
Przejazdy zaprzęgami konnymi są w Europie na stałe wpisane w górski krajobraz. My mamy konie na trasie do Morskiego Oka, ale podobne atrakcje dostępne są także na Słowacji, we Włoszech czy w Austrii. Swoje zaprzęgi ma także Szwajcaria. Jeden z takich przejazdów właśnie zakończył się tragicznie.
Konie są na stałe wpisane w górski krajobraz. Niegdyś wykorzystywano je do pracy, np. przy wycince drzew czy do transportu w trudno dostępne miejsca. Z biegiem lat w wielu kwestiach zastąpiły je silniki i maszyny, ale tradycja przetrwała, a konie jednak nie zniknęły. Wręcz przeciwnie – stały się atrakcją turystyczną, która potrafi budzić wątpliwości. Tych będzie więcej po sobotnim wypadku w Val Roseg niedaleko Pontresiny, przy granicy szwajcarsko-włoskiej.
Wypadek wozu z turystami w Szwajcarii. Zginęła jedna osoba
Z informacji przekazanych przez szwajcarski serwis srf.ch wynika, że w wypadku uczestniczyło ok. 40 turystów. Wszyscy byli Szwajcarami przebywającymi na wycieczce do Doliny Roseg. Po niej wracali do Pontresiny zaprzęgiem złożonym z trzech koni i trzech wozów.
W trakcie zjazdu woźnica zdał sobie sprawę, że hamulce jednego z wozów są zbyt słabe i nie zdołają wystarczająco spowolnić pojazdu. Zdecydował więc zjechać na bardziej płaską część trasy. W tym właśnie momencie jeden z koni się przewrócił i doszło do tragicznego w skutkach wypadku. Podobne zdarzenia budzą emocje także w Polsce, gdzie szeroko komentowano już niejeden upadek konia nad Morskim Okiem.
Jeden z wozów uderzył w drzewo, a jadące nim osoby wypadły z pojazdu. 73-letnia kobieta na skutek upadku doznała obrażeń na tyle poważnych, że zmarła na miejscu. Służby ratunkowe, które dotarły w rejon wypadku, miały pełne ręce pracy. Rannych zostało 12 osób, a na miejsce wezwano trzy helikoptery i cztery karetki. To nimi przetransportowano do szpitali w regionie Gryzonii wszystkich rannych.
Sprawę bada już zespół ekspertów wraz ze szwajcarską policją i prokuraturą. To do nich będzie należało dokładne zbadanie przyczyn tego wypadku.
Zobacz także
Koniec koni nad Morskim Okiem? Wielka zmiana od września
Podczas gdy w Szwajcarii doszło do poważnego wypadku z udziałem konnego zaprzęgu, w Polsce górale przygotowują się do ogromnej zmiany w przewozach na trasie do Morskiego Oka, wokół której od lat toczy się burza i spór między góralami a obrońcami praw zwierząt. Dotychczas turyści mogli wsiąść do powozu na Palenicy Białczańskiej i dojechać nim aż do Polany Włosienicy. Tak będzie jednak tylko do końca sierpnia.
Zgodnie z wcześniejszym porozumieniem podpisanym przez fiakrów od września rozpocznie się pilotażowy program, w ramach którego zaprzęgi pojadą o połowę krótszą trasą. Zamiast aż na Włosienicę zabiorą turystów tylko do słynnych Wodogrzmotów Mickiewicza. Tam podróżni będą mieli do wyboru przesiadkę do elektrycznego busa lub dalszą wędrówkę pieszo. Dzięki krótszej trasie konie z Morskiego Oka wreszcie odetchną.
"Wrześniowy pilotaż pozwoli na sprawdzenie w praktyce nowych rozwiązań organizacyjnych oraz wypracowanie, wspólnie z TPN i władzami, ostatecznych zasad funkcjonowania przewozów w nowym układzie" – informowali fiakrzy w swoim oświadczeniu. Obrońcy zwierząt od lat powtarzają natomiast, że konie męczą się na trasie do Morskiego Oka, i to właśnie ich argumenty doprowadziły do wypracowania kompromisu.





