Wpadka Wizz Aira
Wizz Air Fot. Markus Mainka/Shutterstock

Kilka dni niepewności i zmienione plany urlopowe – z taką rzeczywistością mierzyli się w ostatnich dniach niektórzy pasażerowie Wizz Aira. Węgierski przewoźnik bez uprzedzenia modyfikował ich rezerwacje. Po nagłośnieniu sprawy w mediach linia wycofała się z tych decyzji.

REKLAMA

Całe zamieszanie z linią Wizz Air wyszło na jaw pod koniec ubiegłego tygodnia, gdy do ekspertów portalu branżowego "Fly4free" zaczęli zgłaszać się zdenerwowani podróżni. Aplikacja Wizz Aira zaczęła wysyłać powiadomienia o korektach w rozkładach ich lotów, jednak prawdziwy problem polegał na tym, jak te wiadomości traktowała sama aplikacja. Wystarczyło otworzyć komunikat, aby algorytm uznał to za akceptację nowego harmonogramu. Od tego momentu możliwość edycji terminu i godziny zostawała zablokowana, a pasażerowie zostawali z lotem, który często mijał się z celem ich wyjazdu.

Afera z Wizz Airem. Wakacje skrócone do 35 minut

Wśród poszkodowanych znaleźli się m.in. podróżni wylatujący z lotniska w Katowicach do Portugalii i na Cypr. Zmiany narzucone przez przewoźnika doprowadziły do absurdalnych sytuacji. Jeden z pasażerów, który planował czterodniowy urlop w Porto, po modyfikacji dowiedział się, że jego lot powrotny zaplanowano na ten sam dzień co przylot, i to zaledwie 35 minut po wylądowaniu. Oznaczało to, że aby wrócić do domu, musiałby od razu po opuszczeniu samolotu w pół godziny odebrać bagaż, przejść przez odprawę i ponownie stawić się przy bramce.

Początkowo linia nie oferowała żadnej możliwości rozwiązania problemu. Przełom nastąpił po reakcji poszkodowanych i publikacji artykułów opisujących te nieuczciwe praktyki.

Wizz Air przeprasza pasażerów

Jak podaje "Fly4free", węgierski przewoźnik wysłał już do klientów wiadomości z informacją o rozpoczęciu śledztwa w sprawie usterki. Co najważniejsze dla samych podróżnych – w końcu odblokowano im możliwość zarządzania rezerwacjami.

Pasażerowie, których wyjazdy zostały zrujnowane przez błąd aplikacji, otrzymali możliwość wyboru nowych terminów, a nawet opcję zmiany kierunku. Część osób wykorzystało tę okazję do modyfikacji swoich planów, zamieniając np. Porto na wylot do Lizbony. Sprawa skończyła się pomyślnie, choć niesmak po braku początkowej współpracy na pewno pozostanie na dłużej. Jednak na razie na wynikach tanich linii takie wpadki na razie się nie odbijają – widać wręcz dwucyfrowe wzrosty na polskich lotniskach.