
Czerwona flaga w związku nie zawsze jest tak czerwona, jak nam się wydaje. Do jednego worka wrzucamy dziś poważne sygnały ostrzegawcze i cechy, które mogą być problemem, ale niekoniecznie zawsze nim będą. Problem w tym, że im więcej rzeczy nazywamy red flagiem, tym trudniej rozpoznać te, przed którymi naprawdę warto uciekać.
Red flag (dosłownie: czerwona chorągiewka) to jedno z najbardziej znanych słów o psychologicznym zabarwieniu, które jest na potęgę wykorzystywane w codziennej komunikacji. Choć jego znaczenie wydaje się oczywiste, warto przyjrzeć się mu z bliska, bo za tą oczywistością może kryć się kilka ważnych niespójności.
Warto od razu zaznaczyć – red flag jako taki nie jest kategorią diagnostyczną ani terminem, który sam w sobie opisuje jednostkę kliniczną. Jest to raczej pop-psychologiczny, silnie kulturowy i merytorycznie "luźny" sposób opisu, który jest silnie negatywnie nacechowany, ale niekoniecznie precyzyjny. Jednocześnie to zwrot, który ma spore znaczenie i wartość w komunikacji. Wskazuje na to przede wszystkim jego popularność – to słowo na stałe trafiło do codziennego języka w odniesieniu do relacji interpersonalnych i posługują się nim osoby z różnych pokoleń.
Więc czym w zasadzie red flag jest, a czym nie jest?
Red flag to zachowanie lub cecha, która ma być zwiastunem problemów relacyjnych. Wiązana jest z toksycznością, kontrolą, niską inteligencją emocjonalną, deficytami interpersonalnymi, ale także zupełnie trywialnymi cechami, które mają przestrzec nas przed narcyzami, makiawelistami czy innymi "psychopatami".
Na pewno red flagiem nie można określić różnicy zdań i światopoglądów, innych temperamentów czy gustu muzycznego. Pewnie mnie parę osób zje zaraz, ale styl przywiązania sam w sobie red flagiem również nie jest. Szczególnie że bardzo często oceniany jest kompletnie bezpodstawnie.
W praktyce tymi twardymi red flagami, które od razu powinny zapalać nie czerwoną lampkę, a czerwoną latarnię, są przede wszystkim: próby izolowania nas od innych osób, przekraczanie granic (nawet jeśli ma formę "żartu"), silent treatment, love-bombing, agresja werbalna, zastraszanie, systematyczny brak empatii lub tzw. empatia selektywna, wzbudzanie poczucia winy – to są red flagi, które są potężnymi znakami ostrzegawczymi.
I tu pojawia się pewien bardzo problematyczny rozjazd. Te cechy, które przytaczam powyżej, bardzo rzadko "wychodzą" na wczesnych etapach relacji. Fundamentalnym problemem red flagów jako pewnych predyktorów jest to, że osoby, które faktycznie wyrządzają krzywdę, doskonale potrafią się maskować. Więcej – z przymrużeniem oka być może jako red flag powinniśmy zacząć traktować zbyt idealne dopasowanie i zupełny brak problematycznych cech u drugiej osoby. Manipulacje zaczynają się bardzo często od idylli, braterstwa dusz czy (mojego ulubionego) "zrozumienia jak nigdy".
Kolejny problem to moc słowa "red flag". To, co opisuję powyżej, nie do końca przystaje do codziennej komunikacji. Niestety do worka z czerwonymi chorągiewkami lądują także cechy, które kompletnie nie prezentują tak ogromnego zagrożenia. Kiedy więc pojawi się faktyczna oznaka "warto uciekać", brakuje na nią popularnego słowa. Dochodzi tu więc do pewnej inflacji pojęciowej.
Nie czerwona flaga, ale wciąż problem – jak to nazwać?
W praktyce większość takich "standardowych" czerwonych flag należałoby nazywać "beżowymi flagami" lub "żółtymi flagami". Czyli cechami, które w mniejszym stopniu są zwiastunem problemów relacyjnych, ale mogą być bardzo problematyczne z perspektywy dopasowania.
Takich cech jest sporo. Często wymieniane są takie jak:
- brak własnych pasji,
- niska zdolność do autorefleksji,
- pewne negatywne przeszłe doświadczenia – np. stereotypowo "wszyscy moi ex byli problemem",
- problemy z punktualnością,
- nadmierne zamykanie się w sobie,
- niezdrowa zależność od rodziny i znajomych,
- pedantyzm,
- brak zdolności do słuchania,
- niska wrażliwość,
- zbyt wysoka wrażliwość,
- dziwny styl komunikacyjny.
Wszystkie one mogą być większym lub mniejszym problemem, wiele tu zależy od tego, kto jest ich odbiorcą. Co więcej, część z nich może naturalnie ulec zmianie pod wpływem relacji i rozwoju osobistego, a niektóre mogą okazać się uciążliwościami na lata.
Czy red flag to w ogóle problem?
Red flagi mają tak szeroką definicję, że w zasadzie nie da się powiedzieć, czy ich występowanie jednoznacznie można uznać za problem (oczywiście, poza tymi najbardziej poważnymi). Wśród trendów relacyjnych pojawiają się powoli takie, które podchodzą do tego tematu z nieco bardziej realistycznej i pragmatycznej strony.
Część osób uważa, że budowanie relacji pomimo dostrzegania pewnych czerwonych flag może być korzystne, o ile ma się świadomość zagrożeń i świadomie podejmuje się niektóre decyzje. Warto jednak mieć na uwadze, że dotyczy to właśnie przede wszystkim tych żółtych i beżowych flag, a niekoniecznie tych najczerwieńszych.
Dalsza część artykułu poniżej.
Zobacz także
Choć na pierwszy rzut oka brzmi to nieco upiornie, idea wcale nie jest nietrafiona. Red flagi w wielu przypadkach są elementem pewnej oceny społecznej. Stawianej nie tylko przez nas, ale także sieć wsparcia (czyli osoby, których opinia jest dla nas ważna przy podejmowaniu decyzji) i pewne normy kulturowe. Nie są to przesłanki ani empiryczne, ani kliniczne, a ich naturalna subiektywność jest podatna na błędy.
Zwolennicy "zarządzania czerwonymi flagami" często właśnie do tego nawiązują – wiele cech i zachowań, które potencjalnie identyfikujemy jako poważne przeszkody w budowaniu relacji, jest w rzeczywistości elementem uprzedzeń, nietypowych doświadczeń, naszych własnych poglądów na relacje i bliskość, a także czynników czysto kulturowych i cech, które są podatne na rozwój, o ile dana osoba chce je rozwijać.
Pewnie jest w tym ziarnko prawdy – prosto i matematycznie, skreślanie kogoś z trywialnych powodów zmniejsza liczbę szans na budowanie wartościowych relacji. Pamiętajmy również, że nie ma ludzi idealnych i każdy jakieś cechy negatywne posiada. Zresztą relacje nie są aż tak prostolinijne – idealne dopasowanie i brak czerwonych flag wcale nie muszą przełożyć się na sukces w budowaniu więzi i vice-versa. Pamiętajmy jednak: w przypadku tych najpoważniejszych, tych faktycznych red flagów z pewnością należy mieć się na baczności.






