
Lotnisko w Warszawie podczas długiego weekendu przeżyło istne oblężenie. Kolejki do kontroli bezpieczeństwa ciągnęły się na kilkadziesiąt minut. A to dopiero zapowiedź tego, co może dziać się tam w wakacje. Port ma nadzieję, że sytuację uratują zmiany wprowadzone na chwilę przed szczytem sezonu.
Lotnisko Chopina w Warszawie obsługuje miesięcznie ok. 1,7–1,9 mln pasażerów i bije kolejne rekordy. W wakacje liczby te są jednak zdecydowanie wyższe i wyraźnie przekraczają granicę 2 mln podróżnych. Nie inaczej będzie także w tym roku, a już długi weekend czerwcowy pokazał, że port ma ogromny problem, jakim jest kontrola bezpieczeństwa. Kolejki w tym roku mogą być wyjątkowo uciążliwe z powodu modernizacji, która może być dla nich ostatnim ratunkiem.
Lotnisko Chopina zakorkowane. Tak mogą wyglądać całe wakacje
Jeżeli jesteście w gronie osób zainteresowanych podróżami, to na pewno widzieliście nagrania z długiego weekendu, na których widać było długie kolejki do kontroli bezpieczeństwa. Ogonek w strefie PLL LOT stał prawie do drzwi, a podróżni musieli czekać nawet ponad godzinę na przejście ze strefy odprawy pod bramki startowe.
Cała ta sytuacja była spowodowana dwoma czynnikami – dużym zainteresowaniem, a także trwającym montażem nowych skanerów, przez który z użytku wyłączona jest część starszych maszyn. W praktyce Lotnisko Chopina wchodzi w nową erę kosztem chwilowych utrudnień. Pierwsze skanery 3D mają być gotowe jeszcze przed wakacjami i to w tym Polskie Porty Lotnicze, zarządzające Lotniskiem Chopina, upatrują ratunku przed nadciągającym szczytem sezonu.
– To kluczowa zmiana, która trwale zredukuje stres pasażerów, skróci czas spędzony przy taśmie oraz pozwoli nam na płynniejszą obsługę rosnących potoków podróżnych – przyznał w rozmowie z TVN24 Piotr Rudzki, rzecznik prasowy Polskich Portów Lotniczych. Docelowo Lotnisko Chopina mocno przyspieszy, choć uruchomienie nowych skanerów nie przyniesie rewolucyjnych zmian od razu.
Zobacz także
Newe skanery przyspieszają odprawę. Przykładem lotnisko w Krakowie
W rozmowie z naTemat dobre wiadomości przekazał Łukasz Chaberski, prezes zarządu Polskich Portów Lotniczych S.A. Podkreślił on, że w momencie uruchomienia nowych skanerów podróżni nie będą musieli już wyjmować elektroniki i płynów ze swoich bagaży.
– Oczywiście tu jest kwestia zawsze operatorów kontroli bezpieczeństwa. Oni mają możliwość podjąć odpowiednią decyzję o dodatkowym sprawdzeniu konkretnego bagażu – uzupełniał prezes PPL. Na zniesienie limitu płynów trzeba będzie zaczekać najpewniej aż do ostatniego kwartału 2026 roku (choć pierwotnie miało dojść do tego wcześniej), kiedy to na Lotnisku Chopina wymienionych zostanie 15 skanerów, czyli wszystkie używane maszyny. Niemniej już sam fakt braku konieczności wyjmowania rzeczy z plecaka może zdecydowanie przyspieszyć żmudny proces kontroli bezpieczeństwa. Idealnym przykładem jest drugie największe lotnisko w Polsce, czyli port w Krakowie.
Monika Chylaszek, rzeczniczka prasowa krakowskiego lotniska, w rozmowie z TVN24 podkreśliła, że instalacja nowych skanerów zdecydowanie przyspieszyła proces kontroli bezpieczeństwa. A przypomnijmy – port w Krakowie limit płynów zniósł już przed rokiem, więc mówimy tu o wielomiesięcznej poprawie, a nie chwilowej uldze. – Zdecydowanie skróciły się kolejki do kontroli. W tygodniu pomiędzy 25 a 31 maja maksymalny czas oczekiwania na kontrolę wyniósł 11 minut – dodała rzeczniczka.
Port w Warszawie na taką rewolucję musi jeszcze trochę poczekać. Dobra wiadomość jest jednak taka, że długie kolejki nie stoją tam przez cały czas. Na kontroli bezpieczeństwa dochodzi do tzw. spiętrzeń, kiedy nakłada się większa liczba lotów. Podróżnym pozostaje zatem obserwować rozkład, żeby wyłapać spokojniejsze godziny, albo po prostu przyjechać na lotnisko minimum 2–2,5 godziny przed odlotem, aby spokojnie nadać bagaż i bez stresu odstać swoje w kolejce.






