
Przez ponad stulecie "Zakazana Wyspa" była jednym z najbardziej niedostępnych miejsc na Ziemi. Teraz powoli otwiera się na turystów. Wycieczka do tego odizolowanego raju jest już możliwa, choć zasady dyktowane przez właścicieli są naprawdę bezkompromisowe.
Oddalona o kilkadziesiąt kilometrów na zachód od popularnej hawajskiej wyspy Kauaʻi, Niʻihau stanowi zupełnie inny świat. Podczas gdy reszta archipelagu Hawajów przekształciła się w popularne kurorty turystyczne, tutaj czas w pewnym sensie się zatrzymał.
Przez ostatnie sto lat na wyspę nie miał wstępu żaden podróżnik. Nawet krewni osób zamieszkujących Niʻihau musieli ubiegać się o zezwolenie od właścicieli, by móc ich odwiedzić. Teraz reguły ulegają liberalizacji (chociaż wyspie wciąż daleko do klasycznego kurortu). To już kolejna słynna wyspa, która wraca na mapę podróżnych.
Wyspa Niʻihau. 630 dolarów za trzy godziny w innym świecie
Jak podaje magazyn "Surfer", nowa oferta wstępu na "Zakazaną Wyspę" kierowana jest do poszukiwaczy wrażeń, jednak portfele chętnych muszą być zasobne (choć dla najbogatszych, którzy wynajmują prywatne wyspy i jachty, to kwota niemal symboliczna). Bilet na podróż kosztuje około 630 dolarów (ponad 2,3 tys. złotych) od osoby, a żeby w ogóle dostać pzowolenie na odwiedzenie wyspy, wymagana jest co najmniej pięcioosobowa grupa.
Jak można się tam dostać? Uczestnicy startują helikopterem z zachodniej części wyspy Kauaʻi. Wyprawa trwa około trzech godzin, a lądowanie odbywa się na odizolowanym fragmencie wybrzeża. Wycieczkowicze mają czas na spacer po brzegu, nurkowanie z maską, pływanie oraz zbieranie muszli. W cenę wliczono również posiłek.
Zobacz także
Ekskluzywne zwiedzanie, ale... bez wstępu do wioski
Chociaż turyści mogą teraz odwiedzić wyspę, właściciele dbają o to, by prywatność mieszkańców i ekosystem wyspy nie ucierpiały. Na Niʻihau nie ma hoteli, restauracji, sklepów i jakiejkolwiek infrastruktury turystycznej. Turyści nie mogą zorganizować sobie tam noclegu, a zakres wizyty ogranicza się do wyznaczonego odcinka plaży. Przedostanie się w głąb lądu, odwiedziny w domach lokalnej społeczności czy wizyta w osadzie Puʻuwai pozostają zakazane. Po upływie trzech godzin helikopter zabiera turystów z powrotem na Kauaʻi.
Historia izolacji Niʻihau sięga 19. wieku. W 1864 roku Elizabeth Sinclair, zamożna wdowa pochodzenia szkockiego, zakupiła wyspę o powierzchni około 180 km kw. od Królestwa Hawajów za 10 tysięcy dolarów płatnych w złocie. Od tamtej pory wyspa pozostaje w rękach jej potomków, rodziny Robinsonów. Obecnie zarządzają nią bracia Bruce i Keith Robinsonowie.
Decyzje o wyizolowaniu wyspy zapadły około 1915 roku, kiedy to właściciele wprowadzili zasadę wstępu wyłącznie za pozwoleniem. W połowie XX wieku obostrzenia wzmocniono, m.in. z obawy przed epidemiami (w tym wirusem polio). Najważniejszą przyczyną pozostaje ochrona rdzennej kultury. Niʻihau to dziś ostatnie miejsce, w którym dialekt hawajski (odmiana Niʻihau) przetrwał jako codzienny język całej lokalnej społeczności. Zwiedzanie tego miejsca to z pewnością zupełnie inne doświadczenie, niż odwiedzanie kraju borykającego się z masową turystyką.






