
Minister Spraw Zagranicznych Ukrainy Andrii Sybiha odniósł się do napięć na linii Warszawa-Kijów. Pytanie tylko, czy jego wypowiedź nie wywoła kolejnego skandalu. Choć polityk deklaruje, że działania ukraińskie nie miały na celu obrażania Polaków, to jak je motywuje, wciąż budzi kontrowersje.
"Nazwa pododdziału była wyborem naszych żołnierzy. Nasi obrońcy zasługują na bezwarunkowy szacunek" – wyjaśnił decyzję o nadaniu jednej z jednostek imienia "bohaterów UPA" podjętą przez Wołodymyra Zełenskiego Andrii Sybiha, szef ukraińskiego MSZ na X. Oświadczenie zostało opublikowane w trzech językach: polskim, ukraińskim i angielskim.
W wypowiedzi nie zabrakło odniesienia do obecnej sytuacji na Ukrainie: "To właśnie oni dziś, kosztem własnego zdrowia, a często także życia, utrzymują linię frontu i bronią całej Europy przed rosyjskim zagrożeniem. Płacą za to najwyższą cenę".
Dalsza część wypowiedzi stara się uspokoić nastroje, jednak jej odbiór chyba nie do końca przekona polską opinię publiczną. Andrii Sybiha pisze bowiem: "Wiem napewno, że nasi żołnierze nie mieli nawet w najmniejszym stopniu antypolskich intencji" i dodaje, że "Chodziło im o upamiętnienie tych, którzy wiele lat temu również walczyli przeciw imperialnej Moskwie, bolszewicko-komunistycznej okupacji i represjom".
Polityk dodał też, że "Ukraina bardzo ciężko walczyła o swoją niepodległość. Pokolenie po pokoleniu. Tak samo jak Polska szła do swojej niepodległości poprzez ciężką pracę i walkę – własną drogą".
To kolejne w ostatnich dniach kontrowersyjne oświadczenie ze strony ukraińskiego MSZ. 30 maja, rzecznik resortu spraw zagranicznych Ukrainy Heorhij Tychyj, w trakcie rozmowy z dziennikarzami stwierdził, że w kontekście konfliktu historycznego nie można zapominać o "tragicznych kartach historii, w tym zbrodniom popełnianym na ludności cywilnej, których dopuszczali się również żołnierze ukraińskich i polskich formacji podczas II wojny światowej".
Tak silny osąd ze strony Andriia Sybihy jest interesujący, biorąc pod uwagę wcześniejszy fragment jego wypowiedzi
Andrii Sybiha rozpoczął swój wpis od zadeklarowania, że "Eskałacja napięć między Ukrainą a Polską nie przynosi korzyści ani Ukraińcom, ani Polakom".
Polityk zauważa, że przez dwa lata budowany był konstruktywny dialog w "duchu chrześcijańskich tradycji". Według Andriia Sybihy dzięki wznowieniu kongresu historyków dotychczasowa dyskusja zmieniła się w obiektywną, naukową i profesjonalną debatę, w której najważniejsze są analizy dokumentów i materiałów, a także badania naukowe.
MSZ Ukrainy apeluje o nienakręcanie "spirali nienawiści", gdy "nad nami wszystkimi – Ukraińcami, Polakami, innymi Europejczykami – ponownie zawisa zagrożenie ze strony naszego odwiecznego wroga, Rosji".
Sybiha apeluje także o "obniżenie temperatury emocji" i pozostawienie kwestii historycznych specjalistom-historykom. Apel o neutralność wypada jednak dość blado na tle "honorowania tych, którzy lata temu walczyli przeciwko imperialnej Moskwie, bolszewicko-komunistycznej okupacji i represjom".
Echa kontrowersji głośnej decyzji Zełenskiego nie milkną
Konflikt dyplomatyczny pomiędzy Polską a Ukrainą komentowany jest nie tylko nad Wisłą i nad Dnieprem, ale także w mediach międzynarodowych.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
8 czerwca odbędzie się posiedzenie Kapituły Orderu Orła Białego. Karol Nawrocki zadeklarował, że jedną z kwestii poruszoną podczas spotkania, było odebranie odznaczenia, które nadał Wołodymyrowi Zełenskiemu Andrzej Duda. Środowiska prawicowe silnie krytykują podejście ukraińskie i zwracają uwagę na to, że Polska przez ostatnie lata była zaufanym i solidarnym sojusznikiem.
Krytyka wobec działań Ukrainy pada także ze strony osób, które traktują naszych wschodnich sąsiadów jako istotnych partnerów na wielu płaszczyznach.
– Ta decyzja narusza naszą wrażliwość historyczną i moim zdaniem niepotrzebnie znowu wynosi na taki dość niepokojący poziom kwestie różnic historycznych, różnych interpretacji. (...) Ta decyzja jest niepokojąca z punktu widzenia naszych relacji – mówił Donald Tusk w rozmowie z dziennikarzami w Sejmie 29 maja.
– Jestem rozczarowany tym, że prezydent Zełenski nie uwzględnił naszej wrażliwości historycznej, ale sądzę, że premier Donald Tusk już to podsumował celnie, mianowicie, że jeśli się pokłócimy o przeszłość, to kto inny narzuci nam przyszłość – stwierdził z kolei Radosław Sikorski w trakcie konferencji prasowej podczas posiedzenia Council of the Baltic Sea States w Sopocie.






