Przemysław Czarnek
Czarnek dorzucił swoje dwa grosze na temat doniesień o nowym lokum Marcina Romanowskiego Fot. YouTube.com / pisorgpl

W środę 12 sierpnia media obiegła informacja o liście podpisanym przez Marcina Romanowskiego, którego adres wysłania wskazuje na Tyraspol, stolicę prorosyjskiego Naddniestrza. Oznacza to, że pojawił się więc nowy trop ws. trwających od miesięcy poszukiwań byłego ministra sprawiedliwości. Do tych informacji odwołał się Przemysław Czarnek i postanowił ostudzić wszelkie teorie.

REKLAMA

Do warszawskiego sądu wpłynął list z podpisem Marcina Romanowskiego. Adres nadawcy wskazuje na Tyraspol – stolicę Naddniestrza, czyli separatystycznego i prorosyjskiego regionu w Mołdawii. Na ten moment nie ma jednak pewności, czy były minister sprawiedliwości faktycznie tam przebywa.

Z historii jego poszukiwań można by już nakręcić długi serial, ponieważ wcześniejsze doniesienia kierowały służby do Serbii, Chorwacji, a nawet do klasztoru. Najnowsze informacje na nowo pobudziły jednak opinię publiczną i wywołały sporo komentarzy na scenie politycznej. Szef MSZ Radosław Sikorski zdążył już na przykład podsumować nowy dom Romanowskiego w dwóch zdaniach. O sprawę poszukiwanego zapytano również Przemysława Czarnka.

Przemysław Czarnek komentuje nowy trop ws. Romanowskiego i... stan demokracji w Polsce

W środę 12 sierpnia Przemysław Czarnek był gościem programu "Gość Wydarzeń" na antenie Polsat News. Polityk został tam poproszony o komentarz do najnowszego śladu, który umiejscawia Marcina Romanowskiego w regionie objętym silnymi rosyjskimi wpływami – Naddniestrzu. Kandydat PiS na premiera podszedł do tych informacji z dużym dystansem.

– Ja słyszałem z kolei komunikat Prokuratury Krajowej podległej panu Żurkowi i rzecznika, zdaje się, Prokuratury Krajowej, który stwierdził, że fakt, że ktoś nadał taki list właśnie z tamtego miejsca wcale nie oznacza, że pan Romanowski tam jest, każdy mógł to zrobić – wskazywał na antenie, powołując się w tej kwestii na wcześniejszy komunikat Prokuratury Krajowej. "Nadanie stamtąd listu jest czymś tak kuriozalnym, że od razu budzi wątpliwość" – precyzował Czarnek.

– Mówiąc już zupełnie serio i uczciwie, nie mam pojęcia, gdzie jest pan Marcin Romanowski. Nie ma to najmniejszego znaczenia dla Polaków – przekonywał były minister edukacji. Dodał jednak, że gdyby były minister sprawiedliwości faktycznie znajdował się akurat w Naddniestrzu, to "byłoby to przekroczenie pewnej linii".

Kwestia Marcina Romanowskiego doprowadziła jednak Czarnka do głębszych analiz, a mianowicie tego, że jego zdaniem "Polska nie jest krajem demokratycznym". Jak wskazywał w rozmowie: "Nam do demokracji brakuje bardzo dużo, bo jest zniszczona na naszych oczach."

– Jeśli w tym państwie na nowo będą sądziły niezależne sądy i niezawiśli sędziowie, to z całą pewnością i pan Romanowski, i pan Ziobro będą mogli wrócić i stanąć przed sądem i udowodnić swoją niewinność, bo do tej pory nie wiemy, jaki przepis został złamany przez nich – głosił Czarnek. Podtrzymał przy tym swoje stanowisko z 2024 roku, przyznając, że nie jest dziś w stanie potępić działań zarówno Marcina Romanowskiego, jak i Zbigniewa Ziobry.

Nowa tożsamość i wniosek o list żelazny

Jako pierwszy informację o tajemniczej przesyłce podał w środę portal RMF FM. Dziennikarze ustalili, że pismo z podpisem Romanowskiego zostało zarejestrowane w Sądzie Okręgowym w Warszawie w ubiegłym tygodniu. Na kopercie miał widnieć adres z Tyraspola. Przedstawiciele sądu potwierdzili później w rozmowie z Interią, że poszukiwany polityk skierował do nich oficjalny wniosek o wydanie listu żelaznego.

Szczegóły dokumentu ujawniła na antenie TVN24 dziennikarka Agata Adamek. "Mam wydany paszport na inną tożsamość, aby swobodnie poruszać się poza Unią Europejską" – oświadczył w piśmie były wiceminister. Z doniesień wynika, że polityk dysponuje nie tylko zmienionym imieniem i nazwiskiem, ale posiada też zupełnie inny numer PESEL.

W tym samym dokumencie Romanowski zadeklarował gotowość do stawiennictwa przed właściwym sądem i udziału w czynnościach procesowych. Zaznaczył jednak, że w przypadku uzyskania listu żelaznego zamierza odpowiadać z wolnej stopy, a jego miejscem pobytu byłby Dom Poselski przy ulicy Senackiej w Warszawie. Zobowiązał się też do stawiennictwa na każde wezwanie oraz całkowitego powstrzymania się od kontaktów ze świadkami.

W dalszej części tekstu znalazło się jednak dość nietypowe sformułowanie. "Oświadczam, że zobowiązuję się uczestniczyć w czynnościach prokuratorów-uzurpatorów i we wszystkich rozprawach przed sądem" – zacytowała list Adamek. W ten sposób poseł zasugerował, że w zamian za współpracę oczekuje twardej gwarancji, iż po powrocie do kraju nie zostanie zatrzymany. Dokument miał wpłynąć do sądu 4 sierpnia. Mimo to kilka dni później do mediów trafiła informacja, że prokuratura odrzuciła wnioski obrońców o uchylenie tymczasowego aresztowania oraz umorzenie części zarzutów.

Dlaczego były wiceminister ucieka?

Do niedawna Marcin Romanowski z powodzeniem ukrywał się na Węgrzech, korzystając z przyznanego mu tam azylu. Zmiana rządu w Budapeszcie sprawiła jednak, że polityk stracił dotychczasowy parasol ochronny i musiał ratować się pospieszną ucieczką do kolejnego kraju. Od tego momentu jego śladem nieustannie podążają policyjni "łowcy cieni". Mimo że kolejne państwa zgłaszają gotowość pomocy polskim organom ścigania, wciąż brakuje wyraźnego przełomu.

Warto przypomnieć, co jest głównym powodem tej ucieczki. W lutym 2026 roku Sąd Okręgowy w Warszawie wydał za posłem PiS Europejski Nakaz Aresztowania. Oznacza to, że jest on ścigany nie tylko w kraju. Romanowski to kluczowy podejrzany w szerokim śledztwie dotyczącym nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości. To właśnie ta defraudacja była tłem dla całej afery, w wyniku której służby weszły wcześniej do domu Zbigniewa Ziobry. Na liście zarzutów wobec byłego wiceministra widnieje między innymi udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Te oskarżenia bezpośrednio doprowadziły do wystawienia za nim policyjnego listu gończego w grudniu 2024 roku.