Karol Nawrocki
Donald Tusk pytany o ewentualne weto Karola Nawrockiego ws. nowego projektu rządu nie owijał w bawełnę Fot. Shutterstock.com

W środę Donald Tusk ogłosił nowy projekt rządu, zakładający zmiany w dotychczasowych progach podatkowych. Podczas konferencji wypłynęła jednak kwestia ewentualnego weta od Karola Nawrockiego dla planowanej ustawy. Premier nie zamierzał gryźć się w język odpowiadając.

REKLAMA

W środę 19 sierpnia głównym tematem konferencji prasowej Donalda Tuska były szykowane przez rząd dwie zmiany w progach podatkowych. Pierwsza z nich dotyczy podniesienia pierwszego progu podatkowego o 10 tysięcy złotych – do pułapu 130 tysięcy złotych. Wprowadzony ma zostać także kolejny próg podatkowy z opodatkowaniem na poziomie 24 proc., przeznaczony dla przedziału zarobków od 130 tysięcy do 150 tysięcy złotych. Z kolei najwyższa stawka, wynosząca 32 proc., będzie obowiązywała dopiero od dochodów przekraczających 150 tysięcy złotych.

W trakcie spotkania z mediami Donald Tusk został zapytany przez dziennikarzy, czy nowy projekt ustawy może spotkać się z wetem ze strony Karola Nawrockiego. Premier prędko odniósł się do tego tematu, wskazując na trwający konflikt na linii rząd–prezydent w kwestii podpisywania nowych aktów prawnych.

Donald Tusk o "groźbie weta" Karola Nawrockiego i jego "rekordach"

Szef rządu przyznał otwarcie, że pytanie o ewentualne weto Karola Nawrockiego w tej sprawie jest w pełni zasadne. – Oczywiście bardzo trudno podejmuje się decyzje rządowe, które mają na celu zmienić prawo wtedy, kiedy gdzieś za rogiem czai się prezydent z długopisem i z groźbą weta – zaznaczył Donald Tusk.

Chwilę później pokusił się jeszcze o bezpośrednią ocenę dotychczasowych działań głowy państwa w zakresie blokowania propozycji legislacyjnych. – Prezydent Nawrocki jest absolutnym rekordzistą w tej sprawie, myślę, że nie tylko w skali naszego kraju – stwierdził premier.

Premier ma za złe Nawrockiemu ws. podatku od koncernów paliwowych

Następnie Donald Tusk nawiązał do jednej z niedawnych decyzji Karola Nawrockiego. Chodzi o ustawę dotyczącą opodatkowania nadzwyczajnych zysków firm paliwowych, czyli nowy podatek dla Orlenu i spółki, którą głowa państwa skierowała do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej, wstrzymując tym samym jej wejście w życie.

– Już raz z niezrozumiałych wciąż dla mnie względów stanął po stronie wielkich koncernów, mówię tu o koncernach paliwowych, które chcieliśmy także obłożyć podatkiem, i stanął przeciwko polskim kierowcom, tym, którzy tankują i czasami płaczą, jak tankują – wskazywał premier. I dodał: "Ja nie wiem, kto to podsunął, czy co w głowie pana prezydenta się narodziło, żeby taką decyzję podjąć, nadal jej nie rozumiem". Już z resztą w lipcu Tusk gromił Nawrockiego ws. cen paliw, apelując do kierowców, by pamiętali o tej decyzji przy dystrybutorach.

Kto zapłaci za zmiany w podatkach?

Szef rządu podkreślił, że w przypadku proponowanej właśnie rewolucji w podatkach mamy do czynienia z bardzo podobną sytuacją, jak przy ustawie paliwowej. Wyjaśnił, że przygotowując nowelizację, rząd chce ulżyć tym obywatelom, którzy dostali w ostatnim czasie uzasadnione podwyżki. Tłumaczył, że mowa o ludziach, którzy rozliczają się na skali podatkowej i są płatnikami PIT. Zaznaczył, że nie są to biznesmeni działający na wielką skalę, tylko osoby średnio zarabiające. – Chcemy, żeby sfinansowały to najbogatsze firmy i najbogatsi ludzie, którzy mają najniższe obciążenia podatkowe – uzupełnił.

Na koniec Donald Tusk ponownie wyraził obawy co do przyszłości nowej ustawy podatkowej w Pałacu Prezydenckim. – Jeśli prezydent przyjmie logikę z kwestii paliw, to może próbować zawetować projekt. Ochroni wielkie firmy i koncerny, ale zarabiającym pielęgniarkom, urzędnikom, nauczycielom zabierze te pieniądze. Mam nadzieję, że presja milionów ludzi, którzy czekają na tę decyzję, wywoła impuls w sumieniu pana prezydenta – podsumował.