
Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował o kolejnym już przechwyceniu rosyjskiego samolotu Ił-20M w pobliżu granic Polski. W ostatnich dniach jest to dość nagminną sytuacją nad Morzem Bałtyckim, gdzie wielokrotnie dochodziło do podobnych prowokacji Rosji w pobliżu wschodniej flanki NATO.
Po tym, jak 30 lipca w miejscowości Tarnawa-Kolonia spadł pocisk manewrujący Ch-101 z Rosji, w naszym kraju narosło spore zaniepokojenie. Wschodnia granica Polski nie jest jednak jedynym obszarem, gdzie dochodzi do incydentów z udziałem sił rosyjskich. Na północy, nad Morzem Bałtyckim, lotnictwo Federacji Rosyjskiej wielokrotnie bowiem dokonuje przelotów, które wymagają reakcji polskich myśliwców.
Rosyjski samolot rozpoznawczy Ił-20 w pobliżu Koszalina
Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował we wtorek 4 sierpnia o kolejnym incydencie nad Morzem Bałtyckim z udziałem rosyjskiej maszyny rozpoznawczej. Z przekazanych informacji wynika, że samolot Ił-20 znajdował się niecałe 60 km od Koszalina, co wymusiło odpowiednią reakcję polskich pilotów.
"Dziś przed południem kolejne przechwycenie rosyjskiego samolotu rozpoznawczego Ił-20M. Tym razem dyżurna para naszych samolotów przechwyciła samolot rozpoznawczy FR 56 km na północny zachód od Koszalina" – przekazał szef MON w serwisie X.
Jak krótko wyjaśnił minister, są to celowe operacje stosowane przez rosyjskie dowództwo. "Rosja po raz kolejny prowadzi działania o charakterze prowokacyjnym w pobliżu granic państw NATO, sprawdzając czujność i gotowość systemów obrony Sojuszu" – napisał Kosiniak-Kamysz. Dodajmy, że wojsko ostrzegało również przed czarnym scenariuszem dla Polski, w którym nad wschodnią flanką Sojuszu pojawia się rój bezzałogowców.
Zobacz także
Seria przechwyceń rosyjskich samolotów w ciągu zaledwie trzech tygodni
To jednak nie koniec podobnych incydentów. Analizując komunikaty publikowane w serwisie X przez szefa MON, w ciągu ostatnich trzech tygodni możemy doliczyć się co najmniej czterech tego typu sytuacji nad Bałtykiem, nie wliczając tej wtorkowej.
W poniedziałek 3 sierpnia szef MON informował o niemal bliźniaczej procedurze. "60 kilometrów na północny zachód od Łeby nad Bałtykiem dyżurna para naszych samolotów przechwyciła rosyjski samolot rozpoznawczy Ił-20" – napisał. I dodał, że "maszyna wykonywała lot w międzynarodowej przestrzeni bez planu lotu i włączonego transpondera".
Wcześniej, 31 lipca, miała miejsce praktycznie identyczna akcja. Jak relacjonował minister, "para dyżurna naszych F-16, 40 kilometrów na północ od Kołobrzegu przechwyciła rosyjski samolot rozpoznawczy Ił-20". W tym przypadku rosyjska maszyna również wykonywała lot w międzynarodowej przestrzeni powietrznej, nie zgłaszając wcześniej jego planu ani nie włączając transpondera.
Z kolei 16 lipca Władysław Kosiniak-Kamysz informował, że "para dyżurna polskich myśliwców z Malborka dokonała przechwycenia dwóch rosyjskich Su-30". Były to dokładnie Su-30SM2 z Rosji przechwycone nad Bałtykiem, czyli zmodernizowane maszyny wielozadaniowe startujące z Królewca. Niedługo później nastąpiło "dodatkowe przechwycenie rosyjskiego samolotu rozpoznawczego Ił-20, 30 km na północ od Jastrzębiej Góry". Jak wskazał szef MON, po zakończeniu eskorty przez polskich pilotów, rosyjski samolot został przejęty przez samoloty szwedzkie.
Warto podkreślić, że we wszystkich opisywanych przypadkach działania te odbywały się nad wodami międzynarodowymi. Dowództwo wojskowe potwierdza, że we wspomnianych sytuacjach nie stwierdzono naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej. W tle tych incydentów trwa jednocześnie rozbudowa sił zbrojnych – Polska chce mieć największą armię w Europie do 2030 roku.






