
W czwartek 30 lipca na Lubelszczyźnie doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjską rakietę. Incydent postawił od rana na nogi całą Polskę, w tym także przedstawicieli władz. Gdy kurz już trochę opadł, swoje dwa grosze postanowił jeszcze dorzucić Jarosław Kaczyński.
W czwartek 30 lipca około godziny 3:50 w nocy mieszkańcy Lubelszczyzny przeżyli chwile grozy, kiedy ze snu wybudziły ich syreny alarmowe, a także wielki wybuch, który zarejestrowały nagrania. Przy miejscowości Tarnawa-Kolonia doszło bowiem do eksplozji, która pozostawiła po sobie 10-metrowy krater. Najprawdopodobniej, zgodnie z ustaleniami ukraińskiego MSZ, incydent spowodowany był uderzeniem rosyjskiej rakiety Ch-101 wystrzelonej z obwodu kurskiego.
Reakcja prezesa PiS i zarzuty wobec "Państwa Tuska"
Dopiero po godzinie 18:00 swoim zdaniem na temat incydentu zdecydował się podzielić Jarosław Kaczyński. Prezes Prawa i Sprawiedliwości najpierw zaczął od szybkiego nakreślenia powagi sytuacji, by potem sprawnie przejść już do głównego tematu, czyli krytykowania działań obecnej władzy.
"Państwo Tuska zawiodło na całej linii" – wskazywał. Jak zaznaczył, służby nie podjęły właściwych działań prewencyjnych, a ich reakcja była opóźniona. Na zakończenie dodał, że "dzisiaj nikt nie może czuć się bezpiecznie".
"Sytuacja jest bardzo poważna! Kolejny rosyjski pocisk na terenie Polski, a służby podległe rządowi nie reagują. Nie tylko nie było ostrzeżeń dla mieszkańców, ale także nie zadysponowano na czas służb na miejsce zdarzenia... O wszystkim dowiedzieliśmy się nie od instytucji państwowych, ale od dziennikarzy, którzy jako pierwsi byli na miejscu. To kompromitacja! Państwo Tuska zawiodło na całej linii. Dzisiaj nikt nie może czuć się bezpiecznie" – przekazał Jarosław Kaczyński w serwisie X.
Zobacz także
Syreny bez wyjaśnień i chaos informacyjny
Dzisiejszy nocny incydent przyniósł nie tylko panikę związaną z samym zdarzeniem, ale przede wszystkim z brakiem odpowiednich informacji. O godzinie 3:50 w większości powiatów województwa lubelskiego zawyły syreny alarmowe, jednak na telefony mieszkańców nie trafiła żadna wiadomość SMS z instrukcjami. Ciągły dźwięk, który odwoływał stan zagrożenia, rozległ się dopiero po kilkunastu minutach.
Sytuacja jest dla obywateli zaskakująca, ponieważ Rządowe Centrum Bezpieczeństwa regularnie informuje chociażby o silnym wietrze czy zagrożeniu czadem z piecyków. Tym razem, w obliczu naruszenia przestrzeni powietrznej i realnego niebezpieczeństwa, zabrakło jakiegokolwiek komunikatu, który tłumaczyłby powody wybudzenia setek tysięcy osób. W sieci szybko pojawiły się relacje zaniepokojonych ludzi, którzy wprost krytykowali brak dodatkowych informacji ze strony państwa.
Do tych zarzutów odniósł się gen. Roman Polko. W "Rozmowie naTemat" były dowódca GROM wskazuje, że obok samego zagrożenia największym problemem był właśnie chaos informacyjny. Mieszkańcy usłyszeli syreny, ale nie dowiedzieli się, co im grozi ani co powinni zrobić w tej sytuacji. – Nic tak nie podważa zaufania do państwa, jak brak informacji – ostrzega wojskowy i nazywa takie działania "traktowaniem ludzi jak idiotów".
Zupełnie inaczej sytuację ocenia były szef MON, Janusz Onyszkiewicz, który uważa, że służby zadziałały w tym przypadku prawidłowo. – Myślę, że w tym wypadku państwo zdało egzamin. Chociaż oczywiście są rzeczy do zrobienia – mówi w rozmowie z naTemat. Jak tłumaczy, uruchamianie alertu RCB w momencie, kiedy rakieta już spadła i żadne inne nie nadlatywały, byłoby po prostu niewłaściwe. – W związku z tym nie przesadzajmy. To nie był kataklizm, który nadciągał. Wszystko było pod kontrolą. Myślę, że naprawdę nie ma się do czego przyczepić. W stan gotowości zostały postawione nie tylko nasze środki, ale również sojusznicze, znajdujące się na naszym terytorium – podkreśla Onyszkiewicz.
Donald Tusk reaguje na skargi ws. alertów RCB i zapowiada zmiany
Głos w sprawie nieudanego powiadomienia mieszkańców zabrał sam premier. Donald Tusk na konferencji w Lublinie też się temu dziwił. "Oczywiście jest to pytanie, dlaczego nie było SMS-ów? Nazwijmy rzecz po imieniu. To ludzi zaniepokoiło, syrena była szybsza. Trzeba było szybko zawiadomić ludzi, że powstaje zagrożenie" – ocenił polityk.
Premier zapowiedział wdrożenie poprawek, o których już dyskutował z ministrem Marcinem Kierwińskim. "Musimy wprowadzić bezwzględnie zasadę, że po odwołaniu zagrożenia trzeba wysłać SMS-y do ludzi uspokajające. To bardzo szybko przygotujemy, o tym już rozmawialiśmy" – zadeklarował Donald Tusk.
Szef rządu uspokoił nastroje. "Nie ma żadnych powodów sądzić, że celem była Polska, ale dwa z tych obiektów naruszyły przestrzeń powietrzną Polski" – podkreślił Tusk. Dochodzenie zyska z kolei wsparcie sojuszników. "Amerykanie są zainteresowani, żeby uczestniczyć w postępowaniu wyjaśniającym" – oświadczył premier, dodając, że jest również w stałym kontakcie z prezydentem Karolem Nawrockim.






