
Wniosek o ekstradycję Zbigniewa Ziobry trafił do Waszyngtonu. To dopiero początek drogi, która prowadzi przez Departament Stanu, Departament Sprawiedliwości, sąd federalny i gabinet sekretarza stanu USA. Wyjaśniamy, jak wygląda ta procedura i w którym miejscu może się zatrzymać.
W poniedziałek 27 lipca gruchnęła wiadomość, Zbigniew Ziobro w USA może długo nie zabawić. Polska prokuratura skierowała wniosek o ekstradycję polityka PiS ze Stanów Zjednoczonych. Informację o tym, że dokument jest wysyłany za pośrednictwem MSZ, podało jako pierwsze RMF FM, a nieoficjalnie potwierdziła ją PAP. Na poniedziałkowym briefingu rzeczniczka prokuratora generalnego prok. Anna Adamiak przekazała, że drogą dyplomatyczną, za pośrednictwem ministra sprawiedliwości, przekazano władzom USA wniosek o ekstradycję i tymczasowe aresztowanie byłego ministra.
I tu pierwsza rzecz, która zmienia obraz sprawy: wniosek nie obejmuje wszystkich zarzutów. Jak podała Prokuratura Krajowa w komunikacie, dotyczy 19 z 26 czynów opisanych w postanowieniu. Zakres określono z uwzględnieniem stanowiska Sądu Okręgowego w Warszawie, wyrażonego w uzasadnieniu jednego z lipcowych postanowień. Innymi słowy: śledczy sami wycięli siedem zarzutów, żeby nie dać amerykańskiemu sądowi punktu zaczepienia. Dokument opracował Zespół Śledczy nr 2 Prokuratury Krajowej, pismo przewodnie podpisał prokurator generalny, a całość – wraz z załącznikami i tłumaczeniem na angielski – trafiła do Ambasady RP w Waszyngtonie, skąd ma zostać przedłożona sekretarzowi stanu Marco Rubio.
Były szef resortu sprawiedliwości przebywa w USA od maja. Wcześniej kilka miesięcy spędził na Węgrzech, gdzie wraz z żoną otrzymał ochronę międzynarodową od rządu Viktora Orbána. Po zmianie władzy w Budapeszcie status ten cofnięto, a Zbigniew Ziobro zamienił Węgry na USA. Jak podawano, do USA dostał się furtką: na wizie przeznaczonej dla przedstawicieli zagranicznych mediów, w związku z zapowiadaną współpracą z TV Republika.
Ekstradycja Ziobry z USA? Zapowiada się amerykański tor przeszkód
– Biorąc pod uwagę fakt, że Zbigniew Ziobro prawdopodobnie ukrywa się w USA, mógłbym powiedzieć, że to pytanie do innego Donalda – powiedział w poniedziałek podczas konferencji prasowej premier Donald Tusk, pytany o ewantualną ekstradycję posła PiS. Szef rządu miał oczwyście na myśli Donalda Trumpa.
Ścieżka prawna w sprawie Ziobry – przypomnijmy – zaczęła się pod koniec 2025 roku, gdy Sejm zgodził się na jego zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie. Prokuratura postawiła politykowi PiS 26 zarzutów w śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości – od kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, przez wydawanie podwładnym poleceń łamania prawa w celu zapewnienia dotacji wybranym podmiotom, po ingerowanie w przygotowanie ofert konkursowych. Ziobro konsekwentnie odrzuca zarzuty, drwi z Waldemara Żurka i Donalda Tuska, twierdząc, że cała sprawa ma charakter polityczny.
W lutym Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa zgodził się na areszt, następnie prokuratura wydała list gończy. Próba uruchomienia Europejskiego Nakazu Aresztowania nie powiodła się – w lipcu warszawski sąd okręgowy odmówił jego wydania. Kluczowe okazało się natomiast uprawomocnienie się decyzji o tymczasowym aresztowaniu. Bez tego prokuratura nie chciała ryzykować wystąpienia do Waszyngtonu.
Podstawą do ekstradycji Ziobry z USA jest umowa z 1996 roku
Ekstradycję między Polską a USA reguluje dwustronna umowa podpisana w Waszyngtonie 10 lipca 1996 roku, która weszła w życie 18 września 1999. Została ona zmodyfikowana umową dostosowawczą sporządzoną w Warszawie 9 czerwca 2006, wdrażającą Porozumienie o ekstradycji między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi z 25 czerwca 2003. Sama umowa dostosowawcza weszła w życie 1 lutego 2010. Co ciekawe, dokument z 2006 roku podpisał ze strony polskiej ówczesny minister sprawiedliwości – Zbigniew Ziobro.
Umowa formalnie dopuszcza wystąpienie o ekstradycję na podstawie nieprawomocnego postanowienia o areszcie. Praktyka jest jednak inna i to ona zdeterminowała harmonogram polskich śledczych – niektóre sądy federalne oczekują po prostu orzeczenia prawomocnego.
Warto rozróżnić dwie rzeczy, które prokuratura wysłała jednym pakietem. Wniosek o wydanie to procedura zasadnicza, opisana niżej – długa, sądowa, zakończona decyzją polityczną. Wniosek o tymczasowe aresztowanie to tryb pilny z art. 12 umowy, pomyślany tak, by poszukiwany nie zdążył zniknąć, zanim dokumenty przejdą całą drogę. Ma jednak własny zegar: osobę tymczasowo aresztowaną zwalnia się, jeżeli w ciągu 60 dni od zatrzymania strona amerykańska nie otrzyma formalnego wniosku o wydanie wraz z kompletem dokumentów. Zwolnienie nie zamyka sprawy, czyli nie wyklucza późniejszego ponownego aresztowania, jeśli dokumenty dotrą z opóźnieniem.
Amerykańska droga wniosku o ekstradycję
Po przekazaniu drogą dyplomatyczną wniosek trafia najpierw do Departamentu Stanu, gdzie Biuro Doradcy Prawnego sprawdza go pod kątem formalnym: czy mieści się w traktacie i czy dokumenty są kompletne. Stamtąd sprawa wędruje do Departamentu Sprawiedliwości, do Office of International Affairs w Wydziale Karnym. To pierwsze realne sito. OIA ocenia, czy wniosek da się obronić przed sądem federalnym – przede wszystkim pod kątem podwójnej karalności i wystarczalności materiału dowodowego. Może odesłać dokumenty do uzupełnienia albo w ogóle nie nadać im biegu.
Wyjaśnijmy: zasada podwójnej karalności to kluczowy wymóg tej procedury. Oznacza, że czyny zarzucane byłemu ministrowi muszą być przestępstwami zarówno w polskim, jak i w amerykańskim porządku prawnym.
Jeśli wniosek przejdzie tę ocenę, trafia do prokuratury federalnej właściwej dla miejsca pobytu poszukiwanego. Amerykański prokurator występuje wtedy przed sądem jako reprezentant interesu Polski, składa wniosek i uzyskuje nakaz aresztowania, wykonywany przez US Marshals (to najstarsza amerykańska agencja policji federalnej, podlegająca Departamentowi Sprawiedliwości).
Zobacz także
Rozprawa, która nie jest procesem
Najczęściej mylnie rozumiany etap to rozprawa ekstradycyjna. Sąd amerykański nie bada bowiem winy. Sprawdza jedynie tożsamość zatrzymanego, obowiązywanie traktatu, podwójną karalność każdego zarzutu, brak przedawnienia oraz tzw. probable cause, czyli standard uprawdopodobnienia znacznie łagodniejszy od tego, którego wymaga wyrok skazujący.
Nie stosuje się tam standardowych reguł dowodowych, nie ma postępowania wyjaśniającego, a obrona nie może przedstawiać dowodów obalających – jedynie wyjaśniające. Obowiązuje też zasada non-inquiry: sędzia federalny nie ocenia jakości wymiaru sprawiedliwości państwa wzywającego.
Od pozytywnej decyzji sądu nie przysługuje zwykła apelacja. Jedyną drogą obrony jest odrębny wniosek habeas corpus do sądu. Od jego oddalenia przysługuje już apelacja do sądu apelacyjnego, a na końcu można próbować wniosku o certiorari do Sądu Najwyższego USA – ten jednak przyjmuje sprawy według własnego uznania i odmawia w zdecydowanej większości przypadków.
Na samym końcu stoi sekretarz stanu USA, którego decyzja jest w pełni uznaniowa. Może odmówić wydania mimo pozytywnego orzeczenia sądu – z powodów humanitarnych, wynikających z konwencji przeciwko torturom, albo po prostu politycznych.
Jest jeszcze reguła, która sprawia, że poniedziałkowa decyzja prokuratury o zawężeniu wniosku ma trwałe skutki. Zasada specjalności oznacza, że państwo, któremu wydano poszukiwanego, może go ścigać wyłącznie za czyny objęte wnioskiem ekstradycyjnym. Jeśli ekstradycja się powiedzie, Polska będzie mogła prowadzić postępowanie co do 19 czynów. Pozostałych siedmiu – bez odrębnej zgody strony amerykańskiej – już nie.
Gdzie sprawa Ziobry może się zatrzymać
Trzy punkty wydają się najbardziej newralgiczne. Po pierwsze, zorganizowana grupa przestępcza. Polski art. 258 Kodeksu karnego nie ma prostego odpowiednika w prawie amerykańskim, a tamtejsze konstrukcje – RICO czy conspiracy – są budowane inaczej i wymagają wykazania innych elementów. To naturalne pole ataku dla obrony.
Amunicji dostarczył obronie sam polski sąd odwoławczy, wskazując, że część zarzutów może być nieuprawdopodobniona. Prokurator generalny Waldemar Żurek mówił wprost, że wniosek musi być sformułowany tak, by amerykański sąd nie mógł podważyć żadnego punktu. Zawężenie do 19 czynów jest właśnie odpowiedzią na to ryzyko, ale sąd w USA może i tak certyfikować tylko część z nich. W końcu, jest jeszcze wątek polityczny. Umowa wyklucza ekstradycję za czyny o charakterze czysto politycznym. Klasycznie rozumie się przez to jednak zdradę, szpiegostwo czy bunt, a nie przestępstwa urzędnicze i korupcyjne. Argument o "prześladowaniu politycznym" byłby więc kierowany raczej do sekretarza stanu – w ramach jego uznaniowej decyzji – niż do sędziego.
Równolegle biegnie inna, formalnie niezależna ścieżka. Jak pisaliśmy w naTemat.pl, minister Żurek wysłał do amerykańskiej służby imigracyjnej ICE pismo z pytaniem, na jakiej podstawie prawnej Ziobro przebywa w USA, wskazując na zarzuty polskiej prokuratury. Utrata statusu wizowego i deportacja to procedura administracyjna – potencjalnie znacznie szybsza niż ekstradycja.
Działa to jednak w obie strony. Złożenie wniosku o azyl uruchomiłoby odrębne postępowanie imigracyjne, które formalnie nie blokuje ekstradycji, ale w praktyce daje podstawę legalnego pobytu na czas rozpoznania sprawy.
Ile to potrwa? Prokuratura nie ukrywa, że mowa o perspektywie liczonej w miesiącach, a być może w kilkudziesięciu miesiącach. Sam etap Departamentu Stanu i OIA to zwykle kwestia miesięcy. Rozprawa ekstradycyjna – kolejnych kilku. Postępowanie habeas corpus wraz z apelacją potrafi rozciągnąć sprawę na lata. A na końcu i tak czeka decyzja polityczna, na którą wpływ ma stan relacji polsko-amerykańskich.
– Będziemy zgodnie z prawem szukali wszystkich dostępnych sposób, aby politycy, na których ciążą tak poważne oskarżenia stanęli prędzej czy później przed polskim sądem — powiedział w poniedziałek premier Donald Tusk. – Kiedy mamy do czynienia z uciekinierami, wymaga to dobrej współpracy z rządami innych krajów. Jak wiecie, po zmianie władzy na Węgrzech mamy świetną współpracę z rządem węgierskim. Czekamy na pozytywne sygnały z Waszyngtonu. Czy one nadejdą? Nie wiem – dodał.






