Intruz w samolocie Austrian Airlines
Austrian Airlines Fot. Markus Mainka/Shutterstock

Chociaż sytuacja może wydawać się kuriozalna, załodze, która podczas przygotowywania samolotu do rejsu odkryła, że nie jest sama, wcale nie było do śmiechu. Na jednym z lotnisk naszego sąsiada doszło do szeregu zaniedbań, które umożliwiły włamanie do zaparkowanego samolotu.

REKLAMA

Włamania na teren lotniska nie zdarzają się często, bo porty lotnicze należą do jednych z najlepiej chronionych obiektów. Długa historia wypadków i niedociągnięć w lotnictwie sprawia, że kwestie bezpieczeństwa – w tym skanery CT i kontrola bezpieczeństwa – wysuwają się na pierwszy plan. Jednak tym razem systemy zabezpieczające ewidentnie zawiodły. Na Słowacji na pokładzie samolotu znaleziono nad ranem mężczyznę, który poprzedniej nocy włamał się do maszyny.

Włamanie do samolotu w Koszycach

O incydencie na lotnisku w Koszycach (Słowacja), poinformował "The Slovak Spectator". W nocy z 22 na 23 lipca mężczyzna spędził kilka godzin w niemal pustym terminalu lotniska. Podczas swojego pobytu zdążył wejść do zamkniętej kawiarni, gdzie przygotował sobie kawę, po czym skierował się w stronę płyty lotniska, omijając strefę bezpieczeństwa. Mężczyzna wszedł po podstawionych schodach do otwartego samolotu linii Austrian Airlines, a następnie usiadł w pierwszym rzędzie foteli i po prostu... zasnął.

Intruz został znaleziony następnego ranka przez załogę przygotowującą maszynę do lotu. Obudzony mężczyzna zachował się jednak spokojnie. Miał jedynie zapytać, czy samolot już odleciał. Na miejsce została wezwana policja, a incydent doprowadził do opóźnienia lotu o ok. dwie godziny. Całą maszynę gruntownie przeszukano. Całą maszynę gruntownie przeszukano – a lotniskowe procedury potrafią wywrócić rozkład do góry nogami, jak wtedy, gdy w Poznaniu samoloty Ryanaira odleciały bez pasażerów.

Wypadek na pokładzie Ryanaira mrozi krew w żyłach

Chociaż historia ze Słowacji wydaje się zabawna, fakt, że mężczyzna z taką łatwością mógł obejść zabezpieczenia, jest tak naprawdę dużym powodem do niepokoju. W tym miesiącu to nie pierwsza historia, która pokazuje, że nawet w lotnictwie nie wszystkie procedury działają tak, jak założono.

Na łamach naTemat pisaliśmy już o skrajnie niebezpiecznej sytuacji, która wydarzyła się na pokładzie Ryanaira 10 lipca 2026 roku. Podczas rejsu z Salonik do Niemiec doszło do awarii silnika. Jego fragment oderwał się od maszyny i uderzył w okno, przy którym siedział 61-letni pasażer z Serbii. Mężczyznę od razu wyssało z pokładu, przez co przez dłuższą chwilę górna część jego ciała znajdowała się poza pokładem samolotu.

Jakiś czas później poszkodowany udzielił wywiadu brytyjskiemu dziennikowi "The Guardian", w którym zdradził, jak dokładnie potoczyły się sprawy na pokładzie. Na pomoc ruszyli mu współpasażerowie, którym udało się wciągnąć go z powrotem na pokład samolotu.

Personel miał okazać się sparaliżowany strachem. Podczas wywiadu mężczyzna przyznał, że życie uratował mu wyłącznie fakt, że podczas lotu miał zapięty pas. Podziękował również za pomoc pasażerów siedzących bezpośrednio wokół niego.

Jeżeli ta historia nie przekona was do zapięcia pasów nawet po osiągnięciu wysokości przelotowej, to sama już nie wiem, co.