
Wołodymyr Zełenski dostrzega "okno" do rozmów pokojowych z Rosją. Do moskiewskich uszu dotarły te pogłoski, a rzecznik Kremla zdecydował się na nie odpowiedzieć. Możliwości są, warunek jednak nie każdemu przypadnie do gustu.
Sytuacja związana z rosyjską inwazją na Ukrainę jest niezwykle poważna. Po ostatnim ataku Kijów stanął w ogniu. Wygląda jednak na to, że przynajmniej ze strony UE i Wołodymyra Zełenskiego z coraz większą nadzieją spogląda się na możliwość przeprowadzenia rozmów pokojowych.
Prezydent Ukrainy w wywiadzie dla CBS News z 31 maja zapowiedział, że "okno na skuteczne rozmowy pokojowe" pomiędzy Kijowem a Moskwą obowiązuje do grudnia 2026 roku.
Według Zełenskiego Ukraina w tej chwili znajduje się w optymalnej pozycji do poczynienia ustaleń z Kremlem i będzie w tej pozycji aż do zimy, gdy Moskwa ponownie zacznie niszczyć krytyczną infrastrukturę energetyczną.
Kwestię potencjalnych rozmów pokojowych potwierdził też dziennik "Le Monde". Jednym z powodów chęci pokojowego rozwiązania konfliktu w tym momencie ma być "utrata zainteresowania wojną w Ukrainie" ze strony USA. Inicjatorem rozmów miałaby być przede wszystkim Francja.
Dmitrij Pieskow ma pomysł na pokój. W swoim stylu
Doniesienia dotarły do Rosji. Odniósł się do nich jeden z najbliższych współpracowników Władimira Putina.
– Jeśli chodzi o Zełenskiego i zakończenie wojny do końca roku, wojna mogłaby się zakończyć do końca dnia, o czym wielokrotnie mówiliśmy – zadeklarował Dmitrij Pieskow. Rzecznik Kremla podał swój warunek, który jednak nie jest specjalnie realistyczny. – Aby to osiągnąć, Zełenski musi wydać rozkaz wycofania swoich sił zbrojnych z terytorium Rosji – stwierdził znany z ciętego języka polityk, jeszcze nie tak dawno nazywający Polaków "rusofobami".
Dmitrij Pieskow kontynuuje w ten sposób rosyjską propagandę, która odwraca rolę Rosji z kata w ofiarę. W oczach Kremla czteroletnia pełnoskalowa inwazja na ziemie Ukrainy w rzeczywistości ma być "specjalną operacją wojskową" związaną z wyzwalaniem separatystycznych obwodów, która jest sygnowana pseudoreferendami takimi jak to w marionetkowej (i samozwańczej) Ługańskiej Republice Ludowej.
Ostatnia wypowiedź polityka jest bardzo podobna do tej z czerwca 2022 roku. Tam również padło stwierdzenie, że Ukraina może zatrzymać wojnę przed końcem dnia. Pamiętajmy jednak, że sytuacja się drastycznie zmieniła, a konflikt Ukraina–Rosja jest w zupełnie innym miejscu dziś, niż wtedy.
Rosja rzuca butnymi odpowiedziami, ale to chyba tylko przykrywka dla poważnych problemów
Warto mieć też na uwadze, że komunikaty rzucane na prawo i lewo przez Pieskowa niekoniecznie są adresowane do europejskiej audiencji. Częściej jest to po prostu element lokalnej propagandy, która ma napędzać rosyjskie agencje prasowe. Choć jego odpowiedź jest dumna i wpisuje się w obecną narrację Moskwy, być może wcale nie jest ona wyrazem realnych pomysłów Kremla na to, jak wojnę zakończyć. A wbrew pozorom, nie jest też tak, że im na tym wcale nie zależy.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Ostatnio informowaliśmy, że Putin dostał bezprecedensowe ostrzeżenie od swoich ministrów, które jest związane z pogarszającą się sytuacją gospodarczą Rosji. Federacja jest wręcz "uzależniona" od przemysłu wojskowego. Zagrożenia budżetowe wykraczają poza zdolność Moskwy do ich kontrolowania. Rośnie inflacja, handel surowcami staje się coraz trudniejszy, a konieczność cięć miał potwierdzić sam Putin, jednak jak podaje Bloomberg, odesłał swoich ministrów z kwitkiem, sugerując, że faktycznie powinni oszczędzać, ale nie na maszynie wojennej.
Rosji nie ratuje nawet wywołany przez Donalda Trumpa kryzys paliwowy, który powoli się stabilizuje. Z drugiej strony Ukraina systematycznie uderza w rosyjską infrastrukturę naftową, co nie tylko ogranicza zdolność Rosji do finansowania wojny, ale będzie mieć długotrwałe konsekwencje gospodarcze także po wygaszeniu konfliktu.






