Władimir Putin
Machina wojenna Władimira Putina powoli się wykoleja. Fot. Shutterstock

Rosyjska gospodarka coraz wyraźniej traci stabilność, a źródłem napięć mają być już nie tylko sankcje i wojna, ale także wewnętrzny spór na najwyższych szczeblach władzy. Kreml mierzy się nie tylko z ukraińskim odwetem, rosnącym deficytem, presją inflacyjną, ale też ostrzeżeniami własnych instytucji finansowych.

REKLAMA

Od lat postępuje uzależnienie rosyjskiej gospodarki od wojny na Ukrainie. Analitycy ostrzegają przed rosnącymi kosztami długów, inflacją i brakiem rąk do pracy. Wygląda na to, że sprzeciw wobec wykolejającej się maszyny wojennej skierowali tym razem sami przedstawiciele Kremla.

Władimir Putin dostał ostrzeżenie

Jak donosi Bloomberg, rosyjskie ministerstwo finansów i bank centralny ostrzegają Putina przed zagrożeniami budżetowymi, które wkrótce mogą być coraz trudniejsze do okiełznania. Niebezpiecznie duży deficyt budżetowy skłonił urzędników do dość odważnego gestu, jakim było zasugerowanie Putinowi cięć w budżecie armii.

Rosyjski MON ma jednak dość konkretne argumenty przeciwko takiej inicjatywie. Już w tym momencie gospodarka rosyjska tak intensywnie korzysta z wojennego "napędu", że odstąpienie od kontraktów wojskowych również może przyczynić się do jej zapaści.

Wobec sporu pomiędzy resortem wojskowym a ministerstwem finansów Putin miał zachęcić do szukania oszczędności, jednak z pominięciem cięć w sektorze militarnym. Taki gest ze strony rosyjskich urzędników jest jednak dowodem na skuteczność unijnej polityki, która w ostatnim czasie niezwykle mocno uderzyła w rosyjski sektor finansowy. Choć należy nadmienić, że to nie tylko polityka realizowana przez m.in. Ursulę von der Leyen, Kaję Kallas czy Andriusa Kubiliusa wpływa na obecną sytuację.

Ropa nie ratuje Rosjan

Rosja jest silnie uzależniona od handlu surowcami, w tym przede wszystkim ropą naftową. To "czarne złoto" przez lata stanowiło stabilny i silny napęd w gospodarce Putina. Napęd ten wyraźnie zaczyna zwalniać.

Po pierwsze – Ukraina skutecznie zidentyfikowała, jak szybko może pozbawić Rosję dostępu do międzynarodowych rynków zbytu. Ostatnie liczne ataki na terminale naftowe i rafinerie obnażają logistyczne słabości Moskwy i pozwalają na znaczące ograniczenie zdolności Rosjan do eksportowania surowców.

Po drugie – płonne okazały się nadzieje związane z windowaniem cen ropy z powodu konfliktu pomiędzy USA a Iranem. Wartość surowca się stabilizuje i nic nie zapowiada, by Donald Trump miał ponownie rozpętać operację "Epic Fury". Wzrost dostępności surowca sprawia, że kraje, którym zależy na pozytywnych relacjach z UE, mogą rezygnować z rosyjskiej ropy na rzecz bardziej "akceptowalnych" przez Brukselę partnerstw.

Dalsza część artykułu poniżej.

Zresztą, kryzysy nie dotyczą jedynie ropy sprzedawanej drogą morską. 1 czerwca, jak donosi Reuters, Rosja była zmuszona do wstrzymania eksportu paliw lotniczych. Wynika to z niedoboru i niestabilności surowca na rodzimym rynku. Obostrzenia potrwają aż do 30 listopada. Wcześniej transportowane pociągami paliwo sprzedawane było w Kazachstanie, Kirgistanie, Tadżykistanie i Uzbekistanie.

Unia "topi" rosyjskie marzenia

Kwestia strachu o stabilność gospodarki, który dotyka przedstawicieli rosyjskich finansów, może być też związana z wprowadzeniem 23 kwietnia 20. pakietu sankcji.

Unia, już bez blokującego jej decyzje Viktora Orbána, nie tylko napędza Ukrainę kolejnymi pożyczkami na gigantyczne kwoty, ale skutecznie ogranicza zdolności rosyjskiej gospodarki do zarabiania. Sankcje mają na celu ukrócenie działalności rosyjskiej floty cieni. Na listę sankcyjną dodanych zostało kolejnych 46 statków.

UE wprowadziła też szereg obostrzeń wobec rosyjskich finansów, w tym wprowadzenie na czarną listę aż 20 podmiotów bankowych, zablokowanie platform wymiany kryptowalut i objęcie zakazem eksportu kolejnych towarów.