże" na YouTube. Na tę mniejszą wyspę zaglądam przy okazji każdej wizyty na Malcie. To jedno z moich miejsc w Europie. Jeśli i wy tam dotrzecie, pierwsze kroki na pewno postawicie w Rabacie (Victorii). Oprócz jej uliczek warto zajrzeć także do Cytadeli. To średniowieczne miasto otoczone murami obronnymi. Spacer po nim bardzo przypomina ten po Mdinie. Cytadela jest co prawda mniejsza, ale przy okazji też zdecydowanie mniej zatłoczona.

Gozo pokochałam jednak z powodu tamtejszych szlaków trekkingowych. Wyspę można obejść dookoła albo przecinać ją mało zatłoczonymi drogami położonymi między kolejnymi polami. Wędrować warto dla podziwiania tamtejszej przyrody, ale i klifów. Ja dotarłam do zatoki Dwejra z jej lądowym morzem, ale i na klify Sanap, które przypominały mi kształtem dzioby wielkich statków.

Wybuchowa tradycja na Malcie. Fajerwerki to znacznie więcej niż chwilowa rozrywka

Tym razem głównym powodem mojej wizyty na Malcie był 25. Międzynarodowy Festiwal Fajerwerków. O tym wydarzeniu po raz pierwszy usłyszałam przed rokiem, a kiedy zobaczyłam nagrania z pokazów, od razu wiedziałam, że muszę zobaczyć to na własne oczy.

Dzięki zaproszeniu Maltańskiej Organizacji Turystycznej ten cel zrealizowałam szybciej, niż się spodziewałam. Otwarcie tegorocznej imprezy miało miejsce w Nadur na Gozo. Zabawa zaczęła się od koncertu orkiestry i przemówień w języku maltańskim i angielskim, po których nastąpiła główna część programu – pokazy.

Festiwal fajerwerków to także rywalizacja, ale część na mniejszej wyspie miała charakter wyłącznie rozrywkowy. I tam przekonałam się, jak dużą różnicę w pokazach robi muzyka. Kolejne fajerwerki są z nią zsynchronizowane, dzięki czemu pokaz jest znacznie pełniejszy i o wiele ciekawszy. Ciekawostką jest także udział w wydarzeniu dronów. Są fajnym dodatkiem pokazującym, że Malta zmierza w kierunku nowoczesności, ale zamiłowanie do tradycyjnych "zimnych ogni" pozostaje tam bardzo ważne.

Jadąc na festiwal, nie spodziewałam się, że pokazy będą aż tak bogate i długie. W ciągu kilkunastominutowego show jednego uczestnika zmagań w Valletcie w powietrze wystrzeliwane są tony materiałów pirotechnicznych. A efekt jest trudny do opisania. Przy okazji tych pokazów miałam okazję zagłębić się także w maltańską tradycję.

logo
Festiwal Fajerwerków w Valletcie to uczta dla zmysłów. Na niebie i tuż nad ziemią dzieje się tyle, że nie wiadomo, gdzie patrzeć Fot. Klaudia Zawistowska/naTemat

Festa, czyli wyjątkowa część kultury Malty i Gozo

Fajerwerki nie są tam modą z ostatnich kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. Ich historia sięga XVI wieku, a współcześnie są one nieodłącznym elementem fest (nazywanych też "fistami") na Malcie i Gozo. Są to uroczyste odpusty ku czci patronów kościołów organizowane w każdym miasteczku i wiosce. Ich obchody zaczynają się już w kwietniu, a świętowanie trwa aż do września, a nawet października.

W trakcie tych odpustów miasta są bogato dekorowane, ludzie bawią się, świętują i zajadają lokalne przysmaki, a całość wydarzenia wieńczy pokaz fajerwerków trwający nawet ponad 40 minut. To właśnie te pokazy są najważniejsze i najbardziej imponujące. W dużej mierze ze względu na głęboko zakorzenione tradycyjne obchody fest nikt na Malcie nie wyobraża sobie zakazu odpalania fajerwerków. Mało tego, na całej wyspie działają ich fabryki, w których w ramach wolontariatu nad produkcją kolejnych kolorowych bomb i rakiet pracuje po kilka lub kilkanaście osób. Każda musi mieć odpowiednią licencję, którą odnawia się co kilka lat.

Kiedy spytałam szefa jednej z fabryk, dlaczego to robi, odpowiedział wprost: – Bo to kocham. To sprawia mi ogromną przyjemność, uspokaja mnie i nie potrafiłbym inaczej – usłyszałam od niego. Jednak pasja ta bywa niebezpieczna. – Nie ma fabryki, w której nie doszłoby do wypadku. Kiedy spotkało to mnie, poszedłem na studia i kursy, uczyłem się o chemikaliach i ich właściwościach. Dziś moim priorytetem jest bezpieczeństwo, aby nikt nie przeżył tego, co ja – dodał.

Na pokazie fajerwerków tego odcinka jednak nie kończymy. W materiale znajdziecie dużą porcję wiedzy i inspiracji na temat zwiedzania Gozo, ale i Malty. Porady, gdzie i czego warto spróbować, bo maltańska kuchnia potrafi zaskoczyć np. koniem na talerzu.