
PiS ujawniło pierwsze trzy punkty swojego programu na wybory 2027. Kolejne z 21 postulatów mamy poznawać stopniowo, ale już te trzy wystarczyły, by prawica ogłosiła wielką ofensywę programową swojego kandydata na premiera. "Plan Czarnka", "Trójka kaliski", "Nowy plan dla Polski" – prześcigają się w określeniach. Ale Polacy ostro go punktują. Ekonomiści też nie mają zbyt wiele litości.
– Przemysław Czarnek powinien po prostu powiedzieć, że chce wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej. Po co bawić się w opowiadanie, że można sobie wybrać pewne rzeczy i z nich zrezygnować, a z innych nie? Po prostu trzeba powiedzieć, że jest to propozycja wyjścia z Unii. Tak uczciwie powinna być przedstawiona – reaguje na postulat dotyczący ETS prof. Witold Orłowski, ekonomista.
Dwóch pozostałych propozycji kandydata PiS na premiera też nie oszczędza.
– Obiecywać można wszystko. Zwłaszcza, gdy się nie rządzi i się za to nie odpowiada. Oczywiście, bardzo miło byłoby obniżyć podatki – nawet wszystkim, nie tylko wybranym grupom. Pomysłów na to, jak to zrobić może być bardzo dużo. Natomiast pytanie, jak uzupełnić straty, które wynikną z tego dla finansów publicznych? Dopóki nie usłyszę tych propozycji, trudno mi oceniać, czy te propozycje mają sens – komentuje w rozmowie z naTemat prof. Orłowski.
Podkreśla: – Dopóki nie ma informacji, w jaki sposób uzupełnić tę lukę, to od strony ekonomicznej nie jest to żadna realna propozycja, tylko czysta propaganda.
Czarnek: – Tylko Prawo i Sprawiedliwość obniża podatki, podnosi progi podatkowe...
Przypomnijmy. Trzy punkty Czarnka zostały zaprezentowane 14 czerwca w Kaliszu. Jeśli założymy, że w 2027 roku PiS wygrywa wybory parlamentarne, to w praktyce obietnice, które tam padły, mają oznaczać, że:
1. Polska wychodzi z Europejskiego Systemu Handlu Emisjami (ETS)
2. Seniorzy aktywni zawodowo zostają zwolnieni z podatku PIT i składek emerytalno-rentowych przy dochodach do 2500 zł netto miesięcznie (pod hasłem "Srebrna Praca").
3. Drugi próg podatkowy zostaje podniesiony ze 120 tys. zł do 180 tys. zł. rocznie. A dla małżeństw rozliczających się wspólnie – 360 tys. zł rocznie.
To część pakietu 21 postulatów, które – 100 dni po ewentualnym zwycięstwie w wyborach w 2027 roku – PiS chce wdrożyć w życie. Przy drugim progu podatkowym padła nawet konkretna zapowiedź – od 1 stycznia 2028 roku.
– Tylko Prawo i Sprawiedliwość obniża podatki, podnosi progi podatkowe, żeby więcej pieniędzy zostawało w kieszeni zwykłych Polaków, zwykłych polskich rodzin. Tylko Prawo i Sprawiedliwość jest w stanie ponownie wyprowadzić Polskę i Polaków z doliny mroku – grzmiał w Kaliszu Przemysław Czarnek.
W oczach polityków Prawa i Sprawiedliwości to wprost bajeczna perspektywa. Ich profile na FB pełne są euforycznych wpisów i brzmią tak, jakbyśmy cofnęli się w czasie, gdy np. promowali Polski Ład. Wielkie słowa leją się tu strumieniami.
"To wizja zamożnych i szczęśliwych Polaków w silnej, bezpiecznej, sprawiedliwej i rozwijającej się Polsce", "To konkretna wizja Polski, w której więcej pieniędzy zostaje w kieszeniach obywateli" – reklamują "Plan Czarnka". Albo: "To jest program dla ludzi pracy, rodzin, seniorów i wszystkich, którzy mają dość drożyzny, wysokich rachunków i polityki rządu Tuska". Wszystko pod wspólnym hasztagiem #przebudzeniePL".
– Ja się dziwię – reaguje prof. Orłowski. – Bo jak już tak śmiało iść, to należało powiedzieć, żeby w ogóle zlikwidować podatek PIT. Taka propozycja byłaby jeszcze przyjemniejsza.
"To jest populizm, który przechodzi już w skrajny brak odpowiedzialności za słowa"
Część Polaków ostro reaguje na "Plan Czarnka" w komentarzach. "Co się nie robi by zdobyć władzę: obiecuje się nawet złote góry", "Czyli chcecie wycofać się ze wszystkiego, co robiliście przez 8 lat?", "Niech podniesie pierwszy próg podatkowy, dlaczego zaczyna od drugiego?", "Każdy plan PiS opiera się na rozdawaniu kasy", "Czemu nie wprowadzili tego, jak mieli większość? Cóż za marketing", itp. itd.
Ale część oczywiście to chwyci. Kwestia podatków brzmi szczególnie kusząco.
– Zawsze takie hasła trafią do niektórych Polaków. Niestety, znaczna część osób w Polsce ma niską wiedzę ekonomiczną. Nawet przy pytaniu, czy dobrze byłoby w ogóle zlikwidować podatki, znaczna część powie: "Tak, dobrze". Nie zastanawiając się nad konsekwencjami, co trzeba byłoby zrobić, żeby to miało sens – komentuje prof. Orłowski.
A politycy PiS jeszcze bardziej utwierdzają ludzi w tej niewiedzy. "Plan Czarnka to więcej pieniędzy dla Polaków", "Mniej podatków, tańsza energia, więcej pieniędzy w kieszeniach Polaków" – wmawiają w swoich wpisach, które zalewają internet.
Jak to się ma do rzeczywistości?
– To jest populizm, który przechodzi już w skrajny brak odpowiedzialności za słowa. Ale też za państwo, bo jest to psucie państwa. PiS się w tym specjalizuje. Robiło to przez ostatnie 8 lat i wygląda na to, że chciałoby robić dalej. Tylko pytanie, dokąd nas to zaprowadzi? – komentuje w rozmowie z naTemat Janusz Cichoń, przewodniczący Sejmowej Komisji Finansów Publicznych.
Jak tłumaczy, to co proponuje PiS, jest nie do zrealizowania. – Czy dochody ze sprzedaży dwóch wież wygenerują takie środki, by pomóc to sfinansować? Wydaje mi się, że nie – nie kryje ironii w nawiązaniu do postulatu "Srebrna Praca".
– Te propozycje można zaadresować do Krainy Mchów i Paproci. Można je między bajki włożyć. To przedwyborcza gra na emocjach – ocenia.
"Nie da się obniżyć podatków i jednocześnie zwiększyć wydatków", "To krańcowy brak odpowiedzialności"
Janusz Cichoń, poseł KO i ekonomista, przytacza badania społeczne sprzed miesiąca, z których wynika, że 70 proc. Polaków chce obniżenia podatków – tak jak postuluje PiS. A jednocześnie ponad 70 proc. uważa, że państwo powinno wydawać więcej w niektórych obszarach.
– Mamy więc sytuację, w której z jednej strony chcemy obniżać podatki, a z drugiej zwiększać wydatki. Bo nikt nie neguje potrzeby zwiększenia środków na ochronę zdrowia, obronę narodową, edukację, naukę, czy infrastrukturę. Mało tego, takie są powszechne oczekiwania. Ale gra na tym, to gra przeciwko państwu – mówi.
PiS, jak zaznacza, zna sytuację finansów publicznych. – I pan Czarnek także powinien ją znać, bo ich zdaniem i dochody podatkowe, i wydatki rosną niedostatecznie szybko. A jednocześne chcą obniżać podatki. To się nie trzyma kupy. Nikt odpowiedzialny nie jest w stanie tego obiecywać. Nie da się obniżać podatków i jednocześnie zwiększać wydatków. Zwłaszcza w sytuacji, gdy finanse publiczne są mocno napięte – komentuje Janusz Cichoń.
Jak dodaje, Ministerstwo Finansów cały czas analizuje podniesienie progów podatkowych i kwoty wolnej od podatku.
– To nie znaczy, że my nie chcielibyśmy do tego doprowadzić. O niczym innym nie marzymy. Tylko to się musi odbywać z uwzględnieniem realiów, w sposób przemyślany i odpowiedzialny. O to nawoływałbym do tych, którzy idą w skrajny już populizm. To jest po prostu nieodpowiedzialne. To krańcowy brak odpowiedzialności. Uważam, że musimy chodzić po ziemi i nie ma co generować żadnej iluzji. To zemści się na nas wszystkich – podkreśla.
Dalsza część artykułu poniżej:
Zobacz także
Czarnek o ETS: "Absurd", "Największe oszustwo, jakiemu zostali poddani Polacy".
Podatki w propozycjach PiS i Czarnka budzą największe emocje. On sam w Kaliszu zapowiedział "kolejną rewolucję podatkową na korzyść podatników, czego ten rząd nie jest w stanie zrobić".
Branżowe serwisy widzą to mniej rewolucyjnie. PIT.pl zwraca uwagę, że "choć przekaz i zapowiedzi mówią o zmianach w PIT, w rzeczywistości propozycja nie oznacza przebudowy skali podatkowej". "Polski system nadal opierałby się na dwóch stawkach podatku dochodowego – 12 proc. i 32 proc. Zmianie uległaby jedynie wysokość dochodu, od którego zaczyna obowiązywać wyższa stawka podatku" – tłumaczy.
Olbrzymie emocje budzi również zapowiedź ws. ETS. Czarnek atakuje unijny system nie od dziś, w Kaliszu nazwał go "absurdem" i "największym oszustwem, jakiemu zostali poddani Polacy". Czy Polakom może się to spodobać? Jak pokazał niedawny United Surveys dla Wirtualnej Polski aż ponad 68 proc. badanych osób poparło postulat domagania się przez Polskę złagodzenia unijnych celów klimatycznych.
W mediach społecznościowych Polacy wytykają jednak PiS, że za swoich rządów popierali unijne cele klimatyczne. Zauważają też, że w ramach Polskiego Ładu PiS wprowadził już PIT-0 dla seniora. Poza tym w 2017 roku obniżył wiek emerytalny i na całe lata stworzył sobie z tego paliwo przeciwko PO. Tymczasem teraz Czarnek kusi emerytów i promuje program "Srebrna Praca", który ma zachęcić seniorów do aktywności zawodowej i pracodawców do ich zatrudnienia.
Jednak bez względu na oceny specjalistów, o "Planie Czarnka" mówią dziś wszyscy. PiS osiągnął swój cel. Do tego, jak zauważył na X.com Jacek Gądek z "Newsweeka", "Nowogrodzka podejmuje próbę reaktywowania prekampanii Przemysława Czarnka, a obietnica podniesienia drugiego progu PIT "to pierwszy tak mocny i drogi oręż, który dostał kandydat na premiera". "Dotychczas Czarnek jechał na jałowym biegu. A przez to widać było głównie jego wtopy i konflikt z Mateuszem Morawieckim" – skomentował.
Faktycznie, walka i bratobójcze boje wewnątrz PiS dominowały w tym roku wszystkie doniesienia o partii Jarosława Kaczyńskiego. Z Czarnkiem w roli głównej.
"Czarnek coraz głośniej krzyczy, szczuje i manipuluje"
Przemysław Czarnek od marca dwoi się i troi, jakby już czuł się w roli przyszłego szefa rządu. A PiS uparcie na niego stawia, choć sondaże od początku nie są mu przychylne.
Przypomnijmy, 7 marca były minister edukacji został namaszczony na kandydata PiS na premiera. Właśnie mija 100 dni, gdy pełni tę funkcję.
– PiS nic nie zyskał na Przemysławie Czarnku, więc ten coraz głośniej krzyczy, szczuje i manipuluje, bo nie ma na siebie innego pomysłu – mówiła niedawno w rozmowie z Maciej Bąkiem prof. Danuta Plecka, politolożka z Uniwersytetu Gdańskiego.
Z kolei szef polskiego MSZ w rozmowie z Anną Dryjańską w ostrych słowach ocenił potencjalne rządy Przemysława Czarnka jako premiera, porównując jego wizję do afgańskich talibów. – Jak ktoś chce przywrócić zwyczaje społeczne z XIX wieku, czy wzorować się na afgańskich talibach, to powinien głosować na pana Przemysława Czarnka – powiedział Radosław Sikorski.
Czarnek krytykował już odnawialne źródła energii (choć sam ma panele fotowoltaiczne na dachu), straszył też, że gdy PiS wróci do władzy wypowie pakt migracyjny, który wszedł w życie 12 czerwca.
W ciemno można założyć, że kolejne propozycje z jego 21-punktowego planu, mogą zawierać również takie postulaty.





