
Donald Trump regularnie krytykuje jego rząd w swoich mediach społecznościowych i wypomina każdy możliwy kryzys. Giorgia Meloni zrywa z nim ważne porozumienie międzynarodowe. Donald Tusk sugeruje, by ten brał przykład z Polski, bo inaczej będzie miał kłopoty. Lokalna opozycja i media przyrównują go natomiast do Viktora Orbána. Tyle, że "czerwonego".
"Czerwony Orbán", "Orbán Południa" – skąd wzięło się to określenie? Alberto Núñez Feijóo, przewodniczący Hiszpańskiej Partii Ludowej określił w ten sposób w kwietniu Pedro Sáncheza. Jak podaje "El Mundo", według polityka Hiszpania wkracza na tę samą ścieżkę degradacji instytucjonalnej i anty-liberalizmu, którą realizował Viktor Orbán. "Po odejściu Orbána przyszedł czas na odejście Sáncheza z rządu Hiszpanii" – przekonywał Feijóo.
Polityk przedstawia liczne argumenty, które mają potwierdzać jego tezę. Odnosi się w nich także do kwestii, które z perspektywy polskiej brzmią dziwnie znajomo.
"Czerwony Orbán" – problemy z prawem? Czas uderzyć w sądy
– Ani na Węgrzech, ani w żadnym innym kraju Europy nie do pomyślenia jest, by premier pozostawał na stanowisku, gdy jego żona ma postawione zarzuty. Sytuacja, w której współmałżonka premiera jest czterokrotnie oskarżana, a szef rządu nie podaje się do dymisji, jest niedopuszczalna – mówił przewodniczący Partii Ludowej, odnosząc się do żony premiera – Begoñy Gómez, wobec której toczy się śledztwo. Dotyczy ono wykorzystania pozycji Sáncheza do załatwiania publicznych dotacji i kontraktów dla jej firmy.
Afera wybuchła w 2024 roku i wywołała prawdziwe polityczne trzęsienie ziemi w Hiszpanii. Sánchez rozważał nawet wtedy dymisje, ostatecznie jednak zrezygnował z tego pomysłu.
Pedro Sánchez odcina się od zarzutów kierowanych wobec członków jego rodziny. Przyjął nieco inną strategię. Działania systemu sprawiedliwości przedstawia jako nagonkę, "kampanię oszczerstw" i sugeruje, że za całą sytuacją stoi prawicowa opozycja. Polityk podważa w ten sposób niezależność sądów i zarzuca im polityczne motywacje. To ostatnie może akurat brzmieć dość znajomo. W Polsce działo się coś podobnego (zresztą na większą skalę) i miało nawet oficjalną nazwę – kampania "Sprawiedliwe sądy".
Węgier, Hiszpan i Chińczyk – trzy bratanki
Premierowi Hiszpanii (podobnie jak Orbánowi) zarzucane jest działanie na rzecz Chin. Sánchez wielokrotnie odbywał dyplomatyczne wizyty w Pekinie. Jak podaje Reuters, polityk we wrześniu 2024 roku apelował do przedstawicieli UE, by ci rozważyli wycofanie ceł na chińskie auta elektryczne i uniknięcie w ten sposób "wojny handlowej". Ostatecznie KE faktycznie nałożyła cła na auta z Dalekiego Wschodu (nawet 35 proc.), ale Hiszpania w trakcie głosowania wstrzymała się od poparcia pomysłu.
– Oddawanie przestrzeni demokratycznej reżimom niedemokratycznym jest zdradą wobec państw demokratycznych. Pozostaje zapytać: co dostajemy w zamian? – zastanawiał się Feijóo przytaczany przez "El Mundo".
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Warto zauważyć, że Orbán faktycznie bratał się z Chinami. Węgry w kontekście Pekinu określane były nie tylko jako otwarta bramą do Europy, ale wręcz przyczułek ChRL w UE i NATO. Budapeszt widział w Xi Jinpingu silnego sojusznika. Kiedy Orbán stracił władzę, "The Diplomat" określił to mianem "utraty najlepszego przyjaciela w Unii Europejskiej" z perspektywy chińskiej. Péter Magyar realizuje wobec Państwa Środka znacznie bardziej wstrzemięźliwą politykę.
Warto też zauważyć, że kiedy sytuacja Węgier zmieniła się po wyborach w tym roku, Chiny błyskawicznie zaczęły wzmacniać (dość silną nawet wcześniej) nić porozumienia z innym przedstawicielem w regionie. I to z takimi, którzy są mniej podatni na wpływ UE. Mowa tu oczywiście o Serbii i prezydencie Aleksandrze Vučićiu.
QUIZ: Kto to powiedział - Kaczyński czy Tusk?
1 / 20 Przepraszam bardzo, panie marszałku, ale ja bez żadnego trybu...
Autorytarny przywódca, który niedawno "zapowiedział złożenie rezygnacji" z urzędu, w maju odbył długą wizytę w Pekinie na zaproszenie samego Xi Jinpinga. Relacje pomiędzy Chinami a Serbią określana jest mianem "żelaznej przyjaźni".
Wracając jednak do Sáncheza, mówimy tu nie tylko o silnych więzach z Chinami, ale także o sprzeciwie premiera wobec polityki USA i Izraela. Hiszpania nie popiera kmapnii "Epic Fury" prowadzonej przez administrację Donalda Trumpa w Iranie. Premier kraju stawia na hasło "nie dla wojny", a jego rząd odmówił wojskom USA prawa do korzystania z baz wojskowych na terytorium Hiszpanii w związku z operacją na Bliskim Wschodzie.
Z tego powodu regularnie spotyka się z przytykami ze strony Donalda Trumpa na Truth Social (przykładowo – nazwanie Hiszpanii "przegraną sprawą"). Poza tym Sánchez ostro krytykuje Izrael m.in. w związku z działaniem rządu Benjamina Netanjahu w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu.






