
8 sierpnia w Bułgarii wybuchł dron. Do zdarzenia doszło niedaleko granicy z Rumunią oraz tuż obok gazociągu transbałkańskiego, łączącego Turcję z Ukrainą. MON Bułgarii twierdzi, że ten typ maszyn wykorzystuje ukraińska armia. Kijów zapewnia, że nie skierował w tę stronę bezzałogowca, ale mimo to Sofia wezwała ukraińskiego ambasadora.
W sobotę nad północno-wschodnią Bułgarię wleciał dron, którego nie zauważył ani Bukareszt, ani Sofia. Bezzałogowiec spadł na pole słoneczników pod Kardamem, w pobliżu przejścia granicznego z Rumunią i eksplodował zaledwie kilometr od tłoczni Gazociągu Transbałkańskiego, łączącego Turcję z Ukrainą. W zdarzeniu niedaleko Morza Czarnego nikt nie ucierpiał.
Bułgarskie MON przekazało, że ten typ dronów jest używany przez ukraińskie siły zbrojne. Jak jednak dodano w oświadczeniu, nie ma powodu, by sądzić, że było to celowe działanie. Mimo to ambasador Ukrainy Olesja Ilaszczuk została wezwana do bułgarskiego MSZ. Rozmowa ma się odbyć w poniedziałek 10 sierpnia, ponieważ Ilaszczuk przebywa obecnie poza krajem. Do sprawy wcześniej odniósł się już Kijów.
Eksplozja drona przy gazociągu w Bułgarii. Jest stanowisko Kijowa
Rzecznik MSZ Heorhij Tychyj zapewnił, że Ukraina nie kierowała w stronę Bułgarii żadnych środków ataku, a władze w Kijowie pozostają w kontakcie z władzami w Sofii, by ustalić okoliczności eksplozji nieznanego bezzałogowca.
– Należy podkreślić, że pierwotną przyczyną wszystkich tego rodzaju incydentów jest wojna Rosji przeciwko Ukrainie, która trwa już piąty rok, jest celowo przedłużana przez Moskwę i stanowi zagrożenie nie tylko dla Ukraińców, lecz niestety także dla innych narodów i państw – stwierdził rzecznik ukraińskiego MSZ.

Jak przekazał premier Bułgarii Rumen Radew, pierwsi warkot drona usłyszeli funkcjonariusze rumuńskiej straży granicznej. Chwilę później bułgarski patrol policyjny zameldował o potężnej detonacji i słupie czarnego dymu nad polem. – Jedno jest pewne: dron przenosił znaczną ilość środków wybuchowych, skoro słyszano go z odległości i spowodował tak dużo czarnego dymu – dodał szef bułgarskiego rządu.
W całej sprawie niepokoi najbardziej to, że dron leciał nad terytorium dwóch państw NATO i żadne z nich nie wykryło go wcześniej. Radew stwierdził, że wykrywanie i neutralizowanie tego typu maszyn pozostaje "dużym wyzwaniem". – Ten incydent pokazuje również znaczenie wieloletnich opóźnień w dostawach nowoczesnych cyfrowych systemów radarowych – zaznaczył.
Kto wysłał drona nad Bułgarię?
W ostatnich miesiącach w krajach Europy, które należą do NATO i wspierają Ukrainę, nasiliły się incydenty z udziałem bezzałogówców. Na początku maja rosyjskie drony spadły na Łotwę. Służby postawiono w stan gotowości, a mieszkańcom nakazano natychmiastowe schronienie się w domach. Dwa tygodnie później ogłoszono alarm powietrzny na Litwie, a władze kraju zostały ewakuowane do schronów. Wojska NATO natychmiast poderwały myśliwce, aby zneutralizować drona zbliżającego się do granicy.
Zobacz także
Praktycznie w tym samym czasie myśliwiec NATO zestrzelił drona nad Estonią. Ostatni incydent w Bułgarii wyjaśniają teraz służby. W tle pojawiają się także niedawne ostrzeżenia o tym, że Federacja Rosyjska przechwytuje ukraińskie drony i może ich użyć jako elementu prowokacyjnego. "Rosja, najprawdopodobniej, zaczęła stosować przejęte ukraińskie drony dalekiego zasięgu do prowokacji, o których możliwości uprzedzano wcześniej w Polsce" – pisał na początku sierpnia ukraiński portal wojskowy Militarny.
Serwis powołał się na fotografie wykonane przez ukraiński dron przechwytujący, które opublikował doradca prezydenta Ukrainy ds. rozwoju technologii obronnych Serhij "Flash" Beskrestnow. "Mogę wam z pewnością powiedzieć, że wrogowie zbierają nasze ocalałe bezzałogowce, naprawiają je i przygotowują do przyszłych prowokacji" – napisał na Facebooku.
O tym, jak może wyglądać rosyjska prowokacja, mówił także pod koniec lipca Władysław Kosiniak-Kamysz. Jak tłumaszył szef MON, nad Polską albo innymi krajami wschodniej flanki NATO może się pojawić rój bezzałogowców. Oznaczenia tych obiektów miałyby z kolei wskazywać na to, że należą do ukraińskiego wojska.






