Nowe oszustwo na Majorce. Już posypały się mandaty
Kolejne problemy dla turystów na Majorce. Posypały się mandaty za nowe oszustwo Fot. travelview/Shutterstock

Polacy kochają wakacje w Hiszpanii, a naszą ulubioną wyspą w tym kraju jest własnie Majorka. Choć jest ona przepełniona turystami, to nadal ma urok, któremu nie potrafimy się oprzeć. Szkoda tylko, że podczas urlopu musimy stale uważać na naciągaczy. Nowi atakują na plażach.

REKLAMA

Majorka to prawdziwy raj dla turystów, a tam, gdzie jest wielu podróżnych, pojawia się równie wielu oszustów. Największa z wysp Balearów od lat walczy z kieszonkowcami, ale i nielegalnymi handlarzami. Teraz pojawił się kolejny problem – nielegalni masażyści. I choć brzmi to zabawnie, może skończyć się poważnymi problemami zdrowotnymi.

Plaga nielegalnych masażystów w Hiszpanii. Policja sypie mandatami

Masaż podczas urlopu wydaje się wyjątkowo przyjemną atrakcją. Nie dość, że nasze otoczenie sprzyja relaksowi i odprężeniu, to jeszcze ktoś fizycznie pomoże nam złagodzić napięcie w naszym ciele. A kiedy zrobi to nad brzegiem morza, to już w ogóle mówimy o sytuacji idealnej.

Na uwielbianej przez Polaków Majorce nie brakuje tego typu usług. Problem polega jednak na tym, że osoby oferujące masaż na plaży najczęściej nie mają bladego pojęcia, co robią. Nie posiadają specjalnych licencji, kwalifikacji, a nawet odpowiednich kosmetyków. I właśnie dlatego chwila przyjemności nad brzegiem morza może skończyć się w łagodniejszym przypadku problemami skórnymi po użyciu złych produktów, a w gorszym – urazami mięśni i stawów, jeśli masażysta zrobi wam po prostu krzywdę.

A takich niewykwalifikowanych masażystów na Majorce przybywa. Stąd policja ruszyła na plaże, aby się z nimi rozprawić. Jak podaje "Majorca Daily Bulletin" w pierwszym tygodniu lipca w Playa de Palma, Can Pere Antoni i Cala Major w sumie ukarano trzydzieści osób, które bez wymaganej licencji masowały turystów. Karą za takie działanie jest mandat w wysokości od 750 do nawet 1500 euro. W przeliczeniu na złotówki daje to od 3250 do nawet 6500 zł. Lokalne władze zapowiadają, że kolejne kontrole będą prowadzone regularnie.

Długa lista oszustw na Majorce. Wyspa ma poważny problem także z turystami

Przez lata na Majorce pojawiło się bardzo wiele sposobów naciągania turystów albo po prostu prowadzenia nielegalnej działalności. Przed rokiem ostrzegaliśmy m.in. o kobietach z goździkami. Te zaczepiały turystów na deptakach, proponując im zakup kwiatów dla partnerek. Kiedy tylko turysta sięgał po portfel, kobieta lub znajdujący się w pobliżu jej wspólnik chwytał za niego i uciekał z miejsca zdarzenia z waszymi pieniędzmi i dokumentami.

Problemem byli także uliczni handlarze. Natarczywi, nachalni – zaczepiali turystów i na siłę próbowali wciskać im swoje produkty. Z nimi również władze Majorki walczą twardymi środkami, bo mandat w Palmie grozi już nie tylko osobom sprzedającym bez zezwolenia, ale i osobom, które robią u nich zakupy.

Oszuści to jednak tylko jeden z problemów wyspy. Drugim jest masowa turystyka, która w sezonie bardzo utrudnia życie lokalnych mieszkańców. Stąd na Majorce regularnie dochodzi do kolejnych antyturystycznych protestów. Te trwają w zasadzie przez całe lato, a kolejne graffiti i hasła nawołujące turystów do powrotów do domów sprawiły, że lokalna kancelaria prawna domaga się odszkodowania od protestujących za odwołane rezerwacje.

Protesty odbywają się także na mniejszej siostrze Majorki, czyli Minorce. Tam lokalni mieszkańcy chcą jasnych regulacji i wyznaczenia granicy w przyjmowaniu kolejnych podróżnych. Obawiają się bowiem, że i u nich sytuacja wymknie się spod kontroli tak, jak miało to miejsce w przypadku największej wyspy Balearów.