
Premier Donald Tusk zwraca się z mocnym ostrzeżeniem do krajów NATO po kontrowersyjnym wpisie Dmitrija Miedwiediewa. Były prezydent Rosji w swoim poście wprost stwierdził, że Europa weszła w wojnę z Federacją Rosyjską.
W piątek, 29 maja, były prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew zamieścił w serwisie X mocno kontrowersyjny wpis, w którym nie tylko zarzuca krajom Unii Europejskiej wejście w wojnę z Rosją, ale także otwarcie im grozi.
"Obywatele państw UE, powinniście zdać sobie sprawę, że wasze władze jednostronnie weszły w wojnę z Rosją. Bądźcie więc czujni i nie zaskakujcie się niczym. Spokojny sen dobiegł końca. Ale wiecie, kogo pytać, dlaczego!" – napisał w sieci rosyjski polityk.
Zobacz także
Donald Tusk alarmuje. "Coraz więcej rosyjskich prowokacji"
Na te niepokojące słowa zareagował w sobotę 30 maja premier Donald Tusk. Szef polskiego rządu odniósł się bezpośrednio do wypowiedzi Miedwiediewa, ostrzegając sojuszników z NATO i nakłaniając ich, by wzięli te groźby całkowicie na poważnie i zachowali szczególną uwagę.
"Polska, państwa bałtyckie, teraz Rumunia. Coraz więcej rosyjskich prowokacji. Wczoraj były prezydent Miedwiediew powiedział, że spokojny sen obywateli UE dobiegł końca. Wszyscy w NATO powinni wreszcie zacząć traktować te fakty i słowa poważnie" – zaapelował polski premier.
Słowa Donalda Tuska padają nie bez powodu. Przypadki, kiedy rosyjskie bezzałogowce naruszają przestrzeń powietrzną kraju należącego do NATO i otwarcie prowokują, są coraz powszechniejsze. Przypomnijmy, że jeszcze we wrześniu zeszłego roku Federacja Rosyjska przeprowadziła zmasowany atak na Ukrainę, w wyniku którego rosyjskie drony wielokrotnie naruszyły polską przestrzeń powietrzną. Na rozkaz Dowódcy Operacyjnego RSZ uruchomiono wówczas odpowiednie procedury obronne, a na sytuację w Polsce stanowczo zareagowali również europejscy liderzy.
Ostatnio informowaliśmy także o dramatycznych chwilach na terytorium Łotwy, gdzie rozbiły się rosyjskie bezzałogowce, uderzając m.in. w bazę paliwową. Lokalne służby postawiono wówczas w stan najwyższej gotowości, a mieszkańcom nakazano natychmiastowe schronienie się w domach. Z kolei zaledwie wczoraj opisywaliśmy incydent w Rumunii – rosyjski dron wleciał w głąb kraju i uderzył w dach jednego z bloków mieszkalnych, znajdujących się w mieście Gałacz.
Polska w obliczu zagrożenia? "Jest się czego bać"
Widmo rosyjskiej agresji od miesięcy niepokoi Polaków, a pytania o bezpieczeństwo naszych wschodnich granic powracają w debacie publicznej niemal codziennie. Takie prowokacyjne wpisy czołowych polityków z Kremla tylko potęgują ten lęk. W jednej z ostatnich Rozmów naTemat, której gościem był Paweł Kowal, szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych oraz Rady ds. Współpracy z Ukrainą, poruszono właśnie kwestię tego, czy zbrojny atak na Polskę jest faktycznie realny oraz jakich kroków Władimira Putina należy się obecnie spodziewać.
Paweł Kowal, zapytany o to, czy Rosja zadecyduje się pójść o krok dalej, odpowiedział bez ogródek, powołując się na obecne działania naszego państwa oraz jego wydatki z budżetu.
– Może [Rosja – red.] pójść dalej, jest się czego bać – przyznał stanowczo polityk. Jak zauważył, właśnie to realne poczucie zagrożenia determinuje obecną, kosztowną politykę państwa oraz inwestycje w polską armię. – Gdyby tak nie było, to byśmy nie wydawali 4,8 [proc. PKB – przyp. red.] na obronę. Gdyby tak nie było, to nie bralibyśmy pożyczki SAFE. Oczywiście, że ryzyka się zwiększyły – podkreślał szef sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, rozwiewając wątpliwości co do powagi obecnej sytuacji geopolitycznej.
