
Co spakować na city-break? Przez lata krótkich wyjazdów wypracowałem listę rzeczy, które zabieram ze sobą niemal zawsze. Dzięki niej mieszczę się w jednym plecaku, ograniczam wydatki na miejscu i unikam wielu typowych podróżniczych problemów.
Zdarza mi się stosunkowo często jeździć na city-breaki. Nawet w tym roku, jeszcze przed sezonem wakacyjnym miałem okazję w ramach takich wyjazdów odwiedzić Bielsko-Białą i Berlin. Moje doświadczenie nie ogranicza się jednak jedynie do bezpiecznych, środkowo-europejskich klimatów, a zdarzało mi się gościć na krótko w bardziej specyficznych miejscach, takich jak Kair, Rovaniemi, Sarajewo, Jerozolima, Koper czy bezimienny środek tunezyjskiej Sahary.
W toku tych krótkich wypadów opracowałem sobie system pakowania, który w moim przypadku świetnie się sprawdza. Z racji tego, że rozpoczęły się właśnie wakacje, postanowiłem go opisać.
Przy dobieraniu akcesoriów do tej listy kierowałem się kilkoma zasadami. Chodzi tu m.in. o maksymalizację jakości snu (regeneracja to jest bezwzględny klucz, bo zdarza mi się w trakcie podróży przejść 20 kilometrów dziennie po muzeach i atrakcjach), minimalizację masy bagażu (nie zawsze da się bagaż zostawić w noclegowni), a także ograniczenie kosztów (w XXI wieku wszędzie da się wszystko nabyć, często jednak za bardzo wysoką cenę) i możliwość spakowania się do jednego plecaka.
Z takich poradnikowych kwestii dodam też, że jak wybieram się na wyjazd, staram się ograniczyć do minimum ilość dokumentów, które biorę. Jeśli wiem, że nie będę potrzebował prawa jazdy, to go nie biorę. Jeśli biorę paszport, nie biorę dowodu. Kartę biorę jedną. Dbam też o to, by mieć ze sobą podstawowe środki przeciwzapalne i te na "zemstę faraona". No i pomijam tu kwestię ubrań, bo to zależy stricte od długości pobytu, sezonu i indywidualnych potrzeb.
Lista rzeczy do spakowania: to zawsze zabieram na city-break
Jeśli zaś chodzi o moją wcześniej wspomnianą listę, znajdują się na niej:
1. Szampon w niewielkiej (80-100ml) buteleczce. Nie zabieram ze sobą natomiast mydła, gdyż praktycznie nie zdarza się, żeby było niedostępne (chyba raz mi się to przytrafiło), a poza tym można je szybko "skołować". Z szamponem jest ciężej, bo po pierwsze – bywa okropnie drogi, a po drugie – nawet jeśli jest dostępny, często jest bardzo złej jakości.
2. Płyn do dezynfekcji. Koniecznie w bagażu podręcznym, raczej też taki, który nie ma żadnego zapachu.
3. Klapki – to rozwiązanie, które moim zdaniem bardzo ważne dla higieny w miejscach tranzytowych. Mi ono zapewnia osobiście taki psychiczny komfort w trakcie korzystania z łazienek w, nazwijmy to, "nie-5-cio" gwiazdkowych hotelach.
4. Patyczki do uszu – wielofunkcyjne, proste, nic nie ważą, nie zajmują miejsca, to idealny dodatek higieniczny.
5. Zestaw do spania – maska na oczy, plastry do ust i nosa i zatyczki do uszu. Znakomicie się to sprawdza przy spaniu w środkach transportu.
6. Teczka z wydrukami – jeśli mam bilety, potwierdzenia lub cokolwiek tego typu, staram się to drukować i zabierać ze sobą. Chyba że dotyczy to podróży w Polsce, bo u nas szansa na problemy z e-wersjami dokumentów praktycznie nie istnieje. Nawet w miejscach, gdzie regulamin ich nie przewiduje, obsługa pozwalała mi do tej pory z nich korzystać.
7. Gąbka – nic nie waży, może się zgnieść, a może się przydać nie tylko do kąpieli, ale także w nietypowych, nieoczywistych sytuacjach.
8. Pojemniki strunowe – to rozwiązanie uniwersalne, nic nieważące, można w tym przechowywać żywność (w jedną stronę), brudne ubrania (w drugą stronę), asortyment higieniczno-kosmetyczny, ogólnie są wspaniałe.
9. Słuchawki przewodowe – to dość niedawny pomysł, ale jest bardzo praktyczny. Sprawdzają się przede wszystkim w trakcie nocy w zbiorkomach, gdzie muzyka pozwala zagłuszyć dźwięki z trasy, ale jednocześnie nie ryzykuję tym, że urządzenie nagle mi się rozładuje. Bywa jednak, że słuchawki bezprzewodowe z ANC radzą sobie znacznie lepiej.
10. Składana szczoteczka do zębów – wygodne, tanie (kosztuje dosłownie kilka złotych) rozwiązanie, które może nie oferuje najbardziej dokładnego mycia, ale za to jest niezawodne, nie wymaga ładowania, a i jej strata nie jest żadnym problemem.
11. Pasta do zębów – w zależności od długości wyjazdu jest to standardowe opakowanie lub wersja "travel" z 20-25 ml na pokładzie. Pasty poza Polską bywają naprawdę drogie.
12. Spray do nosa – w przypadku podróży samolotem jest to (dla mnie) game-changer, bo pozwala mi uniknąć nieprzyjemności związanych ze zmianami ciśnienia i bólem zatok.
13. Chusteczki higieniczne (lub chusteczki nawilżane) – zawsze w podręcznym lub w kieszeni, przydają się bardzo często.
14. Worek, czyli dodatkowe "cargo" – w trakcie bardziej stacjonarnych dni nie ma sensu podróżować z plecakiem. Co więcej, takie rozwiązanie często sprawdzi się jako dodatek do bagażu podręcznego.
15. Kosmetyczka – mała, lekka, siatkowa, która pomieści wszystko, czego potrzebuję. To z kolei ułatwia przenoszenie się z miejsca na miejsce, redukuje ryzyko zgubienia rzeczy.
Domyślnie zabieram ze sobą także okulary przeciwsłoneczne, ale to wynika raczej z tego, że moje codzienne szkła mają fotochromy. A, no i do tego dodaję też chusteczki do okularów.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
A co z technologią? Jak spakować robocze zaplecze
Poza standardową listą rzeczy, które zawsze ze sobą staram się mieć, mam też drugą listę, którą modyfikuję w zależności od tego, co jest mi na danym wyjeździe potrzebne. Standardowo są to:
1. Powerbank – ja osobiście używam modelu 20 000 mAh, bo z założenia, jeśli dostęp do prądu będzie trudny, to raczej przyda się bardzo solidna dawka energii.
2. Laptop – zero zaskoczenia, ja mam bardzo standardowe 14-calowe (lekkie) urządzenie, które też nie jest zbyt drogie, bo w każdej podróży warto się liczyć z utratą sprzętu.
3. Monitor do laptopa – to stosunkowo niedawny nabytek, ale niekiedy staje się "game-changerem". To ekran na USB-C, który mogę podłączyć, gdy potrzebuję więcej przestrzeni roboczej, jest lekki i podobno działa z Samsungiem DEX (ale jeszcze mi się nie udało tego rozgryźć). Taki sprzęt kosztuje około 400 złotych.
4. Klawiatura – to jest raczej skrzywienie zawodowe, ale tak, zdarzało mi się na wyjazdy zabierać klawiaturę, jeśli wiedziałem, że będę musiał w ich trakcie dużo pisać. Pełnowymiarowe klawiatury z przełącznikami Outemu-Brown (nie ma znaczenia marka samego producenta) biją na głowę jakiekolwiek laptopowe pomysły.
5. Aplikacje – warto mieć lokalny komunikator. W zaskakującej liczbie państw preferowaną formą kontaktu jest WhatsApp. To akurat na zachodzie. Na południu i wschodzie wygrywają Telegram i Viber. Przed przylotem/przyjazdem w dane miejsce warto też mieć lokalną wersję "jakdojade" i upewnić się, że nasze metody płatności są w danym kraju wspierane.
No i oczywiście do tego dochodzi ewentualny sprzęt nagraniowy lub np. kamerka USB, jeśli wiem, że będzie ona potrzebna, ale to są rzeczy, które są dość specyficzne. Natomiast co do adapterów do gniazdek, mam w domu takie dwa, ale szczerze powiedziawszy nigdy się nie przydały. W wielu miejscach hotele uwzględniają różnice w budowie zasilaczy. Choć jak wiadomo, przezorny zawsze ubezpieczony.






