
Jedna z najbardziej obleganych wsi w Wielkiej Brytanii stawia granicę masowej turystyce. Rada Dystryktu Cotswold odrzuciła wniosek dotyczący przekształcenia jednego z budynków w nową kawiarnię i sklep. Swoją decyzją urzędnicy poparli wolę lokalnej społeczności, która od miesięcy protestuje przeciwko odwiedzającym.
Cała historia rozgrywa się w Bibury, czyli niewielkiej malowniczej wsi położonej w regionie Cotswolds w południowo-zachodniej Anglii (około 130 km na zachód od Londynu). Miejscowość słynie z zabytkowych, kamiennych domków z siedemnastego wieku i jest uznawana za jedną z najładniejszych wsi w Wielkiej Brytanii, co ściąga do niej tłumy turystów z całego świata.
Walka o Bibury. Lokalsi mają dość odwiedzających
Jak podaje "The Independent", decyzja o odmowie budowy nowej kawiarni i sklepu w zabytkowej kamiennej stodole to nie była zwykła urzędowa odmowa, lecz wręcz finał wojny o przetrwanie jednej z najpiękniejszych angielskich wsi. Plan budowy kawiarni i sklepu już od początku wywoływał oburzenie wśród mieszkańców wsi. Ponad setka mieszkańców i Rada Parafialna powiedzieli biznesowi "nie".
Formalnie wniosek o budowę kawiarni i sklepu został odrzucony ze względu na bezpieczeństwo na wąskiej ulicy Ablington Lane, gdzie piesi już teraz muszą mijać się z nadjeżdżającymi autami. W rzeczywistości jednak Bibury po prostu pęka w szwach i ma dość komercjalizacji.
Życie w wiosce, która stała się ofiarą własnej popularności, oznacza 20 000 turystów odwiedzających to miejsce co weekend. Wąskie, zabytkowe drogi nie są przystosowane do skali ruchu, jaki generuje masowa turystyka. Bunt związany z turystyką trwa więc od dawna. W wiosce obowiązują już kary za nielegalne parkowanie i specjalnie wyznaczone strefy, w których mogą zatrzymywać się autokary.
Zobacz także
Masowa turystyka tłumiona w Europie
To nie tylko problem angielskiej prowincji. Spór w Bibury to kolejny epizod w wojnie, jaką Europa wypowiedziała masowej turystyce.
Polem doświadczalnym w walce z "overtourismem" stała się Wenecja. Władze słynnego miasta uznały, że półśrodki nie działają i jako pierwsze na świecie zdecydowały się na wprowadzenie płatnego wstępu dla jednodniowych zwiedzających. Podobny punkt osiągnął Amsterdam. W stolicy Holandii czara goryczy przelała się do tego stopnia, że mieszkańcy przestali już pisać petycje, a zaczęli wytaczać procesy sądowe przeciwko miastu.
Imprezowy styl życia turystów zbiera swoje żniwo także na południu. W Walencji – a konkretnie w historycznej dzielnicy El Cabanyal – trwa batalia z turystami, których zachowania doprowadzają mieszkańców do wściekłości. Listę uzupełnia Rzym. Wieczne Miasto w środku lata dosłownie pęka w szwach i jak w soczewce skupia się w nim wszystko, co jest nie tak ze współczesną turystyką.






