Żeglarz portugalski doprowadził do zamknięcia plaż w Hiszpanii
Żeglarz portugalski problemem w Hiszpanii, Portugalii i Francji. Musieli zamknąć plaże Fot. Ana del Castillo/Shutterstock

Ucieczka nad brzeg morza lub oceanu to jeden z najpopularniejszych sposobów radzenia sobie z upałami. W Polsce jednak w znalezieniu ochłody w wodzie przeszkadzają sinice. W Hiszpanii, Portugalii i Francji ratownicy ostrzegali natomiast przed innym niebezpiecznym stworzeniem. Problemem są tam nawet martwe okazy.

REKLAMA

Sezon wakacyjny trwa w najlepsze, a wczasowicze i miejscowi szukają ucieczki od upałów nad brzegiem Atlantyku. Ten w wielu miejscach jest wyjątkowo ciepły, ponieważ temperatura wody sięga blisko 25 st. C. Jednak w ostatnich dniach z kąpieli w tak miłych warunkach nie można było skorzystać przede wszystkim w Kraju Basków w Hiszpanii. W Portugalii pojawiły się natomiast fioletowe flagi. Wszystko to miało związek z pojawieniem się w wodzie niebezpiecznego żeglarza portugalskiego.

Żeglarz portugalski problemem w Hiszpanii i Portugalii. Zamknięto plaże

Żeglarz portugalski często brany jest za meduzę, co jednak nie jest prawdą. Choć obecność parzydełek i galaretowata budowa ciała mogą wskazywać na tę formę, to tak naprawdę żeglarze są rurkopławami z rodziny Physaliidae. Ich występowanie na wybrzeżu Atlantyku nie jest powszechne, ale w związku z ocieplaniem się wód i prądami morskimi czasami pojawiają się one przy plażach. Podobnie dochodzi także do inwazja meduz w Hiszpanii.

O związanym z żeglarzem zagrożeniu przekonali zwłaszcza pływacy w Kantabrii i Kraju Basków w północnej Hiszpanii. To właśnie tam organizmy te pojawiły się w miniony weekend. Tylko w popularnym turystycznie San Sebastián w ciągu jednego dnia odnotowano ok. 120 poparzeń przez żeglarza portugalskiego, co doprowadziło do wywieszenia czerwonej flagi i wprowadzenia zakazu kąpieli w oceanie. Przynajmniej tym razem nie była to wina niebezpiecznych bakterii.

Jak podaje AFP, obecność tych organizmów stwierdzono także w Portugalii i we Francji. W pierwszym z tych krajów na plażach zaczęły powiewać fioletowe i białe flagi. Obie są jasnym sygnałem, że w wodzie znajdują się meduzy lub inne stworzenia parzydełkowe. Kąpiel nie jest wówczas zakazana, ale pływacy muszą liczyć się z nieprzyjemnościami. Jak podaje portal RMS.pt, w takich sytuacjach przed wejściem do wody warto spytać ratowników, jak wygląda sytuacja. Może się bowiem okazać, że żeglarze lub meduzy opanowały jedynie niewielką część morza, a reszta pozostaje w pełni bezpieczna.

Poparzenie żeglarza portugalskiego sprawia ogromny ból. Łatwo popełnić duży błąd

Co do zasady poparzenie przez dotknięcie macek żeglarza portugalskiego nie jest dużym zagrożeniem dla człowieka, o ile nie jest się uczulonym na jad. Jednak w każdym przypadku jest to bardzo niemiłe i bolesne doświadczenie. Jeżeli dojdzie do kontaktu, warto pamiętać o podstawowej zasadzie – nigdy nie można polewać miejsca poparzenia słodką wodą. Może to bowiem doprowadzić do uwolnienia kolejnej porcji jadu.

Oparzenia wywołane kontaktem z żeglarzem portugalskim należy płukać wodą morską lub solą fizjologiczną. Jeżeli w ranie nadal są czułki, usuń je pęsetą, nigdy nie dotykaj ich gołą ręką. Nie pocieraj też zranionego miejsca, zamiast tego zrób na nie okład z lodu. Gdyby pojawiły się objawy takie jak gorączka, ból, trudności w oddychaniu czy znaczny obrzęk, od razu skontaktuj się z lekarzem.

Żeglarze portugalscy są niebezpieczni w wodzie, ale i na brzegu. Ich parzydełka działają nawet po śmierci i wyschnięciu stworzenia. Dlatego nigdy nie dotykaj nawet organizmów, które woda wyrzuciła na brzeg.