
Chwile grozy nad jeziorem Dzierżno Duże. 30-letni kierowca z Ukrainy urządził sobie niebezpieczny "rajd" między zaparkowanymi samochodami. Uszkodził 10 pojazdów i wjechał w namiot. Świadkowie zatrzymali go dopiero wtedy, gdy jego auto utknęło między dwoma samochodami. Szybko wyszło na jaw, że mężczyzna miał na sumieniu więcej niż jazdę po alkoholu.
"30-letni kierowca Volvo na plaży w Rzeczycach (red. – województwo śląskie) uszkodził 10 zaparkowanych pojazdów i najechał na rozłożony namiot" – poinformowała w środę 19 sierpnia Policja Śląska.
Do zdarzenia doszło w sobotę po południu w rejonie ulicy Piaskowej nad jeziorem Dzierżno Duże. Świadkowie zdarzenia postanowili zawiadomić o nim policję.
Funkcjonariusze ustalili, że za kolizje odpowiedzialny jest 30-letni obywatel Ukrainy mieszkający w Żorach. W rezultacie jego "rajdu" uszkodzonych zostało 10 pojazdów, w tym dwa kampery oraz osiem samochodów osobowych.
W komunikacie Policji Śląskiej czytamy, że były to pojazdy marek Opel, Ford, Citroën, Seat, Range Rover, Mercedes i Audi i należały do osób, które przyjechały nad jezioro m.in. z Rybnika, Gliwic, Chorzowa, Wodzisławia Śląskiego, ale także dalszych okolic, w tym województwa łódzkiego i opolskiego. Część pojazdów została uszkodzona w stopniu znacznym. W tym także Volvo nietrzeźwego kierowcy.
Agresywny i nietrzeźwy 30-latek był nie do zatrzymania
Świadkowie próbowali zatrzymać kierującego, który przemieszczał się pomiędzy zaparkowanymi samochodami i uszkadzał kolejne pojazdy, jednak nie byli w stanie skutecznie zablokować jego pijanego "rajdu". Kierowca wjechał również w namiot. Na szczęście nikt w nim w tamtej chwili nie przebywał.
Do zakończenia jazdy doszło dzięki temu, że 30-latek zaklinował się pomiędzy dwoma zaparkowanymi pojazdami. Świadkowie dokonali obywatelskiego zatrzymania, odebrali mu kluczyki i pilnowali go do przybycia służb.
Policjanci przejęli agresywnego mężczyznę z rąk osób odpoczywających nad jeziorem. Na miejscu pojawił się również technik kryminalistyki. Na szczęście nikt z obecnych w trakcie zdarzenia nie wymagał opieki medycznej.
"Rajdowiec" miał sporo za uszami
Policjanci przeprowadzili badanie stanu trzeźwości 30-latka. Wykazało ono ponad 1,8 promila alkoholu w organizmie. Funkcjonariusze przetransportowali go do Komisariatu Policji w Pyskowicach, gdzie wykonano z nim dalsze czynności. Później trafił do pomieszczenia dla osób zatrzymanych w KMP w Gliwicach.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Okazuje się, że jazda z 1,8 promila alkoholu nie była jedynym przewinieniem mężczyzny. 30-latek był objęty zakazem prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych (jak zwykle kompletnie nieskutecznym).
Mężczyzna został objęty środkiem zapobiegawczym w postaci dozoru policyjnego. Ma stawiać się do jednostki w Żorach pięć razy w tygodniu. Jak czytamy w komunikacie Śląskiej Policji, postępowanie toczone jest przez policjantów z komisariatu w Pyskowicach pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Zachód w Gliwicach (tej samej, która prowadzi osławioną sprawę rolnika, który niedawno zaorał drogę).
"Za prowadzenie pojazdu mechanicznego w stanie nietrzeźwości w okresie obowiązywania zakazu prowadzenia pojazdów oraz spowodowanie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym grozi kara do 8 lat pozbawienia wolności" – przypominają funkcjonariusze.






