
Czarna seria na największym lotnisku na Sycylii trwa. Raptem przez dobę port w Katanii mógł cieszyć się swobodnymi operacjami. Po nowej erupcji Etny, do której doszło w niedzielę 16 sierpnia, znów były konieczne ograniczenia. Sytuacja może jednak szybko ulec zmianie.
Drugi tydzień sierpnia upłynął we Włoszech pod znakiem utrudnień związanych z erupcją Etny. Lotnisko w Katanii było uziemione przez tydzień. Tak długiej przerwy w działaniu nie było tam od 20 lat. Niestety poprawa sytuacji, dzięki której w niedzielę loty odbywały się normalnie, nie trwała długo. 16 sierpnia wieczorem rozpoczęła się nowa erupcja, która wpłynęła na rozkład lotów w poniedziałek 17 sierpnia. Zmiany są drastyczne.
Czerwony alarm na lotnisku w Katanii. Powrót z wakacji we Włoszech na razie możliwy
W poniedziałek przed godziną 9:00 służby zarządzające lotniskiem w Katanii poinformowały o nowej fali utrudnień. Z powodu erupcji w regionie krateru Voragine i wydostania się na powierzchnię dużych ilości dymu doszło do zamknięcia części przestrzeni lotniczej nad największym lotniskiem na Sycylii. Na szczęście na razie nie oznacza to kolejnego pełnego uziemienia portu, choć zmiany będą wyraźnie widoczne.
"W związku z aktywnością wulkaniczną Etny i związanym z nią uwalnianiem popiołu wulkanicznego do atmosfery zamknięto przestrzeń powietrzną odpowiadającą sektorom B1 i B2. Liczba przylatujących samolotów jest ograniczona do 5 na godzinę do godziny 14:00 dzisiaj, w poniedziałek 17 sierpnia. Nie ma żadnych ograniczeń dotyczących odlotów" – przekazały władze lotniska w Katanii.
Dla podróżnych przylatujących na Sycylię jest to dość duży problem. Wystarczy wspomnieć, że port obsługuje normalnie średnio od 6 do 12 przylotów na godzinę. Tylko z tego powodu można spodziewać się, że wiele połączeń zostanie przekierowanych na sąsiednie lotniska, a część znów zostanie odwołana. Normą będą także wielogodzinne opóźnienia. Po drugie, jeżeli erupcja szybko się nie zakończy, a dymu będzie przybywać, istnieje ryzyko ponownego wstrzymania odlotów. Tym samym turyści znów zostaną uziemieni i zacznie się powtórka z ubiegłego tygodnia.
Śmierć turysty na Etnie. Zmarł od uderzenia pioruna
Włoskie media w poniedziałek rozpisują się nie tylko o ponownym zamieszaniu i możliwym odwołaniu lotów na lotnisku w Katanii. Ważnym tematem jest także śmiertelny wypadek, do którego doszło w niedzielę 16 sierpnia. Amerykański turysta postanowił wówczas zobaczyć z bliska erupcję wulkanu. Problem w tym, że złamał wiele zasad.
Zobacz także
Jak informuje rainews.it, 30-letni turysta postanowił wspiąć się na wulkan terenem objętym zakazem wstępu, aby z bliska przyjrzeć się szczytowi Etny. W trakcie wędrówki zignorował jednak sygnały świadczące o tym, że nad region nadciąga burza. Ta rozpętała się w południe, a mężczyzna nie miał gdzie się schronić. Nie miał szczęścia – został trafiony piorunem.
Służby znalazły Amerykanina dopiero kilka godzin później. Rozpoczęła się walka o jego życie, ale było już za późno. Po transporcie do szpitala lekarzom pozostało tylko stwierdzenie zgonu. Historia ta powinna być przestrogą dla wszystkich osób, które chcą z bliska zobaczyć erupcję Etny. Aktywny wulkan jest bardzo popularną atrakcją, ale można się po nim przemieszczać wyłącznie wytyczonymi szlakami. Na sam szczyt można wejść tylko z licencjonowanym przewodnikiem.






