
Chwila nieuwagi i kilka kroków za dużo wystarczyły, by doszło do niebezpiecznej sytuacji. W Puszczy Białowieskiej turysta zignorował "sferę prywatną" żubra. Rozwścieczone zwierzę bez namysłu zareagowało i powaliło mężczyznę na ziemię. Nagranie opublikowane przez świadka jest ostrzeżeniem dla wszystkich odwiedzających lasy i tereny, na których żyją dzikie zwierzęta.
Co roku do przestrzeni publicznej trafiają informacje na temat, łagodnie to ujmując, nieroztropnych zachowań turystów w kontekście mieszkańców polskich lasów. Interakcja z dziką zwierzyną może skończyć się tragicznie, jak to miało miejsce w przypadku ataku niedźwiedzia na 58-letnią kobietę w kwietniu tego roku.
Strachu z pewnością najadł się uczestnik kolejnego niebezpiecznego zdarzenia, tym razem z obszaru Puszczy Białowieskiej. Niedawno w mediach społecznościowych pojawiło się nagranie udostępnione przez fotografa Grzegorza Ryńskiego (a nagrane przez jego żonę) na Facebooku. Mężczyzna udostępnia je "ku przestrodze". Co na nim widzimy?
"Mężczyzna podszedł zbyt blisko żubra i wszedł w jego strefę bezpieczeństwa. Zwierzę zareagowało obronnie, przewracając mężczyznę" – relacjonuje fotograf.
Atak żubra w Puszczy Białowieskiej. Na szczęście nic się nie stało
Świadkowie zdarzenia błyskawicznie zainterweniowali. "Gdy mężczyzna leżał już na ziemi, krzyczeliśmy do niego, żeby się nie ruszał, ponieważ żubr wciąż był bardzo blisko, a każdy gwałtowny ruch mógł sprowokować kolejny atak" – czytamy we wpisie Grzegorza Ryńskiego.
Fotograf zdecydował się odciągnąć uwagę żubra, podjeżdżając do niego samochodem. W reakcji zwierzę oddaliło się od powalonego turysty, który mógł bezpiecznie oddalić się z miejsca ataku.
Poza udostępnieniem nagrania mężczyzna zwrócił się do internautów z ważnym apelem: "Żubr nie jest maskotką. To dzikie zwierzę ważące nawet kilkaset kilogramów i w momencie zagrożenia potrafiące być bardzo niebezpieczne. Zachowujcie bezpieczny dystans (minimum 50 metrów) i nigdy nie podchodźcie do żubrów, nawet jeśli wydają się spokojne. Jedna nieprzemyślana decyzja może skończyć się tragedią".
Podchodzenie do dzikich zwierząt to niezbyt mądry pomysł
Przypadek z Puszczy Białowieskiej nie jest odosobniony. Kilka tygodni temu amerykańskie media obiegła informacja o ataku bizona na turystów w parku Yellowstone. Jak podało ABC News, w jego wyniku bizon wyrzucił starszego mężczyznę w powietrze na wysokość ponad 8 stóp (2,44 metra). Turysta przeżył atak, nie obyło się jednak bez uszczerbku na zdrowiu.
Uszczerbek na zdrowiu to jedno, ale pamiętajmy także o potencjalnych karach finansowych. Dwa lata temu Polak, który pomimo zakazu zbliżył się do morsów na Svalbardzie, został ukarany grzywną w wysokości 1100 dolarów.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Oczywiście, nie zawsze to ludzie podchodzą do dzikich zwierząt. Fauna coraz śmielej wchodzi do miast, a niektórzy jej przedstawiciele są obserwowani już w ścisłych centrach polskich metropolii. Kilka lat temu informowaliśmy o dzikach, które urządziły sobie spacer pod... Wawelem w Krakowie. W tym mieście dzikie zwierzęta stają się coraz większym problemem – przykładowo, w czerwcu tego roku locha zaatakowała wózek z małym dzieckiem na tamtejszym osiedlu Kliny.
Niezależnie jednak od tego, czy jesteśmy w lesie, czy w miejskiej dżungli, postępowanie jest takie samo – należy unikać kontaktu z dziką zwierzyną (nawet jeśli to "tylko" dokarmianie lub szybkie selfie), w uzasadnionych przypadkach o obecności zwierząt warto powiadomić lokalne służby (leśne lub miejskie), a w sytuacji, gdy dorosłym przedstawicielom fauny towarzyszą młode, trzeba zachować szczególną ostrożność – natychmiast (ale dyskretnie) oddalając się od miejsca, gdzie je zaobserwowaliśmy.






