
Premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer ogłosił w poniedziałek, że rezygnuje ze swojego dotychczasowego stanowiska. Jego decyzja oznacza potężne trzęsienie ziemi na brytyjskiej scenie politycznej.
W poniedziałek 22 czerwca przed słynnymi drzwiami siedziby premiera przy Downing Street 10 w Londynie doszło do ważnego wystąpienia. Keir Starmer publicznie oświadczył, że rezygnuje ze stanowiska szefa brytyjskiego rządu i jednocześnie ustępuje z funkcji lidera Partii Pracy.
Zanim polityk stanął w świetle kamer, odbył oficjalną rozmowę z królem Karolem III, któremu formalnie przekazał swoją decyzję. Warto zaznaczyć, że jego niespodziewana rezygnacja oznacza, iż Zjednoczone Królestwo będzie miało już siódmego premiera od 2016 roku.
Keir Starmer rezygnuje ze stanowiska premiera Wielkiej Brytanii. "Nie jestem odpowiednią osobą"
Jak relacjonuje BBC, Keir Starmer podczas swojego oświadczenia przyznał wprost, że zaakceptował fakt, iż nie jest już najlepszą osobą, aby poprowadzić Partię Pracy do kolejnych wyborów parlamentarnych. Ustępujący premier zapowiedział, że poprosił władze swojego ugrupowania o pilne ustalenie harmonogramu wyboru nowego lidera. Zgodnie z planem, proces nominacji ma ruszyć 9 lipca i potrwać do 16 lipca. Starmer zadeklarował, że pozostanie na stanowisku szefa rządu do momentu ostatecznego wyłonienia swojego następcy, co ma nastąpić najpóźniej we wrześniu.
Polityk zapewnił o pełnym wsparciu dla nowej osoby, która obejmie jego stanowisko. Stwierdził, że zostawia Wielką Brytanię jako kraj znacznie silniejszy, niż ten, który przejmował dwa lata temu (w lipcu 2024 roku).
Podczas wystąpienia Starmerowi towarzyszyła jego żona Victoria. Odchodzący premier nie krył poruszenia, a gdy opowiadał o swoich planach na przyszłość, załamał mu się głos. – Kiedy opuszczę najważniejsze stanowisko w kraju, poświęcę więcej czasu na najważniejszą pracę: bycie najlepszym mężem dla mojej fantastycznej żony Vic (...) i bycie najlepszym tatą dla moich pięknych dzieci – mówił polityk, cytowany przez BBC.
Zobacz także
Skrajna prawica na czele i nowy rywal z Manchesteru
Ten radykalny krok dotychczasowego premiera jest najprawdopodobniej bezpośrednim pokłosiem głębokiego kryzysu wizerunkowego, z którym w ostatnim czasie mierzy się jego ugrupowanie w Wielkiej Brytanii. W ogólnokrajowych sondażach twardo przoduje skrajna prawica, a notowania samych labourzystów są po prostu bardzo słabe. Na te fatalne statystyki nakładają się dodatkowo wyjątkowo kiepskie wyniki w majowych wyborach lokalnych. Problem spadającego poparcia i wewnętrznych rozłamów widać było doskonale nawet w okręgu Makerfield, który – jak wyjaśnia stacja BBC – nieprzerwanie od 120 lat stanowi absolutny bastion Partii Pracy.
Jak informowaliśmy zaledwie kilka dni temu w naTemat, to właśnie w tym regionie Keirowi Starmerowi wyrósł w Anglii bardzo poważny konkurent. Mowa o Andym Burnhamie, burmistrzu Wielkiego Manchesteru. Polityk ostatecznie wygrał wybory uzupełniające do Izby Gmin we wspomnianym okręgu Makerfield i tym samym z powodzeniem dostał się do brytyjskiego parlamentu.
Był to silny cios dla urzędującego szefa rządu, potęgujący presję. Burnham już dawno wyraźnie zapowiedział, że jeśli tylko dostanie się do parlamentu, to zamierza natychmiast rzucić wyzwanie premierowi Keirowi Starmerowi i otwarcie walczyć o przywództwo w Partii Pracy. Dzisiejsza niespodziewana dymisja oficjalnie otwiera mu do tego drogę.






