Stewardessa
Stewardessy dbają o bezpieczeństwo na pokładzie Fot. Matej Kastelic/Shutterstock

Kiedy przekraczasz próg samolotu, "dzień dobry" ze strony stewardesy może wydawać się tylko uprzejmością. W rzeczywistości to trwający kilka sekund test, który decyduje o bezpieczeństwie całego lotu.

REKLAMA

Podróżowanie samolotem kojarzy nam się z procedurami – odprawą, kontrolą osobistą i prześwietlaniem bagażu. Mało kto jednak zdaje sobie sprawę, że ostatni etap weryfikacji odbywa się już przy samych drzwiach samolotu. Załoga pokładowa, obserwując każdego wchodzącego, przeprowadza selekcję. Jak informuje portal "Fakt", uśmiech stewardessy u progu samolotu znaczy więcej, niż myślisz.

Test przy wejściu do samolotu. Szybki skan zdrowia i trzeźwości

Stewardesy podczas powitania nie tylko patrzą nam w oczy, ale także analizują postawę, to, w jaki sposób się poruszamy, oraz reakcję na proste pytania. W ten sposób personel pokładowy wyłapuje osoby, które np. znajdują się pod wpływem alkoholu lub funkcjonują pod wpływem skrajnych emocji. Wszystko po to, aby zapobiec niebezpiecznym wydarzeniom na pokładzie, o których wielokrotnie pisaliśmy na łamach naTemat.

To jednak nie koniec. Oprócz potencjalnych zagrożeń personel pokładowy szuka w tłumie również pasażerów, którzy w sytuacjach kryzysowych mogliby służyć pomocą. Chodzi o osoby silne i sprawne fizycznie, które w razie ewakuacji będą w stanie pomóc przy otwieraniu wyjść awaryjnych czy przejąć część zadań pomocniczych.

Co ciekawe, dbałość o bezpieczeństwo na pokładzie kryje się nawet w drobnych gestach, których podczas lotu nawet nie zauważamy. To dlatego podczas startu i lądowania stewardesy siadają na własnych dłoniach. Pozycja ta chroni ich ręce przed urazami, dając pewność, że w razie wypadku będą sprawne, by rozpocząć akcję ratunkową.

Ryanair apeluje

Chociaż nie widzimy tego na pierwszy rzut oka, całe lotnictwo zaplanowane jest tak, by już od najmniejszego szczegółu dbać o bezpieczeństwo pasażerów na pokładzie. Ważną rolę odgrywa tutaj kwestia alkoholu. Branża lotnicza coraz głośniej mówi o problemie pijanych pasażerów, a na czele ruchu przeciwko piciu przed odlotem stanął szef Ryanaira. Irlandzki przewoźnik domaga się wprowadzenia ograniczeń w sprzedaży alkoholu na lotniskach, zwłaszcza w godzinach porannych.

Pomysł ten budzi jednak opór ze strony właścicieli gastronomii. Branża gastronomiczna twierdzi, że restrykcje byłyby niewykonalne bez badania podróżnych alkomatami, a przepisy już teraz zabraniają obsługiwania osób wyraźnie nietrzeźwych.

Dla linii lotniczych pijani pasażerowie w samolocie to jednak nie tylko kwestia komfortu, ale przede wszystkim kosztów. Awantury na pokładzie regularnie zmuszają pilotów do awaryjnych lądowań, co paraliżuje siatkę połączeń. Głośno było m.in. o pasażerze lotu z Krakowa do Paryża, który po agresywnym ataku na współpasażerów zmusił załogę do powrotu na lotnisko w Balicach. Oprócz wyroku w zawieszeniu, krakowski sąd nakazał mu zapłatę odszkodowania – ponad 20 tysięcy złotych.