
Niedzielny wieczór na Majorce należał do bardzo niebezpiecznych. Pokojowy protest wymierzony w masową turystykę zakończył się brutalnym starciem z policją. Powodem rozpoczęcia wymiany ciosów miał być atak na podróżnych.
Majorka od lat zmaga się z problemem masowej turystyki, który coraz częściej zmusza lokalnych mieszkańców do organizowania masowych protestów. Ostatni z nich miał miejsce w niedzielę 26 lipca i nie miał żadnego związku z falą protestów, która 27 lipca rozpoczęła się na miejscowym lotnisku. Niedzielne zgromadzenie przebiegało pokojowo. Jednak na chwilę przed końcem sytuacja wymknęła się spod kontroli.
Policja starła się z protestującymi na Majorce. Powodem atak na turystów
Niedzielne wydarzenie miało o wiele większy zasięg niż dotychczasowe strajki. Według organizatorów miało w nim wziąć udział nawet 70 tys. osób. Policja policzyła natomiast, że w tłumie znajdowało się ok. 20 tys. uczestników. Cały protest przebiegał pokojowo do momentu, kiedy tłum dotarł na teren Ses Voltes. Części uczestników zgromadzenia nie wpuszczono do miejsca, w którym miał zostać odczytany końcowy manifest. To rozwścieczyło tłum.
Niewpuszczeni strajkujący zaczęli rzucać w kierunku funkcjonariuszy butelkami i gałęziami. "Majorca Daily" informuje, że kiedy obiektem ataku grupy liczącej ok. 350-400 osób zostali turyści, funkcjonariusze wkroczyli do akcji. "Zaatakowali turystów i właściciela kiosku, rzucając w naszych funkcjonariuszy kamieniami, kijami i butelkami" – przekazały lokalne władze. W związku z nagłą eskalacją oddano strzały ostrzegawcze, a także wykonano kilka szarż. Wcześniej serwis informował także, że policjanci strzelali gumowymi kulami w kierunku demonstrantów.
Efektem tego starcia jest w sumie 12 rannych osób. 8 z nich to protestujący. Dwie osoby z nieco poważniejszymi obrażeniami zostały przewiezione do szpitala. Obrażenia odniosło także 4 policjantów, z czego jeden ma złamany palec.
Dlaczego jednak protestujących nie wpuszczono na plac? Organizatorzy od początku wiedzieli, że tak będzie. Lokalne władze poinformowały ich, że z powodu ograniczeń technicznych na miejsce będzie mogła dotrzeć tylko określona liczba osób. Zasugerowano nawet przeniesienie uroczystego zakończenia protestu w inne miejsce, ale z powodu problemów z nagłośnieniem nie zgodzono się na zmianę lokalizacji.
Zobacz także
Majorka potrzebuje rozwiązań. Turyści nie muszą być tam wrogami
Problem letniego przeludnienia na Majorce daje się we znaki od wielu lat, jednak dopiero od niedawna poważnie eskaluje. Mieszkańcy mają dość rosnących cen wynajmu mieszkań, podwyższania kosztów życia, problemów z dostępem do wody, zanieczyszczania ich środowiska, aż wreszcie tłumów odwiedzających, przez których wiele osób wprost unika Palmy, czyli największego miasta na wyspie.
Hugh Morgan, brytyjski ekspert ds. turystyki związany z Balearami od ok. 60 lat, zaznaczył w rozmowie z "Majorca Daily", że Majorka potrzebuje turystów, bo to główne źródło utrzymania dla lokalnej społeczności i podstawa ich gospodarki. "Kontrast dzisiaj był uderzający: w porze lunchu Palma tętniła życiem, sukcesem i była pełna energii; wieczorem niektóre części miasta były zamknięte, intensywnie patrolowane" – zaznaczył ekspert.
"Jak na wyspę, której gospodarka i międzynarodowa reputacja są tak silnie zależne od gościnności, był to bardzo smutny obraz podziałów, jakie narosły wokół turystyki. Rozwiązaniem musi być z pewnością lepsze planowanie, skuteczniejsza regulacja i bardziej zrównoważony model – a nie wrogość wobec ludzi, którzy tu przyjeżdżają, wydają pieniądze i pomagają wspierać gospodarkę Majorki" – dodał Morgan.
Problem, jakim jest masowa turystyka na Majorce, z każdym rokiem dotyka kolejnych miast, wysp i całych krajów – overtourism to rosnący problem, z którym lokalne władze całkowicie sobie nie radzą. Każdy szuka jednak własnej drogi. W Edynburgu został wprowadzony podatek, przez co szkocka stolica trafiła na listę 5 miejsc, które dobiorą się do kieszeni turystów w 2026. Barcelona chce całkowicie zlikwidować rynek wynajmu krótkoterminowego, Wenecja pobiera natomiast opłaty od jednodniowych turystów przez 60 dni w roku. Czy jednak którakolwiek z tych metod działa? Aktualnie turystów i tak jest tam pod dostatkiem, a protesty na Majorce pokazują, jak napięta pozostaje atmosfera w kurortach.






